FANDOM


RTW(6)

Blaineley jeszcze spała, więc obowiązek omówienia poprzedniego odcinka przeszedł na Brady’ego. Chłopak wziął tylko kartkę i czytał to, co napisała mu Blaineley. Pismo niestety nie należało do najczytelniejszych, dlatego chłopak Beth tak kaleczył język.

Brady: Em… Poprzednio… w Totalnej… Porażce: Po… Powrocie…

Nadal męczył się z odczytywaniem krótkiego tekstu. Po paru jęknięciach, potknięciach i usterkach niechętnie zrezygnował.

Brady: Mam tego serdecznie po kokardę.

Wyrzucił kartkę za siebie i zniknął z wizji.

<Czołówka>

Kampery zawodników

Pewni Siebie

Drużyna Pewnych Siebie zdrzemnęła się po wydarzeniach z ostatniego odcinka. Heather miała bardzo dobry humor.

Heather: Jak to dobrze że nie doszło do tej ceremonii. Co nie?

Darwin nie odpowiedział jej, ponieważ był zajęty spaniem. Heather puknęła go z całej siły w klatkę piersiową, a ten zaczął się dusić.

Darwin (PZ): Nienawidzę jej!

Darwin: Ty dziwko! Prawie mnie zabiłaś! >:O

Heather: Wielka szkoda, że tego nie zrobiłam!

Anais i Kate spojrzały się tylko na Heather, a potem schowały się pod kołdrą.

Kate (PZ): Najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu się do niej nie odzywać, a najlepiej ją ignorować. Tyrania jest jak pasożyt, żywi się ludzkimi nerwami, a atakuje tych, których jest w stanie sprowokować do konfliktu. Czemu narzekamy na komary, skoro podli i zawistni ludzie są bardziej niebezpieczni?

Anais rozpoczęła rozmowę z Kate. Dotyczyła ona typowych “babskich” spraw.

Kate: Miałaś już jakiegoś chłopaka?

Anais: Tak naprawdę to mam. Nazywa się Nicodem i jest trzy lata starszy ode mnie. Niestety, kiedy to powiedziałam rodzicom, kazali mi zerwać z nim kontakt. Trochę to wygląda jak friendzone, ale kiedy rodzice nie patrzą, spędzamy ze sobą czas, przykładowo chodząc razem do kina. Myślę, że byli lekko przerażeni jednak jego wyglądem, ale kiedy pojechałam do Marsylii, ciocia zaakceptowała to jak wygląda. Pomyśleć, że poszło tylko o kolczyki w uchu i ogolone boki.

Kate: Uuuu, a od kiedy jesteście razem? :D

Anais: Niedługo pół roku odkąd go pierwszy raz pocałowałam ^^

Kate i Anais zaczęły piszczeć ze szczęścia, co wkurzyło Heather.

Heather: Czego się drzesz jedna z drugą?

Kate: Cieszymy się życiem. Też spróbuj. ;D

Heather: Całe szczęście że stąd wylecicie niedługo, idiotki.

Darwin: To tutaj jest druga Heather? Masz rozdwojenie jaźni? o.O. Dobra robota, Mike! Wywaliłeś tę sukę! ^^

Kamera ukazuje drzwi. Otwierają się, a Darwin wylatuje z domku “na zbity pysk”. Anais i Kate ponownie okazywały respekt przed królową pszczół. Stewart tylko niechętnie przyglądał się całej sytuacji.

Stewart (PZ): Zaczyna mnie to szczerze męczyć. Heather tutaj odwala robotę za cały zespół…

Zdeterminowani

Natomiast drużyna Zdeterminowanych miała dużo lepiej. Phoebe znowu miała poprawiony humor, a razem z Nastasią robiły sobie maseczkę.

Phoebe: Nie ma to jak zasłużony wypoczynek..

Nastasia: Zupełnie się zgadzam. Słyszałam, że Heather miała odpaść, ale Blaineley, zasnęła i nie doszło do ceremonii.

