FANDOM


TDRCambodia(16)

Noc w Kambodży. Wszędzie światła latarni, a zwłaszcza w kwaterze prowadzących, gdzie jest wręcz przesyt.

Don: Szefie, nie stawiaj tych dyniek blisko świec.

Szef odkłada wszystkie dyńki.

Szef: To gdzie mam je postawić? Może najlepiej koło firanek? XDDDD

Don: Na szafce, z daleka od pozostałych przedmiotów.

Szef: Jak niebezpieczne, to wywal i po sprawie.

Don: Możesz nawet postawić przy kraterze wulkanu, a będą działać. Chodzi tylko o wystrój, aby robił wrażenie.

Blaineley była "duchem". Okryła się czarnym kocem, prześcieradłem i za nic nie wstawała z łóżka. Można stwierdzić, że nie przepadała za tym świętem oraz bała się większości potworów.

Don: Blaineley nie ma zamiaru z nami świętować?

Szef odkrywa prześcieradło i koc. Blaineley marszczy brwi oraz nadal się chowa.

Don: No trudno. Straci mnóstwo frajdy. Zwłaszcza, że pomogą nam w tym dwie osoby.

Szef: Znowu jacyś goście specjalni? *wzdycha* Mam nadzieję, że robili jakieś testy psychologiczne.

Don: Mam wszystko pod kontrolą. *rozmawia przez telefon* Nie bierz ruskiego szampana… *rozłącza się, Szef chrząka*. Imprezka będzie bez niego znacznie lepsza.

Szef: Żadnego alkoholu, Don. Program oglądają nie tylko dorośli, część z nich jeszcze jest niedojrzała albo to nastolatkowie. Chyba codziennie w mediach słyszysz, jakie wyczyny stać na "dorosłych" ludzi, prawda? Nie zamierzam mieć takiego rozgłosu.

Don: Dobra, wyluzuj. *kiwa głową* A ostatnio w Przygodzie w Dzikiej Kambodży uczestnicy tworzyli różne sałatki, surówki etc. i wyłoniliśmy paru zwycięzców. Nagrody przejdą zapewne na następny dzień, ale trudno, taka zachęta do działania. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. A kto odpadł? Hm, Dakota. Działała nam na nerwy i sama skazała siebie na eliminację, bijąc się z Dawn. Zapowiada się bardzo mroczny wieczór, kto ma gęsią skórkę na wieść o tym, że zbliża się Halloween? Przekonajcie się podczas kolejnej Przygody w Dzikiej Kambodży!

Czołówka…

Noc zapowiadała się na mroczną, tak jak zwykle. Niektórzy jednak nie zamierzali spać, zajmując się innymi sprawami, na przykład Aisha, która była sama w domku po eliminacji Dakoty. Obok niej na łóżku można było dostrzec pluszowego misia oraz jedno ze zdjęć J Balvina, które głaskała.

[Zwierzenie] Aisha: Nigdy nie widziałam przystojniejszego faceta niż José. Mam słabość do jego przepięknych, ciemnobrązowych oczu i głosu <3. Każdy ma swoje udziwnienia i nie czuję się z tym zauroczeniem do niego źle.

Gdzieś indziej widzimy Dave’a i Sky śpiących ze sobą w jednym pokoju. Każde z nich miało swoje łóżko i można stwierdzić, że to Sky przeprowadziła się do niego. Kiedy oboje smacznie spali, za rogiem ich domku można było dostrzec lunatykującego Lightninga i Dawn skrytą w cieniu.

[Zwierzenie] Dawn: Mam plan na coś świetnego. Somnambulizm Lightninga doprowadzi do jednej z największych afer w tym programie.

Dawn: Tam jest twoje łóżko, Lightning.

Lightning chrapał i już miał rozwalić drzwi główką, ale Dawn grzecznie (i po cichu, co najważniejsze) mu otworzyła.

Dawn: Połóż się po lewej stronie, kochany. ^^

[Zwierzenie] Dawn: *przeciera oczy* Cholera, jest czterdzieści minut do północy, a ja jestem taka zmęczona… Miejmy nadzieję, że ten plan się powiedzie w stu procentach.

Lightning położył się koło Sky. W międzyczasie Dawn zbiła jakiś talerz, krzyknęła jak typowa nastolatka w horrorze i w ten sposób obudziła wszystkich. Sama się schowała za domkiem. Było to dobre miejsce, ponieważ przeważnie nikt tam nie zaglądał, a sam domek był wysunięty na brzeg.

Pierwsi budzą się Dave i Sky. Dave spostrzega, że obok Sky śpi Lightning. Jego zszokowana mina była nie do opisania.

Dave: Czemu Lightning śpi koło ciebie, huh?! >:(

Sky: Co? Dave, nie musisz się tak wydzierać… *ziewa*

Sky spogląda na śpiącego Lightninga obok niej i jest zdziwiona bardziej niż Dave.

Sky: O, a co on tu robi u mnie? :O

Dave: Właśnie ciebie się pytam. Specjalnie ciebie tu zaprosiłem, a ty przychodzisz z nim? >:(

Sky: Ja z nim tu nie przyszłam, Dave! Przysięgam!

Wściekły Dave podszedł bliżej łóżka Lightninga i (jakimiś siłami) zepchnął go z wyra. To obudziło mięśniaka.

Lightning: Co, wyzwanie dla Lightninga?

Wstaje i przypadkowo trąca łokciem Dave’a. W ten sposób nabija mu limo.

