FANDOM


Wyspa Totalnej Porażki - nowy rozdział - odcinek 8

Chris: W ubiegłym odcinku na Wyspie Totalnej Porażki - nasza młodzież zmierzyła się ze swoimi największymi lękami, jedni pokonali fobię, drudzy nie byli w stanie. Ostatecznie, Zabójcze Okonie wreszcie przełamały złą passę i zwyciężyły, a Wrzeszczące Susły musiały odesłać kogoś z nich do domu. Niespodziewanie, do domu pojechały aż 2 osoby. Justin, który przegrał z trądzikiem, został przegłosowany, a Gwen musiała opuścić grę z powodu problemów zdrowotnych. Jak sobie dziś poradzą drużyny? Czy Okonie znów wygrają? Kto będzie musiał odpłynąć Łódką Przegranych? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie już dziś - na Wyspie Totalnej Porażki!

<czołówka>

<Stołówka>

<Susły są zmęczone i zawiedzione po wczorajszych eliminacjach, a Okonie w końcu mają dobry humor i są wypoczęci.>

Noah: Ej frajerzy! Jak tam po wywaleniu tej żałosnej gotki? Dostała za swoje, co nie? xD

Duncan: Zamknij mordę pedale.

Leshawna: Zaraz nabiję ci takiego guza, że na drugi raz z szacunkiem się odezwiesz.

Heather: Jedziesz go Lesh, niech się poryczy!

Katie: O tak, dawaj!

Leshawna: Nie warto tracić czasu na takie nic nie znaczące miernoty, jak on. Tylko sobie nerwy psuję przez takie przypadki.

Noah: Wydaje mi się, że jesteś jeszcze większa, niż przedtem. Przyznaj się, ile wpierdalasz kalorii dziennie?

<W tym momencie Leshawna wybuchła, podeszła do stoliku Okoni, podniosła Noah i wyrzuciła go do śmietnika. Kosz zamknęła i wrzuciła do błota przed stołówką. Wszyscy biją jej brawa. Poza Evą. Leshawna zrobiła ukłon i podziękowała za oklaski.>

Leshawna: A teraz na poważnie... sądzicie, że przytyłam?

Katie: Nie, dobrze wyglądasz. Nie przejmuj się tym, co mówi ten padalec.

DJ: Dokładnie, masz wszystko na swoim miejscu. xD

Leshawna: Dzięki. xD

Eva: Nie zupełnie, mózgu chyba nie posiadasz baleronie.

Leshawna: Powiedziało babsko z włosami pod pachami i zapachem pasztetu z pyska. Jak myślisz, że komukolwiek imponuje twoja budowa ciała czy zachowanie, to się mylisz i to bardzo. Nie mam zamiaru kłócić się z kimś, kto potrafi jedynie wyzywać, bo nie zna normalnych słów, tylko same wulgaryzmy.

<Eva w jednej chwili się zamknęła, najwyraźniej była pod wrażeniem słów Leshawny.>

<Pokój zwierzeń>

Eva: Może jednak powinnam zacząć ją szanować? Jest dobra w gębie, umie przywalić. Mogłybyśmy zawrzeć sojusz.

Leshawna: Ja już naprawdę tracę tu do niektórych cierpliwość. Jeśli chcą, żebym traktowała ich z szacunkiem, to niech sami szanują mnie i innych, i jakkolwiek normalnie się reprezentują. Eva i Noah prezentują jedynie wysoki brak kultury, szacunku i godności. I jeszcze ten tekst Noah o Gwen... gościu, weź ty się pierdolnij w łeb najlepiej.

<Stołówka>

Bridgette: Eva, możesz w końcu się uspokoić i przestać ględzić? Mam tego dosyć, jak ty się zachowujesz? Bierzesz przykład z tego zarozumiałego chudzielca? Jeśli tak, to gratuluję, brawo.

Eva: A ty co się wpieprzasz tam gdzie nie masz blondi? Wytargać cię mam za te długie kłaki?

Bridgette: O tym właśnie mówię. Lepiej skończmy tą żałosną wymianę zdań, bo jedyne co z niej mam, to tylko zepsuty humor z samego rana.