Wieść o tym, że Heather jednak nie wyleciała, nieco rozzłościła Phoebe.

Phoebe (PZ): CO?! >:(

Phoebe: No trudno. Może następnym razem im się uda. xD

Phoebe (PZ): Nie wierzę, że to mówię, ale ta kiczowata Heather jest największym zagrożeniem dla mnie. Co, jeśli się okaże, że ona chce się mnie pozbyć? Szczerze w to wątpię, mam sojuszników ;)

Nastasia: Hej, mogłabyś mi podać koktajl?

Phoebe: Jasne.

Phoebe (PZ): To się robi żałosne. Sojusznicy zachowują się jak Tamagotchi. Nakarm mnie! Przewiń mnie! Podaj mi sok! Obsmaruj mnie kupą z cuchnącego szamba, BO TYLKO DO TEGO SIĘ NADAJĘ! To właśnie myślę o tej całej pseudo-Latynosce Nastasii. Zach powinien jeść z mojej ręki, a nie zakochiwać się w tej ladacznicy. ;-;

Phoebe udaje zadowolenie przy Nastasii, podając jej koktajl.

Phoebe (PZ): Najchętniej bym ją oblała, ale nie mogę, bo to jest moja jedyna sojuszniczka tutaj, Zach i Rhett pewnie myślą, jak tu przelecieć tę idiotkę xDDDD

Zach i Rhett faktycznie rozmawiali ze sobą w jednym domku, ale tematem nie była Nastasia.

Rhett: Słyszałem, że mieli przedłużyć ich kontrakt o pół roku.

Zach pił tylko herbatę.

Zach: To dobrze, bo to jedna z najlepszych firm. Gdyby nie oni, ten sklep straciłby na znaczeniu. Dolać jeszcze?

Rhett: Nie…

Odłożył kubek.

Rhett: Czuję się jak na jakimś przyjęciu urodzinowym dla siedmioletniej dziewczynki. xD

Zach: Ja nie do końca. Strasznie chcę pić, ale niestety tutaj nie ma wody. Przynajmniej ktoś tu postawił termos.

Nagle zjawił się Fatih i był zdziwiony, że z tego “termosu” piją Rhett i Zach.

Fatih: Tyle, że to nie jest termos… xD

Rhett nadal popijał sobie herbatę, ale nagle przerwał i czuł, że się za moment zakrztusi.

Rhett: Um, nie, serio? To w takim co to jest?

Fatih: Szykuję w tym całym “termosie” składniki do flaków, a nie czułeś żadnych skór mięsnych w tym, co tutaj wypiłeś?

Rhett wypluł całą zawartość.

Fatih: Dzięki. ;-;

Rhett: Nie ma sprawy. Trzeba było doczepić kartkę “nie ruszać, bo gotuję padlinę”.

Fatih: Słuchaj, to nie jest padlina, a pyszna, polska potrawa, która podobała się litewskiemu królowi. Mogło ci to nie przypaść do gustu i rozumiem.

Rhett: Sorry…

Fatih: Nie szkodzi. Miejmy nadzieję, że uda mi się jeszcze zrobić te składniki jeszcze raz. Nigdy nic nie wiadomo.

Nagle wszyscy słyszą krzyki Blaineley w megafonie i zatykają uszy. Każdy od razu przerywa swoje zajęcia, aby usłyszeć kolejną kłótnię.

Blaineley: BRAAAAAAAAAAAAAAAADYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!

Słyszą plaskanie.

Blaineley: RACZYŁEŚ OTRUĆ PROWADZĄCĄ PROGRAMU?!?!?!? NIE, JA DZWONIĘ NA PSY!!!

Brady: Ja ciebie nie otrułem! Nie wiedziałem, że zaśniesz!

Blaineley: CHCIAŁEŚ PRZEJĄĆ MÓJ PROGRAM!!!

Phoebe miała dość.

Phoebe: Boże, jak ona nadaje >:(. Zwariować można.