[Zwierzenie] Dave: *zakrywa lewe oko* Ta przerośnięta góra mięśni raczyła mnie uderzyć bez powodu? Ja wiem, że Sky mnie z nim zdradza, ale halo, TO?! *wskazuje prawą dłonią na śliwkę nad okiem*

Dave: Nie, dobra Sky. Załatwmy to po dobroci. Wyjdź z mojego domu.

Lightning: Ale zaraz, ciołku, jak ty do dziewczyny sha-odzywasz?

Dave: To jest mój domek.

Wszyscy podsłuchują rozmowę chłopaków.

Amy: O co to zamieszanie?

Aisha: Zastanawiają się czy cię nie zdyskwalifikować. xD

Amy: Weź tul gruchę do tego Latynosa. -_-

Aisha: Słuchaj, ja też nie jestem w humorze po dyskwalifikacji Dakoty, ale to nie jest powód, żebyś się do mnie sapała z tego powodu.

[Zwierzenie] Amy: Następna nawiedzona. Szkoda, że nikt nie pokaże, jak ona co noc wzdycha do niego i zaczyna śpiewać. Aż dziwne, że prowadzący nic z tym nie zrobili. A tak poza tym, mam prawo mieć zły humor. Dakota wyleciała niesprawiedliwie... ;-;

[Zwierzenie] Aisha: Wychodzę z założenia, że Dakota i Amy były dobrymi znajomymi podczas gry, ale co to za pomysł, aby ona nagle na mnie zaczęła się rzucać?

Jocelyn otworzyła drzwi, a tam zastała tylko Dave’a z limem, który podnosił głos na Lightninga.

Dave: I co? Myślisz, że jesteś taki cwany, bo przyjdziesz i zabałamucisz tu wszystkie dziewczyny?! Powiem to twojej Izzy i już ona ci dokopie!

Lightning: KOLEŚ, LIGHTNING SPAŁ.

Sky: Cicho…

Dave: Sama bądź cicho. Nie zdziwiłoby mnie, gdybyś przespała się z Lightningiem na moich oczach. Dawn miała rację co do ciebie. Jesteś żałosna i żałuję, że kiedykolwiek ci zaufałem.

Sky oburzyło to, co usłyszała na swój temat. Urażona wyszła i chciała wyjść, dopóki nie dostrzegła tłumu ludzi.

Sky: A CO WY TU ROBICIE?! >:O

Samey: Hałas nas zbudził, dlatego poszliśmy sprawdzić, co się tutaj dzieje. *ziewa* A tymczasem dobranoc, zmarnowałam szczerze czas na wasze kłótnie.

Samey idzie w stronę swojego domku, nagle jednak ktoś ją powstrzymuje. Zaspana Samey próbuje sprawdzić, kto to, ale kiedy zdejmuje maskę, widzi jakiegoś potwora, alias Pennywise’a z filmu “To”. Od razu wszyscy wpadają w panikę, a już zwłaszcza wtedy, kiedy owa postać z horroru wyciągała piłę.

Lindsay: BOŻE! TEN KLAUN MA PIŁĘ! >:OOOO

[Zwierzenie] Heath: *hiperwentylacja* Kto to jest?!

Klaun zaczyna się śmiać. Jego śmiech jest podobny do głosu pewnej rudej, szalonej dziewczyny. Postać zdejmuje maskę i oczom uczestnikom ukazuje się Izzy.

Izzy: Żałujcie, że nie widzieliście swoich min, ha ha ha! <3

Dave miał w nosie postać klauna.

Dave: Aaa, najpierw niedźwiedź, teraz klaun. To i tak nic w stosunku do takiej jednej pseudo-olimpijki i jej fagasa, który się z nią przespał.

Rozwścieczony Lightning zawalił Dave’owi w twarz z pięści. Izzy zmarszczyła brwi.

Izzy: Słucham?!

Lightning: Ja też słucham! Ten knypek wszystko zmyśla! Lightning nie spał ze Sky!

Sky: Właśnie! Nie spałam z nim! Przysięgam, że nikogo oprócz mnie i Dave’a tutaj nie było! :o

Nagle pojawia się Szef Hatchet w kostiumie Królowej Śniegu. Chichrania były nie do opisania.

Szef: Witam was w dzisiejszym, specjalnym dniu HALLOWEEN!

Dawid zaczął sarkastycznie bić brawa.

Dawid: Super, czyli możemy już iść do łóżek.

Izzy wkłada maskę jeszcze raz i próbuje przestraszyć Dawida. Zamiast tego, oboje przybijają piątkę.

Szef: Izzy będzie jednym z gości specjalnych w tym odcinku.

Izzy: I nie powiem, ktoś już mi podpadł.

Wskazuje piłą łańcuchową w stronę Lightninga. Ten nerwowo przełyka ślinę.

Lightning: Lightning ci wszystko wytłumaczy! ._.

Izzy: W to wierzę.

Wkłada poszewkę z piłą łańcuchową na siebie.

Izzy: Ktoś chce jeszcze ze mną zadrzeć?

Dawn: Dobra, co robimy dzisiaj? Jakie wyzwanie?

Szef: Mam dla was tonę atrakcji. Kto wie - może dzisiaj będzie wyzwanie, może nie. Kto chce podnieść sobie poziom adrenaliny?

Izzy odpala piłę łańcuchową, a wszyscy przed nią uciekają.

Jocelyn: Szanuję Izzy i jej zabawy, ale czy ona sobie czasem nie zrobi krzywdy tą piłą?

Szef: Nie powinna.