Eva: Ojoj, jak mi przykro. Nie popłacz się jeszcze.

<Bridgette uderzyła Evę w twarz.>

Bridgette: Skończ.

<Eva chce rzucić się na blondynkę, ale powstrzymują ją Trent i Owen.>

Trent: Ludzie! Nie możemy choć jeden dzień się nie kłócić? Naprawdę lubicie marnować czas i nerwy na te bezsensowe spiny? Bridgette, chodź stąd. To naprawdę nie ma sensu.

Bridgette: Dobrze mówisz.

Courtney: Zaczekajcie! Musimy jeszcze omówić dzisiejszy plan działania!

Trent: To sobie go omówcie, ale bez nas.

Owen: Ja też idę. Za nerwowo tu.

Courtney: Super,..

<Pokój zwierzeń>

Courtney: Odnoszę wrażenie, że nasza druzyna zmierza na samo dno. Każdy by się tu najlepiej pozabijał, wkurwia mnie to.

Bridgette: Ech... po prostu brak słów już.

<Stołówka>

<Wchodzi Chris.>

Chris: Dzień doberek obozowicze! Gotowi na kolejne wyzwanie?

Wszyscy: Nie.

Chris: Jak zawsze to samo. Chodźcie na pomost, tam wam wyjaśnię, co dziś musicie zrobić.

<Chwilę później...>

<Pomost>

Chris: Dziś wyruszycie sobie w wyprawę na Wyspę Kości!

Tyler: Wyspę Kości? A co to za kolejny wytwór?

Chris: A taka paskudna, opuszczona wyspa, prawdopodobnie nawiedzona.

Noah: Nawiedzona... xDD

Chris: Tak... musicie przepłynąć jezioro aż do brzegu Wyspy, potem przetransportować wasze łodzie na jej drugi koniec, gdzie rozpalicie ognisko z materiałów, które sami sobie zagospodarujecie. Na końcu musicie wrócić tutaj, pierwsza drużyna, której się to uda - wygra wyzwanie. Przegrani odeślą kogoś do domu. I uważajcie, żeby nikt nie ucierpiał. Nie możemy sobie pozwolić na kolejne podwójne straty w uczestnikach. Dobierzcie się teraz do łódek. Każda drużyna ma trzy łodzie.

<Wszyscy idą do łódek.>

Chris: A i jeszcze jedno! Legenda głosi, że jeśli weźmiecie cokolwiek z Wyspy Kości, to spadnie na was jakaś tam klątwa. Także uwaga też na to.

Owen: Pierdzielenie, klątwy nie istnieją ziomy! Przygoda, juuuuhuuu!!!

<Świerszcz.>

Chris: No dobra, idźcie już.

<Zawodnicy schodzą do łodzi.>

Bridgette: Trent, możemy popłynąć razem?

Trent: Naturalnie Bridge.

Courtney: Lindsay, możesz popłynąć ze mną?

Lindsay: No spoko, da się zrobić.

Owen: No to mi zostaje Noah i Eva. Dawajcie! Ku przygodzie! Juhu!

Eva: Weź się tak spaślaku nie podniecaj...

Owen: Trochę mniej pesymizmu ludzie, używajcie życia.

Noah: Używam. Poza tym, nie jestem pesymistą, tylko realistą.

Owen: To wrzuć trochę na luz kolo.

Noah: Nie chcę, bo to osłabia czujność.

<Pokój ziwerzeń>

Owen: To se dobrałem kolegów... xD

Noah: Owen? Ten grubas jeszcze nie odpadł? Jestem w szoku, ale w sumie Okonie miały same ułomy, więc jeśli teraz przegramy, z przyjemnością zagłosuję na niego. Potrzeba najmocniejszych, słabeusze mogą odlecieć.

<Wyzwanie>

Geoff: DJ, kolo - idziemy?

DJ: No jasne ziom!

Katie: Leshawna? Możemy?

Leshawna: Spoko laska, możemy.

Heather: Mogę zabrać się z wami?

Leshawna: Jasne. W trójkę raźniej.