Blaineley: PHOEEEEEEEEEEEEE *ta zatyka uszy, ale to nic nie daje i zgrzyta zębami* BEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! JA SŁYSZĘ DOSKONALE WSZYSTKO, WIĘC NIE RACZCIE MNIE OBRAŻAĆ, BO DYSKWALIFIKACJA!!!

Anais: Nie da się trochę ciszej? :-/

Blaineley: NIEEEE!!! GDYBY KTOŚ CIĘ OTRUŁ, TEŻ NIE BYŁABYŚ CICHO, TYLKO SIĘ DARŁA!!!

Kate przewróciła oczami, Darwin usiadł koło niej.

Darwin: Mnie też się nie podoba, to co robi, nie jesteś z tym sama ._.

Oczy Kate zrobiły się niczym szklane kulki i spojrzała się zadowolona na chłopaka. Wyobraziła go sobie jadącego na koniu, a ona w tle przedstawiła siebie jako księżniczkę, która spadła z jednorożca. Po chwili ten do niej podszedł i powiedział swoim czułym, zmierzłym głosem “Mogę ci jakoś pomóc?”. Bajka zostaje przerwana, ponieważ Darwin powtórzył swoje pytanie.

Darwin: Wszystko w porządku? ._.

Kate: Tak, tak <3

Otrząsnęła się.

Kate (PZ): Muszę sobie jakoś lepiej z nim porozmawiać. Jestem zbyt nieśmiała, ale czas to w sobie przełamać.

Wzięła głęboki oddech, ale znowu zaczęła marzyć o Darwinie, więc lekko kiwnęła głową.

Kate (PZ): *kolejny głęboki oddech* Miejmy nadzieję, że będę mogła się wykazać w zadaniu, dzięki czemu będę mogła rozmawiać z Darwinem na równi. On działa na mnie jak magnes, nie mogę się po prostu od niego oderwać. Może mi jakaś piosenka w tym pomoże? Coś tam wymyślę albo wiem! Oczaruję go swoimi piosenkami! Ostatnio nawet napisałam do takiej jednej tekst związany z balladą, więc go zaprezentuję po zakończeniu wyzwania! :D

Blaineley: A was zapraszam do mnie. Wyzwanie czeka, myśleliście, że ot tak wam odpuszczę?

Amfiteatr

Pewni Siebie
Zdeterminowani

Blaineley stoi na środku sceny, a na specjalnych miejscach siedzi sobie dwunastka uczestników.

Blaineley: Pamiętacie może takie jedno wyzwanie na Wyspie Totalnej Porażki?

Heather: Jakie?

Phoebe: Srakie, debilko. Naucz się słuchać, to może wreszcie się nauczysz czegoś porządnego o życiu -.-

Scarlett: Uważam, że sama powinnaś ucichnąć. Bez przerwy masz do nas o coś pretensje.

Scarlett (PZ): Zdałam sobie sprawę, że odgrywanie osoby chorej psychicznie i zniżenia się do poziomu Chrisa absolutnie nie popłaca. Straciłam przez to wiele bliskich mi osób. Sądzę, że następny program to szansa dla mnie i poprawię swoją reputację, i z wizerunku wariatki nie pozostanie nic, tylko przykre wspomnienia.

Phoebe uśmiechnęła się tylko do Scarlett, jakby coś planowała, ale po chwili zaskoczyła ją swoją odpowiedzią. Była pogodna i spokojna.

Phoebe: Masz rację. :p

Scarlett: Ooo, a tego się po tobie nie spodziewałam.

Phoebe (PZ): Wielu rzeczy się jeszcze po mnie nie będziesz po mnie spodziewała, Scarlett ;). Jak przegramy, to najpierw wyleci ona, bo wiem o jej sojuszu, więc mogę sobie po raz kolejny użyć Nastasii, Rhetta i Zacha do swoich celów. Naiwny trójkącik.

Blaineley: Dobrze, to ktoś pamięta?

Anais podnosi rękę do góry. Heather spojrzała na nią pobłażliwie.