Izzy oddaje Szefowi piłę łańcuchową, a w zamian to dostaje małą latareczkę specjalnie na Halloween. Zaczyna się nią bawić i żonglować.

Lindsay: Właśnie, mam pytanie. Co robimy tutaj o pierwszej w nocy?

Szef: Budzimy się, panienko.

Większość padła na ziemię i jednak na chwilę zasnęła. Minęło półtorej godziny i wszyscy uczestnicy budzą się w innym miejscu. Wyglądało one jak panel kontrolny z wyspy Pahkitew. Wszyscy wstają.

Sky: Czy my jesteśmy na wyspie Pahkitew?

[Zwierzenie] Heath: To będzie dłuuuga noc…

Sky wstaje i dostrzega wiele rzeczy.

Sky: Byłam tu! Pamiętam, jak byłam w finałowej szóstce i naszym zadaniem było przechytrzyć Scarlett, aby ta nie przejęła wyspy!

Dave staje obok niej.

Dave: Gdyby nie ja, odpadłabyś jako pierwsza w połączeniu.

Sky zmierzyła Dave’a wzrokiem.

Sky: Człowieku, co cię ugryzło?!

Dave: Możliwe, że ty podczas stosunku, jak w ciebie Lightning nie trafił. XDDDDD

Lightning: Lightning cię załatwi, synku. :)))

Jocelyn powstrzymała Lightninga przed uderzeniem Dave’a.

Jocelyn: Chłopaki, dajcie sobie spokój. Wszystko da się wyjaśnić.

Bridgette: To w takim razie jak wyjaśnisz to?

Pokazuje jej włączony telewizor. Ekran śnieży się w błękitnych barwach, a z niego zaczyna wychodzić jakaś postać. Czy nie przypomina wam to czasem kultowej sceny z pewnego horroru? Większość ogarnęła jakaś trwoga, z wyjątkiem Tylera.

[Zwierzenie] Tyler: Chciałbym odzyskać Lindsay. Podejmę się każdego sposobu, aby ta laska na nowo się we mnie zakochała.

Tyler stanął na ręce długowłosej dziewczyny.

Tyler: I co teraz?

Potwór zadrapał paznokciami obie nogi Tylera. Ten zaczął wyć z bólu, a potwór nadal się do nich czołgał.

[Zwierzenie] Tyler: Co to za zwierzę tak drapie?! ;-;

Monstrum wstaje i podchodzi jeszcze bliżej do przerażonych uczestników. Odwzorowana w 100% Samara Morgan ukazuje swoje oblicze. Nie muszę chyba nikomu mówić, kto to był, prawda?

Izzy: Ha ha ha, znowu mi się udało was nabrać! :D

Niektórzy czuli się już zażenowani nowymi pomysłami Izzy na straszenie ich, aż tu nagle nie zastała ich zasłona dymna.

Izzy: Kryć się!

Dave, Heath i Sky zaczęli wątpić w słowa Izzy oraz stali cały czas w miejscu. Kiedy dym wyparował, wszyscy uczestnicy znowu stanowili grupkę, ale już bez Dave’a, Heatha i Sky.

Bridgette: Gdzie się podziali Dave, Heath i Sky?

Izzy: Nie ma ich? :o

Jocelyn: Nie.

Izzy: No to lecę ich poszukać!

Izzy rzuciła następną zasłonę dymną i dało się zauważyć jej uciekający cień. Niektórzy zaczęli podchodzić do wyzwania naprawdę poważnie.

Owen: Co my teraz zrobimy bez Izzy?!

Dawn: Nie wiem, ale jestem pewna, co moglibyśmy zrobić z nią… ;’)

Amy: Co masz na myśli?

Dawn: To jest kolejne wyzwanie, idiotko. :)

Amy: Wow, spostrzegłaś się, idiotko... -.-

Aisha: Ty faktycznie masz zły humor dzisiaj.

Amy czuła, że łatwo ją sprowokować.

Amy: Wiecie co? Ja sobie pójdę oddzielnie. Nie tylko mam zły humor, ale także takowy nastrój…

Zmierzła postanowiła opuścić panel kontrolny. Próbowała otworzyć drzwi. Domyśliwszy się, że to może być jakiś podstęp próbowała przechytrzyć Dawn.

Amy: Duh, klamka się zacięła.

Dawn: Mózg ci się zaciął. Próbowałaś otworzyć tę klamkę?

Amy nerwowo przewróciła oczami.

Amy: Nie. Nauczysz mnie, jak się to robi? ;’)

Dawn: Pfff…

Podchodzi do drzwi i dotyka klamkę. Kończy się na tym, że została porażona prądem, padła nieprzytomna na ziemię, a drzwi się otworzyły.

Kathy: Mam pytanie z ciekawości. Jakim cudem nie zostałaś porażona prądem?

Amy: Poczekałam, aż z łaski ona tu podejdzie i dotknie klamki. Przyda nam się chwila spokoju od niej. Za mną. :v

Wszyscy idą za Amy, zaczynając pokładać nadzieję.

[Zwierzenie] Kathy: Ależ ona mądralińska…

[Zwierzenie] Amy: Oglądałam Pahkitew po eliminacji. Z tym akurat nie pomyśleli za bardzo. Użyłam tej samej sztuczki co Scarlett.

Lightning: Co my tu robimy właściwie?

Lindsay: Dokładnie.

Amy: Szukamy Izzy i próbujemy się dowiedzieć, o co biega tutaj.