Katie: I więcej o ciuchach i makijażu!!! Eeeeek!

Heather: Podzielam twój entuzjazm Katie. xD

Katie: Dzięki. xD

Duncan: To jak? My w 3 płyniemy?

Tyler: No na to wygląda, że tak.

Izzy: Spokojnie ziomki, z Izzy się nie zgubice! Ałuuuuu!

<Naśladuje wilka.>

Duncan: Tia... to będzie ciężka wyprawa.

Izzy: Nie pękaj twardzielu, z makietą wygrałeś. xD

Duncan: Cicho bądź.

Izzy: Dobra, już nic nie gadam. he

<Pokój zwierzeń>

Duncan: Izzy na serio ma coś nie tak z głową... może być ciężkim przeciwnikiem, gdy druzyny przestaną istnieć.

<Wyzwanie>

Chris: Gotowi... na miejsca... start! Wiosłujcie!

<Drużyny wiosłują jak najszybciej.>

<Kilka minut później.>

<Owen i Noah>

Owen: Hej Noah, co myślisz o imprezie po skończeniu programu? Super pomysł, co nie? :D

Noah: Szczerze? Nie, beznadziejny pomysł. Jeszcze nie widzisz, że wszyscy wokół są fałszywi?

Owen: To znaczy kto?

Noah: Czy coś w słowie "wszyscy" jest dla ciebie niezrozumiałe? Jedyną szczerą osobą w tej grze jestem ja. Zawsze mówię, to co myślę. A spójrz na taką Bridgette. Raz potrafi być miła i w ogóle, a nagle staje się złośliwą, wredną suką. Albo Courtney. Najpierw wspiera i gra uczciwie, a potem robi się wredna i oszukuje.

Owen: Nie widziałem jeszcze Bridgette i Courtney takich, jak je teraz opisujesz.

Noah: Bo zajmujesz się ciale jedzeniem. Gdybyś bardziej skupiał się na grze, niż na papu, to może byś to zauważył.

Owen: Ale... Trent i Lindsay się z nimi przyjaźnią.

Noah: Bo są naiwni. Na twoim miejscu ostrzegłbym ich, bo niestety ja nie rozmawiam ani z Lindsay, ani z Trentem.

Owen: A co z Evą?

Noah: Eva po prostu jest mocna fizycznie. Psychicznie szło by ją wykończyć dość szybko.

Owen: O kurde... skąd wiesz?

Noah: To widać. Wybieram się na psychologię, także ja łątwo dostrzegam takie rzeczy.

Owen: Ooo... nie wiedziałem.

Noah: To teraz już wiesz. Ostrzegam cię, bądź czujny.

Owen: Dzięki... :/

<Pokój zwierzeń>

Noah: Nie.. wcale nie wybieram sie na psychologię, te inne bzdury też wymyśliłem. Ale Owen to kupi, bo to głupi grubas. Teraz jeszcze muszę przekonać następną idiotkę - Lindsay. Z nią pójdzie mi chyba jeszcze łatwiej. Mam czas, całe wyzwanie będę ją bajerował. Potem jeszcze jakoś przekonam Evę, żeby głosowała na Bridgette, bo jest trudną rywalką, czy coś tam... i pozbędę się Bridgette. Potem jeszcze Trenta i Courtney, a z drugiego teamu do zasranej Gwen dołączą Heather i Leshawna - następnie dwie suki. Plan idealny.

Owen: Kurczę... co, jeśli Noah mówił prawdę? Zaczynam się lekko obawiać o naszą drużynę. :/

<Wyzwanie>

<Bridgette i Trent>

Trent: Hej Bridge?

Bridgette: Tak?

Trent: Mam takie pytanie do ciebie.

Bridgette: No to słucham.

Trent: Może dasz się zaprosić na jakiś piknik wieczorkiem czy może chociaż spacerek?

Bridgette: O jeju, ty mnie podrywasz? xD

Trent: Nawet jeśli, to co wtedy? xD

Bridgette: A nie wiem... może mi się nie podobasz? :P

Trent: Ou... no okej, to sory.

Bridgette: Przecież żartowałam. No w sumie, czemu nie?