Heather (PZ): Oferma życiowa próbuje się podlizać. Anais to druga Beth. Brakuje jeszcze tego ohydnego aparatu na krzywe zęby oraz gadanie o swoim chłopaku.

Anais: Czy to było wyzwanie, w którym uczestnicy musieli spędzić nos w lesie?

Heather wybucha śmiechem i strzela facepalma.

Heather: A OTO PRZED PAŃSTWEM DRUGA LINDSAY! TYLKO JEDNO NASUWA SIĘ PYTANIE, KTÓRA GŁUPSZA?

Anais zbiera się do płaczu, Darwin przytula dziewczynę.

Darwin: Doskonale rozumiem, co czujesz :/

Anais: Dzięki :(

Otarła jedną z łez i powstrzymała się od płaczu.

Darwin (PZ): Drodzy twórcy programu, czy możecie przestać robić z Heather taką niesamowitą? Dziękuję. (please)

Blaineley wzruszyła ramionami.

Blaineley: Em, nie. Ktoś powie? Bo ja tu mogę stać nawet i przez tydzień. Najwyraźniej wy będziecie tylko z opóźnieniem, jeśli chodzi o nagrodę.

Heather: Pokazać ci zaraz opóźnioną, Mildred? -.-

Blaineley: Ach, tak? Chcesz od razu iść na kolejną ceremonię?

Phoebe: Nie wytrzymam. Odcinek piętnasty TDI. Uczestnicy walczyli na Kole Niefortuny z upokarzającymi wyzwaniami przygotowanymi przez Chrisa i Szefa. Dziękuję. Dostanę 5 za taką słabą odpowiedź?

Scarlett: Nie musisz być taka złośliwa.

Phoebe: Nie musisz komentować każdej mojej wypowiedzi. To jest program rozrywkowy, nie debaty polityczne przy kawusi. Jeśli jednak pomyliłaś programy, pokażę ci drogę, gdzie możesz taki najszybciej zobaczyć. Miejmy nadzieję, że któryś z twoich znajomych pracuje na Oiom-ie tylko ;)

Scarlett: Śmiesz mi grozić?

Phoebe: Tak. Założyłaś sojusz przeciwko mnie, dlatego chcę ci się odwdzięczyć pięknym za nadobne.

Scarlett (PZ): Mogłam się domyślić, że to ona. Jest strasznie podła, dwulicowa i chamska. Dziwi mnie tylko, w jaki sposób odpadł Mike.

Phoebe (PZ): Aktualnie tylko ja jestem tutaj od rozdawania kart i ustalania strategii. Nie Scarlett, nie ta pusta lafirynda Nastasia ani taka płochliwa Anais. Ja. I to właśnie JA mam największe szanse na zdobycie upragnionego miliona.

Blaineley: Dziękuję. Heather, ponieważ mnie irytujesz niemiłosiernie…

Phoebe: ...tak jak każdego z nas… ;u;

Blaineley: Zmieniłam zdanie. Phoebe, podchodzisz tutaj.

Heather posłała jej tylko złośliwy uśmieszek, ta pokazała środkowego palca.

Phoebe: Wypchaj się, pustaku.

Darwin zamknął usta Heather.

Darwin: Bądź chociaż raz mądrzejsza.

Phoebe wylosowała torturę spokojnej muzyki. Po dziesięciu sekundach (zasady podobne co do TDI) ostatecznie pokonała lęk muzyki na dobranoc i ukończyła wyzwanie.

Blaineley: Ponieważ wykonałaś zadanie bez problemu, wybierz osobę i torturę, którą powinna znieść. Jeśli sobie poradzi, ty odpadasz, a jeśli nie, to ona odpada i ty jesteś bezpieczna w tej turze. Uwaga, nie będę się dwa razy powtarzać.

Phoebe: Bo ty się nie powtarzasz dwa razy, tylko wielokrotnie.

Blaineley zaczęła się denerwować na Phoebe.

Blaineley: Coś jeszcze?