[Zwierzenie] Jocelyn: Moja analiza jest taka, że to wyzwanie jest stuprocentowym nawiązaniem do horroru. Tylko ciekawe, ile osób przetrwa zadanie do końca.

Tyler wykorzystał okazję i zaczął rozmowę z Lightning’iem.

Tyler: Siema. Wiem, że między nami były jakieś małe spięcia, ale zgodziłbyś się na to, aby dzisiaj zagłosować na Dave’a?

Lightning: Stoi.

[Zwierzenie] Lightning: Oczywiście, że Lightning zagłosuje na tego kretyna! Lightning sam zrobi kampanię w celu jego eliminacji! SHA-BOOM i lecisz, kolo!

Tyler: Przydałoby się jeszcze przekonać parę osób. Mógłbyś porozmawiać z niektórymi?

Lightning: Meh.

Przechodzą przez miejsce, w którym kiedyś stały drzwi. Bridgette jest ostatnią osobą, która opuszcza tę strefę i na jej nieszczęście przed nią otwierają się drzwi wyłaniające się spod włamu. Zszokowana zdała sobie sprawę, że została zatrzaśnięta w pułapce i usiadła od razu na podłodze.

[Zwierzenie] Bridgette: Cały czas bałam się sama zostać w lesie, ale to jest teraz straszniejsze niż zostanie przez całą noc tam… :/

Pozostała dwunastka “dzielnie” walczyła o przetrwanie oraz zauważyła wstawione niedawno drzwi, które pojawiły się dosłownie przed chwilą.

Owen: Kiedy wstawili tu drzwi?

Matti: Właśnie o to samo miałem zapytać.

Samey: Nie o to bym się martwiła, chłopaki.

Samey pokazała im tajemnicze pudełko, od którego promieniowało światło. Z głośników dało się słyszeć tajemniczy głos.

Gość: Witajcie, śmiałkowie. Nie spodziewałbym się waszego zajścia tak daleko, ale tak chciał los. Abyście dostali się dalej i pokonali ten straszny labirynt, jedno z was musi pokazać swoją siłę i włożyć swoją rękę do tego świecącego się pudełka.

Lightning uśmiechnął się do siebie i podszedł do pudełka. Część pozostałych zawodników spoglądała na to zjawisko z przerażeniem, a także zażenowaniem.

[Zwierzenie] Tyler: Naiwniak…

Lightning podłożył rękę do pudełka, jednak po chwili zaczął skowyczeć z bólu. Miał zamiar wyciągnąć kluczyk.

Gość: Włóż drugą rękę.

Lightning wkłada długą rękę i odczuwa niesamowity ból, jednak jest dumny z tego, że trzyma klucz.

Gość: Teraz jedno z was niech weźmie klucz.

Kathy: Tak, jasne. Próbujesz nas wciągnąć w jakąś grę?

Gość: Może tak, może nie. :>

Kathy sarkastycznie kiwnęła głową na tak, wzięła klucz od Lightninga i otworzyła następne drzwi.

Lightning: Chwila, co z Lightningiem? Sha-AAAA!!!

Nagle koło niego przechodzi postać w płaszczu i zaczyna śpiewać.

???: ♫ Oh, I wanna stay, wanna walk out the door
Oh no, right now baby I'm torn
I can't get enough, can't take anymore
Oh no, right now baby I'm torn
You dry my tears and make it pour
You show me love and give me war
I can't get enough, can't take anymore
Oh no, right now baby I'm torn ♫

Lightning: Izzy? Fajnie, że przyszłaś odwiedzić Lightninga. Zwłaszcza, że za chwilę Lightning do egzekucji idzie. :d

Izzy zdejmuje płaszcz, wyłącza zasilanie od “szklanego pudła” i w ten sposób ratuje chłopaka z opresji.

Izzy: Kochany, ból tylko był spowodowany przez zasilanie w pudełku. Wystarczyło je odłączyć.

Lightning i Izzy spoglądają na jedenastkę śmiałków, którzy znikają w zasłonie dymnej.

Izzy: Niby mam pomagać wyzwaniu, ale… Ręka.

Izzy pomaga wyciągnąć Lightning’owi ręce z pojemnika, a następnie zdzieliła go po łapach.

Lightning: Ał! Za co to? :/

Izzy: Powiedz mi wprost, Lightning. Czy Izzy może nadal ci ufać?

Lightning: Lightning nikogo nie kocha bardziej od Izzy!

Izzy: Nawet skrzydełek i gry SuperBowl? :o

Lightning: Tak, nawet tego mięska… Izzy, to ty jesteś cudowną osobą. Naprawdę, Lightning miał słabość na twoim punkcie od pierwszego wejrzenia! Nie wierz Dave’owi! On jest stuknięty! Skojarz fakty!

Izzy: Akurat to wiem.

Wtuliła się w chłopaka.

Izzy: Widzisz? Wybaczyłam ci. A teraz w nagrodę będzie tydzień słodyczy przez Izzy… Oczywiście po eliminacji, kolego. Nie myśl, że tak łatwo tej “zdrady” ci nie odpuszczę. A w sumie wiesz co najlepiej sprawdzi to, co mówisz? Telewizja. Obejrzymy sobie powtórkę albo dowiem się czegoś więcej na podsumowaniu. W międzyczasie…

Zsuwa szklany pojemnik.

Izzy: ...kładziesz się. Będziesz moim Annuelem, ja będę twoją Karol.

Lightning: Słucham?