Trent: Hah, to co? Spacer czy piknik?

Bridgette: Wolałabym spacer. Ale... chwila, zaraz. Nie wiadomo, czy dotrwamy do końca dnia. xD

Trent: No co ty... oczywiscie, że dotrwamy.

Bridgette: Oby, bo nie chcę jeszcze wracać do domu. Fajnie, że się poznaliśmy.

Trent: Bardzo fajnie! ^^

<Pokój zwierzeń>

Bridgette: Nie jestem do końca przekonana, że dotrwam, bo oglądałam kilka reality show. Zazwyczaj ci źli knują przeciwko tym, z którym mieli spinę. Gwen nie ma, więc teraz ten knypek skupi się na wyrzuceniu mnie. Do tego jeszcze ta agresywna Eva. Ach... pech to pech.

Trent: Może coś z tego będzie? Bridgette podoba mi się coraz bardziej, jest taka "skryta", ale otwarta równocześnie. Kręci mnie to. :D

<Wyzwanie>

<DJ i Katie>

DJ: A jak poznałyście się z Sadie?

Katie: A, zabawna historia. Nasze mamy leżały na tym samym oddziale, urodziłyśmy się tego samego dnia, tylko, że ja o kilka minut wcześniej. No i Sadie była trochę "pulchniejsza".

DJ: Może to zabrzmi wrednie, złośliwie czy po prostu niemiło, ale nadal jest pulchniejsza, i to o wiele.

Katie: Ech... ona też wie, że jest gruba, ale to nie jej wina. Tyje, bo to z choroby. Jest chora na tarczycę. Ale mniejsza o to... jakie masz plany na przyszłość?

DJ: Oj, współczuję... chcę zostać weterynarzem, dlatego wybieram sie na studia. A ty?

Katie: Pewnie to zabrzmi żałośnie, ale... chcę zostać piosenkarką. xDDD

DJ: Oooo! A jaki gatunek konkretnie?

Katie: Pop i Dance. Choć może coś z rocka też mi wyjdzie. Na razie jednak chcę wyjechać do USA, tam jest jedna taka wytwórnia, gdzie karierę zaczynało duzo gwiazd.

DJ: Super, że masz takie ciekawe plany, to zdecydowanie lepsze, niż nudna kariera księgowej lub pracownicy agencji nieruchomości.

Katie: Też tak sądzę. Ale wiesz, co jest w tym najdziwniejsze?

DJ: No co?

Katie: Mam 16 lat, a muzyką zaczęłąm interesować się rok temu. Po prostu przez tydzień całymi dniami słuchałam sobie muzyki i jakoś mnie tknęło... co by było, gdybym ja tak mogła występować? Fajnie byłoby zaistnieć. Głównie dlatego zgłosiłam się do tego programu. Muszę się pokazać z jak najlepszej strony. Sadie też chciała, ale niestety nie wyszło. Ta jej drużyna to porażka.

DJ: No, ale szkoda, że Gwen odeszła. Polubiłem ją. I uważam, że przeczytanie przez Noah jej pamiętnika to podłość na maksa. To on powinien odpaść już dawno.

Katie: Noo... dobrze, że już go nie musimy znosić w drużynie. Nie lubię go.

DJ: Ja też.

<Pokój zwierzeń>

Katie: DJ jest nie dość, że dobrze zbudowany, to jeszcze ma dobre serce. Lubię, gdy chłopak jest czuły i umięśniony. Zaczynam zastanawiać się, czy się z nim nie umówić.

DJ: Katie jest śliczna i super się z nią gada, chcę, żeby się ze mną umówiła. Ale narazie jej tego nie powiem, jeszcze troszkę czasu musi minąć.

<Wyzwanie>

<Tuż przed dotarciem na Wyspę Kości pojawia się ogromna mgła, zawodnicy prawie nic nie widzą.>

Izzy: Kurde, gówno widzę. Duncan, gdzie płyniemy?

Duncan: Przed siebie Izzy.

Izzy: Facet, pytam się, gdzie teraz się znajdujemy.