Phoebe: Nie. Kontynuujemy grę. Heather - dla ciebie… pocałuj mnie w dupę :)

Heather: Szmata.

Darwin przewrócił oczami.

Blaineley: Dobra, Heather musi przytrzymać usta na pośladkach Phoebe przez dziesięć sekund.

Phoebe (PZ): Szykujcie się na niezwykłe show. ;D

Heather przystawiła usta do “szlachetnej” części ciała Phoebe. Po pięciu sekundach Phoebe puściła bąka Heather prosto w jej twarz. Nastasia zaczęła się śmiać.

Nastasia: Dobrze jej tak :D

Heather przestała, wkurzyła się i usłyszała Nastasię.

Heather: CO POWIEDZIAŁAŚ, WYWŁOKO?!

Agresywna i chamska wypowiedź Heather zmusiła dziewczynę do podjęcia ostrzejszych ośrodków. Każdy mógł wyczuwać ostrą walkę.

Nastasia: WYWŁOKĄ TO MOŻESZ SIEBIE NAZYWAĆ, KRÓLOWO JEDNYCH NOCY, ŻEBY TYLKO NIE ZNIŻYĆ TWOJEGO “MAJESTATU” I PRZYDOMKÓW, NIEGDYŚ ŁYSA KRETYNKO.

Blaineley: Mam już dosyć tego przedstawienia. Heather, wypierdzielaj na ławeczkę.

Heather: Sama sobie pobiegaj.

Blaineley: Ochrona!

Brady wrzucił siłą Heather do ławki, w której się zaklinowała.

Blaineley: Ty odpadasz z wyzwania. Ktoś chce odpuścić sobie te gry?

Heather zaczęła straszyć Anais i Kate.

Heather: Odpuście sobie lepiej ten teatrzyk, bo do żadnego z wyzwań się nie nadajecie.

Stewart: Duh, jaka ty jesteś irytująca. Mogę iść do następnego zadania.

Po chwili Stewart również siedział pod kłódką.

Heather: Jak można sobie nie dać rady pogłaskać lwa?

Stewart: Wejść do paszczy, a to co innego, Hedziu.

Heather: Nie nazywaj mnie tak!

Stewart: Jestem lepszy od twojego Żulejandro, więc mogę robić, co mi się tylko podoba ^^

Heather: Odwal się od mojego chłopaka.

Stewart: Może tego jeszcze nie wiesz, ale on nie jest ciebie warty. Zrozum to.

Phoebe zainspirowała się rozmową Stewarta i Heather.

Phoebe (PZ): A to mnie się wydaje bardzo ciekawe. Kolejne elementy strategii, które można wykorzystać na niekorzyść przeciwnika. Widzę, że Heather wyeliminuje samą siebie, więc ją mam głęboko i szeroko, gdzie ona musiała mnie tam całować. Najpierw ruda, żałosna kujonka.

Minęło parę rund. W grze zostali Scarlett i Phoebe kontra Darwin, Kate oraz Trent.

Blaineley: Kate, twoja kolej. Musisz przetrzymać w ustach przez dziesięć sekund bardzo gorzki syrop.

Kate: Z tym to sobie dam radę.

Wzięła na spokojnie łyżkę i przeżuwała.

Blaineley: Dziękuję. Dziesięć sekund minęło, możesz już to przełknąć.

Kate przełknęła lek bez problemu.

Kate: To ja może poproszę dla Phoebe… usuń jeden ze swoich piercingów na twarzy.

Phoebe: Pogięło cię? Piercing to mój styl przecież!

Kate: No, ale ja go nie lubię.

Phoebe: A ja nie lubię, jak taki żałosny mazgaj twojego pokroju dostaje jakieś szanse życiowe. Tutaj teoria Darwina jest prosta, i nie, nie mówię tu o tym żałosnym degeneracie, który robi te swoje smutne minki, i oczekuje zbawienia. Mam na myśli to, że najsłabsze osobniki po prostu giną.