Izzy: Będziemy parą zabójczo latynoską. Myślę, że ten pomysł ci się spodoba. >_>

Lightning: Tylko, że nie jestem Katolikiem, więc nie pasuję do Annuela.

Izzy przewróciła oczami.

Izzy: Nie będziesz żadnym Katolikiem, tylko demonem i obiektem pożądania wielu kobiet. Mężatki będą walić do ciebie drzwiami i oknami. ^^

Lightning: A co to ma wspólnego z…

Izzy pokazuje mu, co ma zrobić. Kładzie się na stole i wstaje.

Izzy: Teraz ty.

Lightning powtarza dosłownie wszystko, co zrobi Izzy.

Lightning: Teraz ty.

Izzy: Meh. xD

Izzy “pcha” delikatnie Lightninga na stół, potem się na nim kładzie i oboje zaczynają namiętnie się całować. Cóż, miłość. Jedni mogą sobie taką wyobrazić… >_>

Po pięciu minutach miziania się Izzy i Lightning schodzą ze stolika.

Izzy: Dobrze, to teraz leć do reszty. xD

Izzy pcha Lightninga na drzwi, licząc, że w ten sposób uda im się wydostać z pomieszczenia.

Izzy: Cholera jasna. Przepraszam cię, kochany. Nic ci nie jest? xD :/

Lightning: Najważniejsze, że tobie nic nie jest. <3

Izzy wtula się w Lightninga.

Izzy: Mówię ci, to będzie wspaniały crossover w naszym związku… i to jeszcze przed miesiącem miodowym! B)

Znowu zaczynają się całować.

Izzy: Korzystaj z tego, bo to ty nadal tutaj walczysz, nie ja. XD

Zakłada na siebie prześcieradło i znika. Lightning kładzie się na stole.

[Zwierzenie] Lightning: Koleś, ona jest po prostu przekozacka! <3

Pozostała jedenastka czekała już na kolejną przeszkodę. Gdzieś obok pojawiła się włochata Wielka Stopa, która najwyraźniej nie była zadowolona z powodu obecności ludzi. Szef i Don oglądali całą transmisję na żywo, spoglądając na całą sytuację.

Szef: Skąd żeś wytrzasnął to włochate monstrum?! :P

Don: Długa historia… Pewien chłopak był bardzo zaradny w jednej sprawie.

Aisha zaczęła piszczeć wniebogłosy. Jej pisk był tak wysoki, że była w stanie potłuc kieliszki z winem ona i Szefa, nawet jeśli nie piszczała przy nich.

Szef: Wiedziałem, że ona zawsze ma talent… o.o

Włochata stopa porwała Aishę, Dawida i Sama.

Samey: Zróbmy coś, zanim wszyscy znikniemy!

Matti: Wybieramy w tym celu jakiegoś kapitana czy coś w tym stylu?

Samey: Hm, no przydałoby się.

Jocelyn: Chcielibyście się zdać na mój instynkt? >_>

Amy, Lindsay, Matti, Owen i Samey: Jasne!

Kathy wzruszyła ramionami, a Tyler miał w to wywalone.

Jocelyn: Dobra, to może wybierzmy konkretną ścieżkę.

Kathy: Laska, to zły pomysł. I tak ciągle idziemy w jedną stronę.

Matti próbuje otworzyć drzwi, którymi weszli przed chwilą.

Matti: Dodatkowo nie wrócimy, bo drzwi są zawsze zamknięte.

Amy: Czekajcie, to przecież wyzwanie.

Samey: Tak… Ale co, jeśli jednak ktoś umrze? :d

Amy: Sammy, nie przesadzaj. W tym programie jeszcze nikt nie umAAAAAA…

Pod stopami Amy nagle otworzyła się zapadnia, do której wleciała blondynka. Ta wredna cheerleaderka nagle przestała spadać, tylko dało się słuchać jej narzekania. Dla Kathy to było na rękę, ponieważ nie lubiła jej w ogóle.

[Zwierzenie] Kathy: Dobrze, że mnie to nie spotkało. O:)

Amy: Nic mi nie jest! Tylko jestem cała w mule i śmierdzę! O ja…

Zapadnia się zamyka. Lindsay i Owen są tym faktem przerażeni.

Owen: ZARAZ TU WSZYSCY ZGINIEEEMYYYY!

Tyler strzelił facepalma.

Tyler: Lindsay…

Lindsay: *krzyk* Związek z tym palantem nie był aż tak zły jak to wyzwanie! *wrzask*

Samey przewróciła oczami.

[Zwierzenie] Samey: Mojej siostry już nie ma w wyzwaniu, a myślę, że będę mogła łatwo zdobyć immunitet sama i zaimponować pozostałej grupie. ;)

Samey: Lindsay, uspokój się.

Wyjęła z kieszeni szminkę.

Samey: To chyba twoja szminka, prawda?

Lindsay: Nie, już dawna od takiej nie używam. Jest zbyt przereklamowana i robią się od niej opryszczki. :d

Samey przez przypadek upuściła szminkę.

Samey: Kurczę…

Nagle słyszą jakieś kroki w ich stronę. Pojawia się Izzy.

Izzy: Zapraszam na krótki spektakl. Sama montowałam. Ano tak, nie macie innego wyjścia. Usiądźcie sobie wygodnie.