Duncan: Ja też nie wiem, gdzie jesteśmy. Tak jak wspomniałaś - gówno widać.

Tyler: Musicie być tak wulgarni? xD

Duncan: Chcę tak.

Izzy: Izzy jest kulturalna bardziej, niż ta twoja cnotka Tyler. Jak ona się tam nazywała... Kopnij?

Tyler: COURTNEY. I nie jest żadną cnotką, nie obrażaj jej wiewióro.

Izzy: Dobra ziom, spokojnie. Tak się zgrywam. xD

Tyler: No ja myślę...

Duncan: Kiedy randewu jakieś?

Tyler: Co? Nieee... nie mam na to czasu. Najważniejsza jest gra o milion. Po to tu przyjechałem.

Izzy: I pewnie ta laska nie wpadła ci w oko, co Romeo? Ja zawsze widzę miłosć na odległość, mnie nie oszukasz, hah.

Tyler: A myśl sobie, co chcesz Izzy.

<Walnęli w inną łódkę.>

Courtney: EJ! Co wy wyprawiacie?!

Tyler: My? To wy nam w drogę wpłynęłyście!

Courtney: Ooo, Tyler! Znów się spotykamy...

Tyler: Courtney! No siema.

Lindsay: To przeznaczenie Courtney! Bierz się za tego przystojniaczka, póki wolny!

Courtney: Cicho Lindsay!

<Tyler się zarumienił.>

Courtney: Coś taki czerwony się zrobił? Gorączki dostałeś?

Tyler: yyy... niee, tak jakoś.

Duncan: To pewnie na twój widok, foczko.

<Courtney walnęła Duncana wiosłem.>

Courtney: Foczką to sobie nazywaj swoją lasencję wykolczykowany dupku!

Tyler: Dla mnie super wyglądasz, moja opinia jest bardziej wiarygodna.

Courtney: Dzięki.

<Pokój zwierzeń>

Courtney: Tyler jest... fajny. Tak. Ale żeby od razu związek? Nie ma opcji.

Tyler: Courtney to mój ideał! Chciałbym się z nią w końcu umówić.

<Wyzwanie>

<Drużyny docierają do Wyspy Kości.>

Lindsay: No dobra, i co teraz mamy robić?

Courtney: Chris mówił, że musimy przenieść te łajby na drugą stronę wyspy.

Trent: No to na co czekamy? Chodźcie.

DJ: My teź bierzmy te łodzie i chodźmy.

<Drużyny w lesie docierają do skrzyżowania dróg. Susły wybrały lewy skręt, a Okonie kierują się prawym.>

<Podczas przechadzki przez wybraną drogę Okonie natknęły się na ruchome piaski. Trent i Lindsay utknęli, Courtney i Bridgette pomogły im wyjść, czym zdenerwowali Noah.>

<Pokój zwierzeń>

Noah: Głupie Bridgette i Courtney. Trent i Lindsay mogliby się tam utopić. Żadnej straty, tylko mniej konkurentów.

Trent: Bridgette jest niesamowita! Jestem jej wdzięczy za uratowanie życia! A, Courtney też. Jak będą w potrzebie, to im pomogę. :)

<Wyzwanie>

<Drużyna Susłów po swojej drodze napotkała olbrzymie bobry-potwory, po pół godzinnej ucieczce trafili na zapadnię, do której wpadli Katie z Tylerem. DJ i Leshawna pomogli im się wydostać z pułapki.>

<Pokój zwierzeń>

DJ: Nie mogłem pozwolić, żeby Katie coś się stało. Chyba czuję do niej coś więcej, niż zauroczenie.

Katie: To było wspaniałe, Lesh i DJ pomogli nam się wydostać z tej klitki. Jestem im dozgonnie wdzięczna! DJ załapał się na buziaka nawet.

<Wyzwanie>

<Obie drużyny docierają w podobnym czasie na drugi koniec wyspy.>

Chris: Witam was śmiałkowie! Wasza kolejna część wyzwania to rozpalenie ogniska, po ukończeniu tego możecie płynąć z powrotem na wyspę. Drużyna, która dobije do portu jako pierwsza - zwycięży. Przegrani odeślą kogoś do domu. Zaczynajcie!