Kate: W tym przypadku teraz ty jesteś najsłabszym osobnikiem, bo nie wykonałaś wyzwania. xD

Wszyscy wybuchają śmiechem, a Phoebe przegrywa zadanie.

Blaineley: Została nam tylko Scarlett ze Zdeterminowanych kontra trójka. Losuj sobie wyzwanie.

Scarlett podchodzi lekko zdenerwowana do koła.

Blaineley: Będziesz musiała przytaszczyć dziesięć worków z piaskiem w ciągu dziesięciu sekund.

Scarlett podniosła jeden z worków.

Scarlett: Ile kilogramów zawiera jeden z nich?

Nastasia: Mniej gadania, a więcej działania.

Scarlett: Dobrze.

Wzięła jeden worek, podbiegła i przytaszczyła na drugą stronę. Właśnie przez to minęło dziesięć sekund.

Scarlett: Co…

Blaineley: Brady, zaprezentuj jej, jak to się robi.

Brady: Dobrze.

Widzi przed sobą dziesięć ułożonych worków. Zegar odmierza czas, a ten wszystkie taszczy nogą do wcześniej umówionego punktu. Czas stop, a Brady przeniósł wszystkie worki w ciągu ośmiu sekund. Drużyna Pewnych Siebie biła mu gromkie brawa.

Blaineley: Pewni Siebie wygrywają wyzwanie, to znaczy że Zdeterminowani stracą jednego członka!

Nastasia lekko syknęła.

Phoebe (PZ): I ekstra, Scarlett się zbłaźniła. Ta ceremonia będzie bardzo łatwa.

Fatih w międzyczasie rozmawiał ze Scarlett.

Scarlett: Wygląda na to, że po tej ceremonii zostaniesz sam :/

Fatih spuścił głowę w dół.

Fatih: Kurczę, tak mi szkoda. Zasłużyłaś na dojście do finału. Przez tak krótki czas dowiedziałem się o tobie więcej, niż ktokolwiek. Zmieniłaś się i to na lepsze :)

Scarlett: Dziękuję. Cieszę się, że jest tutaj chociaż jedna osoba, która to doceniła :)

Fatih: No nic. Co zamierzasz zrobić po swojej eliminacji?

Scarlett: Wrócić do nauki. Rzecz najważniejsza.

Fatih: Czyli to w czym spełniasz się najlepiej?

Scarlett: Raczej tak. Obiecaj mi tylko jedno, nie daj się pokonać Phoebe ;-;

Fatih: Nie zamierzam tak łatwo. Postaram się porozmawiać z chłopakami, myślę, że powinni otworzyć kiedyś oczy przed nią.

Scarlett wpadła na ciekawy pomysł i powiedziała go Fatihowi na ucho.

Scarlett: Przy niej nie możesz wyparować. Wystarczy, że powiesz coś nie tak i jesteś na jej celowniku. Udawaj po prostu jej sojusznika, będzie musiała wtedy któregoś ze swoich się pozbyć.

Fatih: Powiem ci, że ten plan jest nieziemsko doskonały. Zniżyć się do ich poziomu to już kwestia czasu. Nie to, żebym ich nie lubił, ale są bardzo podatni na wpływy.

Fatih (PZ): A co, jeśli oni mają sojusz w trójkę i chcieli w ten sposób nas wszystkich się pozbyć?

Scarlett (PZ): Wszystko mi jedno, jak to pójdzie dzisiaj, niestety :/

Ceremonia

Zdeterminowani

Wszyscy oddali głosy.

Blaineley: Witajcie Zdeterminowani na swojej drugiej ceremonii, znowu wy przegraliście.

Phoebe: Poprawka. Wcześniej przegrali Pewni Siebie i prawie wywalili Heather -.-

Blaineley: Uwierz mi, dzielę ten sam ból. Ale przeczytam wam interesujące głosy. 1 głos na Phoebe.

Phoebe wzruszyła ramionami.