Siódemka rozsiadła się wygodnie na fotelach i czekała na obiecany spektakl przez zwykle ubraną Izzy. Zaufanie tutaj nie wystarczyło, gdyż Izzy na chwilę ich opuściła. Pojawił się wielki telewizor, który zaczął śnieżyć. Za chwilę ujrzeli niezwykłe “arcydzieło”, to znaczy… twarz Izzy po dziesięciu sekundach z trującym bluszczem i zapętloną piosenkę X Nicky’ego Jama i J Balvina zniekształconą o 50 decybeli. To wystarczyło, aby przerazić Kathy i Samey, które szybko wybiegły z pokoju. Izzy wraca.

Izzy: I jak wam się spodobał spektakl?

Lindsay: Uwielbiam tę piosenkę <3

Izzy: Tak właściwie to włączyłam zły material, ale widzę, że was została tylko piątka, to się bardzo cieszę, bo mój gość nie za bardzo lubi ludzi.

Jocelyn: Tak jak ta włochata stopa?

Izzy: Chodźcie za mną.

Simple Plan - What's New, Scooby Doo? (Theme Song)

Simple Plan - What's New, Scooby Doo? (Theme Song)

Matti: Cudowny utwór. B)

Jocelyn: Fakt, że trwa tylko minutę, ale ile wspomnień z dzieciństwa. :D

Matti: Z tym się zgodzę.

Izzy: Dobra, gołąbeczki. Ostrzegam, że po dzisiejszym Halloween mamy już chyba ostatnią trasę i zagadkę do rozwikłania. Kto jest potworem?

Tyler: Ty.

Izzy: Nie, głuptasku. ;)

Lindsay: Chris?

Izzy: To też, ale on jest aresztowany. Mam nadzieję, że na wyspie gdzieś kręci się tutaj potwór.

Wszyscy wybałuszyli oczy.

Izzy: This is Halloween, więc pamiętajcie, wszystko tu może was przestraszyć! >:D

Matti: Miałaś na myśli chyba, że wszystko możemy zobaczyć?

Nagle słyszą odgłosy ducha.

Izzy: Nie tylko zobaczyć, ale też usłyszeć i sprawić, że się przerazicie…

Duch: ...NA ŚMIERĆ.

Duch “śpiewał” wręcz basem (w przeciwieństwie do Aisha’y) i w ten sposób przeraził Matti’ego.

[Zwierzenie] Matti: Nie boję się duchów. Dobra, tych zwykłych duchów, ale poltergeist to już zdecydowanie co innego! One strasznie szeleszczą, a do tego zgrzytają zębami w taki sposób, że pobudziłyby zmarłych!

W tym wyzwaniu zostały już tylko cztery osoby. Izzy jako przewodnik nie przejmowała się tym stanem i ukrywała wszystko, co wiedziała do tej pory. W międzyczasie poltergeist próbował przestraszyć kolejne potencjalne ofiary.

Poltergeist: Znaleźliście się na polanie wiecznego cierpienia!

Jocelyn: Mów, duchu. Co takiego robisz, abyśmy cierpieli?

Poltergeist: W mojej krainie musimy się modlić 20 godzin na dobę!

Owen: To jeszcze nie tak źle.

Duch zbliżył się do Owena.

Poltergeist: Aaaaa najstraszniejszą rzeczą ducha jest to, że… nie ma jedzenia!

Owen: Co? Jak to nie ma? :O

Poltergeist: No tak, przecież my jesteśmy duchami. Jako nieżyjące istoty nie potrafimy już oddychać i poprawnie funkcjonować, z tym wyłączono nam różne racje życiowe - takie jak sen, chodzenie, pływanie, ruch, a nawet… wszystkie zmysły. Zero jedzenia.

Owen w przypływie paniki zwiał z cmentarza.

Izzy: Szkoda mi Owena trochę. >_>

Poltergeist znika, co dawało więcej emocji pozostałym zawodnikom. Jocelyn i Lindsay trzymały się blisko siebie.

Jocelyn: Hm…

Kolejne odgłosy tylko potwierdzały niepokój każdego. Lindsay zaczęła się wtulać w Tylera, po chwili jednak zaczęła na niego warczeć.

Lindsay: Nawet nie myśl, że się w tobie zakochuję. ;-;

Tyler: Meh. -,-

Odgłosy były coraz głośniejsze.

Jocelyn: Zrobimy głosowanie i sprawdzimy, kto wydaje taki hałas?

Lindsay: JA PROPONUJĘ TYLERA.

Jocelyn: Ja Lindsay.

Tyler: Ja też. c:

[Zwierzenie] Tyler: Może ona nie chce ze mną być, ale zmieni zdanie. ;u;

Lindsay nerwowo przełknęła ślinę. Widać było po niej, że nawet delikatne muśnięcie mogłoby ją przestraszyć. Jocelyn szybko zmieniła zdanie i sama poszła zbadać hałas. Ku jej małemu zaskoczeniu nagle wyskoczył jakiś potwór z maską Jigsawa. Naburmuszona Jocelyn zdjęła maskę i prędko opluła “złoczyńcę” w twarz. Tym potworem był nikt inny jak Scarlett.

Jocelyn: Scarlett? Duh, mogłam się tego spodziewać… *przewraca oczami*

Scarlett: Gratuluję rozwiązania zagadki. *otarła twarz ze śliny*

Lindsay: *idzie* Zebrałam się na odwagę! Już nie boję się żadnego potwora!

Zza drugiej ściany wyskakuje… nie kto inny, jak… Baraka, który już sam swoim wstrętnym wyglądem przeraził dziewczynę do takiego stopnia, że zwiała z piskiem i zaliczyła salto w tył. Gdzieś obok Baraka zdjął maskę. Owego “antybohatera” grała Blaineley, która zdziwiła dosłownie wszystkich.