Courtney: Dobra ludzie, wrzucamy piąty bieg i biegniemy po drewno na opał!

Tyler: Jest taka urocza, gdy jest poważna...

Heather: Ej Romeo, zajmij sie lepiej swoją drużyną.

<Podczas poszukiwań drewna Owen natknął się na talizman szamański. Po chwilowym przemyśleniu, wziął rzecz do kieszeni i wrócił do szukania drewna.>

Leshawna: To co, szukamy?

Duncan: Cssiii... spokojnie, my mamy zapalniczkę.. hehe.

Izzy: Uuuuuu! No to pozamiatane! Dasz mi sie pobawić?

Duncan: Chyba sobie żartujesz, jeszcze nas wszystkich spalisz.

Izzy: Nie przesadzaj, aż tak źle by się to nie skończyło! xD

DJ: Nie gadajcie tyle, Duncan,rozpalaj!

<Courtney i Eva próują rozpalić ogień, jednak nie wychodzi im to. Po chwili Okonie widzą, że Susły już rozpaliły ogień.>

Eva: Jak im się to udało zrobić tak szybko?! Argh!

<Duncan pokazuje im zapalniczkę.>

Chris: Zapalniczka nie jest zabroniona, hehe.

Eva: To jakiś żart?! Argh!!!

<Eva rzuca kamieniem w Chrisa. Prawie oberwał.>

Chris: Zrób to jeszcze raz, a cię zdyskwalifikuję furiatko.

Eva: ... Śmieszy cię to?

Chris: Jak najbardziej!

<Eva chce się rzucić na Chrisa, Owen i Trent ją powstrzymują.>

Owen: Panuj nad sobą Eva!

Eva: Ty zapanuj nad obżarstwem leniu!

Owen: Ech...

<Pokój zwierzeń>

Eva: Może trochę mnie poniosło... ale to nie fair. My się męczymy, a oni nic nie robiąc użyli zapalniczki i gotowe. Frajerstwo.

<Wyzwanie>

Chris: Susły, możecie płynąć. Okonie, wam radzę się pośpieszyć.

<Pewne siebie Susły odpływają z wyspy.>

Noah: Mam pomysł. Kto ma lakier do włosów?

Lindsay: Ja! A po co ci?

Noah: Wrzućmy go do ogniska Susłów. Nikt nie mówił, że to zabronione.

Lindsay: Hmmm... a w sumie, mam jeszcze cztery w chatce. Proszę.

<Noah wrzuca do ogniska Susłów lakier do włosów wywołując pożar.>

Chris: Dobra.. macie zaliczone, teraz zmwyajmy się z tąd, zanim zginiemy!

<Drużyna pośpiesznie opuszcza wyspę i odpływają.>

Bridgette: Musimy ich jakoś szybko dogonić, tylko jak?

Owen: Spójrzcie ziomy! Mam taki fajny talizman, może on nam pomoże?

Noah: Chwila... z kąd go masz?

Owen: Znalazłem, gdy szukalismy drewna. A co?

<Druzynowy facepalm.>

Courtney: Natychmiast go wyrzuć, natychmiast!!!

Owen: Dlaczego???

Noah: Nie słyszałeś co mówił Chris?! Jeszcze jakąś klątwę na nas przeniesiesz, wywal to gówno!

Owen: Ach, no tak... zapomniałem o tym...

<Wyrzuca do wody znalezisko, przyciąga to do nich rekiny.>

Wszyscy: AAAA!!!

<Pokój zwierzeń>

Noah: Brawo, grubasie.

Owen: No zapomniałem... ale te klątwy to tylko przesądy.

<Wyzwanie>

<Drużyna Susłów dociera do portu.>

Chris: Wrzeszczące Susły wygrywają! Zabójcze Okonie, znowu umoczyliście. Chwila, gdzie oni?

<Okonie walczą z rekinami na morzu.>

Chris: Szefie... ?

Szef Hatchet: Dobra.