Nastasia (PZ): Wiecie co? Po tym dzisiejszym wyzwaniu nie wiem, na kogo mam szczerze głosować. Tak jak miałam wyrzuty sumienia głosując na Mike’a, tym razem jednak oddam głos na Phoebe. Czemu? Strasznie się rządzi, dzisiaj to pokazała. Czemu nie oddam głosu na Scarlett? Naprawię w ten sposób swój głupi błąd :/

Blaineley: 1 głos na Scarlett.

Scarlett również wzruszyła ramionami.

Blaineley: 2 głosy na Scarlett.

Scarlett nadal nie była tym faktem przerażona.

Blaineley: 3 głosy na Scarlett.

Zach i Rhett dziwnie spojrzeli się na siebie.

Blaineley: 2 głosy na Phoebe.

Fatih obrażony zmierzył wzrokiem Phoebe.

Blaineley: A ostatni głos był na… akurat na Rhetta, więc 3-2-1, odpada… Scarlett!

Fatih (PZ): 3-2-1?

Scarlett (PZ): Oddałam głos na Rhetta, bo wiedziałam, że i tak odpadnę, jednak ktoś z nich zagłosował inaczej i nie oddał na mnie głosu. Dziękuję komukolwiek.

Rhett (PZ): Szkoda mi dziewczyny. Potrzeba nam kogoś mądrzejszego do elity, nie mówię źle o swoich kompanach, ale ona była naprawdę genialna, inteligentna, ale też zabójcza i nieprzewidywalna… w sumie na jedno wychodzi. A ten głos to pewnie od Fatiha dostałem za wyplucie jego skór z kurczaka do zupy.

Phoebe (PZ): 3-2-1? Oj, ktoś tu z Tamagotchi się wyrolował… pewnie Nastasia, bo jest dwulicowa, obłudna, chamska i fałszywa. Mam ją na oku od tej chwili.

Blaineley: Masz coś do powiedzenia, Scarlett?

Scarlett: Dziękuję za grę. Życzę powodzenia w następnych etapach. Obyście żałowali tej decyzji.

Dumnie wstała i skierowała się krokiem do Portu Wstydu. Phoebe jej tylko machnęła na pożegnanie.

Phoebe (PZ): Sojusz Scarlett, Facia i Mike’a rozbity, teraz skupmy się na innej i nie wiem jakim cudem według tamtych atrakcyjnej lasce z tego zespołu.

Blaineley: No, to pożegnaliśmy Scarlett, a w grze jeszcze 11 zawodników. Jak wysoko będzie mierzyć Phoebe, aby wygrać milion? Czy Heather zdoła bardziej napsuć mi nerwy? Oby nie, bo herbatki ziołowe się skończyły. Zostańcie z nami w Totalnej Porażce: Powrocie na wyspę Wawanakwa!

Zaciemnienie.

Ciekawostki

  • Trent pojawił się w tym odcinku, ale nie powiedział ani jednego słowa.
Odcinki Totalnej Porażki: Powrotu na wyspę Wawanakwa
Przed połączeniem Wracamy na Wawanakwę, co może pójść nie tak? | W poszukiwaniu idealnej strategii | Klucz podstawą zwycięstwa | Jak Heather jest miła, to ja jestem księżniczką | Bez intelektu nie ma siły | Sojusznicy są jak Tamagotchi | Podsumowanie I: Nie wierzę w istnienie tej wyspy! | Magia przyjaźni? Pomyliłam programy? | Im więcej, tym nie zawsze lepiej | Woda to główny aspekt życia | Właśnie zniżyłam się do twojego poziomu
Po połączeniu Połączenie? My i tak nie działaliśmy zespołowo | Mnie ballady kojarzą się z muzyką, a tobie? | Podsumowanie II: Wyspa drugiej szansy | Konkurs talentów albo cyrk beztalenci | Dezorientacja, impuls oraz konsekwencje | Wędruję po Wawanakwie | Kolejka, tura, runda, partia czy seria? | Taktyka dopracowana na ostatni guzik | Ostatni dzień na tej wyspie
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.