Blaineley: Super ta zabawa, przekomiczna, ha ha! :D

Ściana “się otwiera” i “wyskakuje z niej” panel sterowany przez Dona i Szefa.

Szef: Blaineley? Ciebie się tu nie spodziewaliśmy, kochana!

Blaineley: Ja siebie tak, Halloween to moje ulubione święto. Warto grać obłąkaną i wiecznie przerażoną, aby na koniec zobaczyć miny wszystkich, którzy się z ciebie śmieją. 3:)

Szef: Moja krew. >:)

Przybił piątkę z Blaineley.

[Zwierzenie] Lindsay: Oficjalnie jestem zła na nową Courtney. Przez nią bałam się Blaineley w jakiejś głupiej masce! Duh, będę kandydowała ją do eliminacji. -_-

Z panelu wychodzą także wszyscy uczestnicy. Izzy od razu rzuca się Lightning’owi na szyję i zaczyna go całować.

Dave: Ogarnijcie się, gołąbeczki. Rzygamy już waszą miłością.

Izzy: A my tobą, lol. c:

Dave: Serio. Nie musicie się tak publicznie miziać ze sobą. To jest ohydne. -,-

Sky: Naprawdę to jest ohydne, Dave? ;-;

Dave: Zamknij się. >:(

Sky zmierzyła go wzrokiem.

[Zwierzenie] Sky: Jestem zawiedziona dzisiejszym zachowaniem Dave’a. W ten sposób on się naraża tylko na niepotrzebne konsekwencje.

[Zwierzenie] Dave: Zdałem sobie sprawę, że Sky i tak do mnie nie wróci, więc po co się wysilać? Woli Lightninga ode mnie, a Izzy mu się jeszcze rzuca na szyję. Jak lubi być zdradzana przez jakiegoś opalonego mięśniaka, to rzyg… Chyba też powinienem być taki jak Lightning. Ano tak, Dave musi mówić w trzeciej osobie… Cudownie… -.-

Blaineley: Z przyjemnością ogłaszam, że tylko Jocelyn i Tyler podołali dzisiejszemu wyzwaniu i dotarli tu bez ani jednego jęknięcia, więc immunitet należy się im.

Lindsay zaczyna syczeć na Tylera i Jocelyn.

Lindsay: Fajnie… Pomimo tego, że…

Tyler: Chwila. Mogę oddać immunitet Lindsay? Zasłużyła na wygraną bardziej ode mnie.

Lindsay: Nie zgrywaj bohatera, Tyler. Wszyscy wiemy, że próbujesz się wybielić się po sytuacji z Alejandro. Patrz, nawet ja to wiem! ._.

Tyler: Lindsay, ja w dalszym ciągu ciebie…

Lindsay: ...chcę oczernić przy wszystkich, że niby jestem taka głupia? Proszę cię, zamilcz już. Nie zasługujesz na żadną szansę, nawet jak mi dasz milion czy pięćset milionów… NIE MA NAS JUŻ.

Tyler: Widzę, że masz zły nastrój dzisiaj. Może chcesz odpocząć? :/

Lindsay: Miałeś się chyba zamknąć.

Blaineley: Ty też, Lindsay. Cisza. Tyler, na pewno chcesz jej dać immunitet?

Lindsay: Ja tego nie przyjmuję.

Blaineley: Przyjmujesz, ponieważ zwycięzca wyzwania może się zrzec immunitetu dla drugiej osoby oraz będzie na celowniku dla pozostałej grupy.

Lindsay: *kiwa sarkastycznie głową na tak* Dziękuję za niepotrzebną nietykalność. Też mogę się jej zrzec?

Blaineley: Tak.

Lindsay: To oddaję ją Owen’owi. :D

Owen: Miło z twojej strony. :D

Lindsay i Owen tulą się. W ten sposób blondyna chce zrobić na złość Tyler’owi.

[Zwierzenie] Tyler: Bez komentarza.

Don: Reszta odda się na głosowanie, aby odstrzelić jednego z was. Pamiętajcie, że ani Owen, ani Jocelyn nie mogą dostać waszego głosu, w przeciwnym wypadku po prostu go zmarnujecie.

[Zwierzenie] Dawn: Uh oh. Znowu jestem bez immunitetu, a to oznacza kłopoty. Miejmy nadzieję, że odpadnie ktoś inny. Dzisiaj były na przykład dwa inne typy do nominacji, więc… Dajmy sobie szansę, przecież nakręciłam dramę między nimi.

Ceremonia eliminacji i tradycyjna eliminacja zawodnika. Czego chcieć więcej? Czy ceremonia będzie dramatyczna? Przekonamy się wszyscy razem.

Don: W tej serii było bardzo mało głosowania, więc takowe znów nam się przyda. Odnośnie bezpieczeństwa Jocelyn i Owena nie muszę komentować, wszyscy znamy klarownie, jak to wyglądało.

Szef rzuca im po piance.

Don: Bezpieczne są także Aisha, Kathy i Lindsay. *Szef rzuca dziewczynom po piance*

Lindsay gruntownie spogląda na Tylera.

Don: Dawid i Matti, zostajecie z nami. *Szef rzuca po piance*

Jocelyn i Matti przybijają piątkę.

Don: Teraz powoli będziemy nabierali tempa. Bez głosów są… Bridgette.

Pianeczka.

Don: Sam.

Pianeczka.

Don: Heath.

Pianeczka.

Don: Sammy.

Pianeczka.

Don: Amy.