<Szef wystrzelił śmierdzącą procę w Okonie. Obrzydliwy zapach odgonił rekiny, a drużyna dotarła do brzegu.>

Lindsay: Jakie to obleśne, fuu!

Courtney: Nie wytrzymam z tego smrodu...

Bridgette: Chyba się za chwilę porzygam.

Owen: E tam, nie przesadzajcie...

Chris: Muszę wam powiedzieć... że znów umoczyliście. Widzimy się wieczorem. To tyle z mojej strony.

<Chris odchodzi, a drużyna patrzy na siebie ze złością.>

<Pokój zwierzeń>

Noah: Najchętniej zagłosowałbym dziś na 4 osoby. Ale niestety mogę tylko jednego debila wskazać.

Owen: Ciekawe, kto odpadnie. Obstawiam Evę.

Eva: Zaczynam mieć dość tego cholernego show.

Lindsay: nigdy nie zmyję z siebie tego fetoru!!! :(

<Ceremonia Eliminacji>

<Okonie zajęły miejsca przy ognisku.>

Chris: Dziś siedzi przede mną siódemka Okoni, ale w rękach mam tylko 6 puszystych, przepysznych pianek. Życzę powodzenia, gdy wyczytam wasze imię - podejdźcie po swoją piankę.

Trent.

Trent: Tak!

<Odbier piankę.>

Lindsay.

Lindsay: Jej!

<Odbiera piankę.>

Courtney.

Courtney: No, może być.

<Odbiera piankę.>

Noah.

Noah: Wow... nie zagrożony.

<Odbiera piankę.>

Bridgette.

Bridgette: Uff... już się stresowałam.

<Odbiera piankę.>

Chris: Dziś głosy oddano na te dwie osoby - Evę i Owena. To z was, które nie dostanie ostatniej pianki, uda się do Portu Wstydu i zasiądzie w Łodzi Przegranych.

<Eva i Owen patrzą na siebie nerwowo.>

Chris: Ostatnia pianka dzisiejszego wieczoru wędruje do...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

<scrolluj dalej>

...

...

...

...

...

...

...

...

..

..

...

...

...

...

...

EVY!

Eva: Dobry wybór.

<Odbiera piankę, Owen jest bardzo smutny.>

Chris: Owen, wiesz co to oznacza. Port Wstydu czeka brachu.

Owen: Łeeeeee... dlaczego ja? :(

Noah: Bo przez ciebie przegraliśmy, logiczne.

Owen: Jak to?

Courtney: Gdybyś nie wziął tej zasranej lalki, to mielibyśmy jeszcze szansę wygrać. A tak? Przyciągnąłeś do nas rekiny i przegraliśmy. Zasłużyłeś na karę.

Owen: No trudno... i tak będę tęsknił za wszystkimi. Powodzenia i narka kumple!

<Odchodzi ze smutną miną do Portu Wstydu, a tam wsiada do Łódki Przegranych i odpływa.>

Chris: Zostało was niewielu w zespole. Pozostaje mi tylko życzyć wam dobrej nocy i mam nadzieję, że jutro się tu nie spotkamy. Nudzi mnie już eliminowanie jednego z was. Idźcie spać.

<Okonie odchodzą.>

<Pokój zwierzeń>

Noah: Mój głos, głos Lindsay i Courtney. Tak się właśnie gra. Elo.

Eva: Ja głosowałam na tą nędzną surferkę. Szkoda, że ona nie wyleciała.

Bridgette: Na kogo głosowałam? Na Evę. Strasznie mnie dziś irytowała. Szkoda Owena, spoko gość.

Trent: Głosowałem na Noah, bo irytuje mnie jego zachowanie. Oby wkrótce i on odpadł.

Courtney: Głosowałam na Owena, bo przez niego dzisiaj przegraliśmy. Nie był zły, ale raczej nie przydałby się nam już.

<Ceremonia>

Chris: Jak potoczą się losy pozostałych? Czy Katie i DJ, Courtney i Tyler  oraz Bridgette i Trent spikną się ze sobą? Czy będziemy świadkami happy end'ów? Odpowiedź znajdziecie w kolejnym odcinku. Nie przegapcie Wyspy Totalnej Porażki!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.