Pianeczka.

Don: Sky.

Pianeczka.

Don: Pozostały nam cztery osoby, które otrzymały przynajmniej jeden głos. Spodziewałem się większej rozrzutności, ale taka opcja po dzisiejszym też jest możliwa. Kolejną bezpieczną jest… Tyler. W sumie to nie jest dziwne, ponieważ oddał immunitet komuś innemu.

Tyler: Kto na mnie głosował?

Lindsay: Zgadnij. ;-;

Wypięła mu język.

Don: Tak, to wiele wyjaśnia. Przed nami zagrożona trójka. Możecie się zacząć bać, ale gdy powiem, że Dawn jest bezpieczna, nie będzie takiego zaskoczenia. Miałaś dwa głosy, kochana. Coś musiałaś naskrobać i to porządnie.

[Zwierzenie] Amy: Dawn. Za całokształt i za Dakotę. -,-

[Zwierzenie] Sky: Nie oddam głosu ani na Dave’a, ani na Lightninga. Nadal lubię Dave’a, a Lightning jest naprawdę spoko, pomimo tego incydentu. Coś czuję, że Dawn maczała w tym palce, dlatego głos na nią.

Don: Reszta głosów rozłożyło się na Lightninga i Dave’a. Nie będę ich czytał, po prostu jedno z was opuści nas stosunkiem głosów 11-3-2-1.

Dave: Aż tak dużo? Chyba muszą kochać Dave’a i jego mięśnie. Oh yeah, baby. B)

Lightning: *przewraca oczami; prychnięcie*

Don: A wyeliminowanym zawodnikiem zostaje…

...

...

...

...

...DAVE!

Lightning zaczął sarkastycznie bić brawa Dave’owi. Ten spojrzał na niego z pogardą.

Lightning: Trzeba było nie podskakiwać, kolo. ;)

Dave: Zamknij ryj…

Lightning: Słabe. Umiesz coś więcej?

Dave jest gotowy do spryskania.

Sky: Dave…

Podeszła do chłopaka.

Sky: Słuchaj, jest mi naprawdę głupio, że wylatujesz. :/

Dave: Wcale nie jest tobie głupio. Podświadomość ci mówi, abyś rzekomo mi współczuła, ale w głębi duszy jesteś wręcz zadowolona, że się nie zobaczymy. Szkoda, że nie dałaś nam szansy, Sky. Gdybyś mi chciała powiedzieć to wprost, masz doskonałą okazję. Zrób to.

Sky: Co mam zrobić? Przeprosić? Za co? Dave, zostałam wrobiona w tę sytuację z Lightning’iem. ;-;

Dave: Oczywiście, my wszyscy zostaliśmy wkręceni w programem… Przecież ewidentnie widać, że coś do niego czujesz. Nie bierz mnie za idiotę. -.-

Sky: Nigdy cię nie miałam za kretyna, Dave. Po prostu mnie wysłuchaj.

Dave: Czego mam wysłuchać? Odpadłem z gry. Teoretycznie przez ciebie i tego pacana. Jeśli jesteś zachwycona z tego, możesz teraz mnie spłukać.

Daje jej Zraszacz Wstydu.

Dave: Powiedz tak “Dave, zmywaj stąd. Kocham Lightninga”.

Sky: Nie zrobię tego ani nie omieszkam ciebie spłukać.

Lightning: Pozwolisz, że ja to zrobię?

Sky zrezygnowana oddała mu spryskiwacz.

Lightning: Czy to jest na maksa? Bo Lightning chciałby podkręcić tempo koleżce! >:)

Dave: Rzygam na widok twojego ryja, więc jakbyś tak mógł się streszczać ;v

Lightning wściekły podkręcił moc zraszacza i Dave zmył się z wyspy w okamgnieniu.

Lightning: Nie tęsknię.

Zwrócił zraszacz Izzy i dostał od niej po łapach.

Izzy: Kochany, tylko ja mogę mieć tak zawrotną prędkość. A teraz… co mnie czeka?

Don: Spryskiwaczem cię nikt do studia nie zaprowadzi, także załatw sobie transport.

Izzy: Ok…

Całuje ostatni raz Lightninga, rzuca bombę dymną i znika.

Szef: Tak. Numer zdecydowanie w jej stylu.

Don: W programie pozostało już tylko szesnastu zawodników. Robi się coraz ciekawiej, ponieważ garstka zawodników kurczy się w zawrotnym tempie! Co chcielibyście zobaczyć w następnym epizodzie? Więcej akcji, bardziej pokręcone wyzwania albo może intensywne relacje między zawodnikami? Nie zapomnijcie o tym, aby kibicować swoim faworytom podczas Przygody w Dzikiej Kambodży!

Fanfary, zaciemnienie i napisy końcowe.

Ciekawostki

  • Ten odcinek powinien miał dwukrotnie przekładaną premierę. Pierwotnie miał pojawić się na Halloween, potem na Dzień Zmarłych, aż ostatecznie pojawił się w Święto Niepodległości.
  • W tym odcinku pojawiają się odniesienia do następujących filmów:
    • To - postać Pennywise'a
    • Piła II
    • Mortal Kombat - postać Baraki
    • Scooby Doo
    • Poltergeist (1982)
  • Osoby wymienione przez Izzy, czyli Anuel AA i Karol G, są w rzeczywistości parą.
  • Pierwotnie wyzwanie zawierało więcej pułapek, ale jedna z nich nie trafiła publicznie ze względu na zbyt makabryczną treść.
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.