FANDOM


TDRCambodia(11)

Blaineley i Szef jedli posiłek w pewnym domku, który postanowili odrestaurować jako własną jadalnię. W międzyczasie Chrisa nie było ani widać, ani słychać. Oboje jedli spaghetti.

Szef: Ostatnio w Odkupieniu Totalnej Porażki: Przygodzie w Dzikiej Kambodży odbył się kolejny pokaz śpiewania. Niektórzy ukazywali to w ładny i przystępny sposób, większość darła się do mikrofonu, aż potrafiła rozboleć głowa. Niestety, doszło także do przykrego incydentu, w którym musieliśmy pożegnać (niechętnie) maniaka zombie. Czy odkryjemy, co tam się wydarzyło? Śledzcie to z nami, tu i teraz w Odkupieniu Totalnej Porażki: Przygodzie w Dzikiej Kambodży!

Czołówka…

Większość uczestników zajmowało się swoimi sprawami w domkach, na przykład jeszcze spało. Była szósta rano. Na nogach były już Dakota, Aisha, Dawid i Sam, którzy rozmawiali o kontuzji Shawna. Dziewczyny wiedziały coś więcej na ten temat i pragnęły się tym pochwalić pozostałym uczestnikom.

Dakota: Fajnie, że udało mi się was obudzić :)

Sam: Nie ma sprawy. Nagroda dzienna za Bloons czeka.

Dakota wzięła kolejny łyk kawy i zaczęła opowiadać chłopakom o swoich odkryciach.

Dakota: Chwilę przed występem Shawna zauważyłam Bricka przy głośnikach. Kiedy się dowiedziałam, co on tam majstruje, miałam zamiar to powiedzieć, zanim dojdzie do tragedii. Nie udało mi się zapobiec najgorszemu… Biedny Shawn. Czuję, że to moja wina.

Uroniła łzę. Sam postanowił pocieszyć swoją ukochaną.

Sam: Nie zadręczaj się aż tak, kochanie. To nie jest twoja wina. Próbowałaś swoich sił. Dobrze, że przynajmniej my wiemy o całej sprawie.

Dakota: Tak, ale równie dobrze mogłam sprawić, aby wywalono Bricka :/

Dawid: Mam propozycję. Co wy na to, aby zebrać grupę, uniemożliwić Brick’owi następną wygraną oraz wyrzucić go nawet natychmiast?

Dakota, Aisha i Sam poparli Dawida.

Dakota: Przyda się więcej osób. Jak myślicie, puścić to tak, aby Brick się nie dowiedział?

Dawid: Zwołam Bridgette. Dobrze się z nią dogadywałem podczas ostatniego wyzwania.

Dakota: Spróbuję z Jocelyn.

Aisha: A ja może namówię do tego Dawn?

Dakota: Ją? A czy przypadkiem oni ze sobą nie współpracują?

Aisha: Nie widziałam ich nigdy przy współpracy.

Dakota: Jej najlepiej w to nie mieszać… Jeśli chodzi o intrygi, ona potrafić psuć szyki najbardziej. Przy okazji ona również powinna odlecieć z Brick’iem. Nie potrzebujemy w tym programie żadnych fałszywych osób. Co do osób, które mogłyby nam pomóc - porozmawiałabym jeszcze z Lindsay.

Po dziesięciu minutach w domku zjawiają się Bridgette, Jocelyn, Lindsay, Dave, Sky, Lightning, Amy, Kathy i Samey.

Amy: Czy to jest sojusz tylko do momentu eliminacji Dawn i Bricka?

Aisha: Nie, to jest sojusz do eliminacji wrednej blond krowy takiej jak ty, gdzie możesz popatrzeć, jak spiskujemy przeciwko tobie, abyś wyleciała. >:(

Amy: Ale wredna się zrobiłaś…

Kathy: Nie bardziej niż ty. Pewnego dnia może to zrozumiesz. :)

Amy: Fakt. Może byłam wredna.

Aisha: Dobrze. A teraz niech nikt nie zadaje takich odpowiedzi jak Amy i - sprawa chyba jest prosta - dzisiaj dopilnujemy, aby Brick opuścił Kambodżę. Być może powróci tutaj znów, ale musimy wreszcie udowodnić, że taki typ jak on nie zasługuje na wygraną, a reszta osób będzie przynajmniej świadoma, że gdy Brick zajdzie daleko i już się nie będzie miał kim zasłaniać, tak samo szybko wyleci, jak powróci tutaj drugi raz.

Każdy zgadza się ze słowami Aisha’y. Upust swoim emocjom wyraża nawet w Pokoju Zwierzeń.

[Zwierzenie] Aisha: Cudownie jest popatrzeć na to, jak osoba, której nie cierpisz, dostaje wreszcie zasłużoną karę <3

[Zwierzenie] Dakota: Jestem z niej taka dumna… :D.

Po drugiej stronie “mostu” znajdują się Chris i Brick.

Chris: Słuchaj, Brick. Wiem, że jesteś na wylocie i połowa obsady cię nienawidzi…

Brick: Co ma to do rzeczy? >_>

Chris: Chcę ci powiedzieć, że możesz na mnie liczyć. Podoba mi się to, że jako jedyny potrafisz być nikczemny, a przy tym wypaść świetnie.

Brick: Chcesz współpracy?

Przez chwilę się zastanowił.

Brick: Gościu, ja pracuję sam. A teraz przepraszam, idę pogrążyć Dawn.

Chris go szarpnął za bluzkę.

Chris: A nie lepiej, żebyś wywalił… Amy?

Brick: To też jest jakaś ciekawa opcja. Muszę się zastanowić.

[Zwierzenie] Chris: Jako prowadzący tego programu, dodanie takiej niespodzianki to będzie czysta przyjemność.

Ktoś do niego dzwoni.

[Zwierzenie; Telefon] Annie: Cześć, Chris. Tutaj mówi producentka programu. Tak tylko chciałam o sobie przypomnieć.

[Zwierzenie] Chris: To fajnie, a teraz chciałbym zająć się grą :)

[Zwierzenie; Telefon] Annie: Nie ma tak dobrze. Pamiętasz może, kiedy dawałam wam papiery, abyście podpisali się jako prowadzący? Jasno i wyraźnie powiedziałam, że jeśli będziecie ingerować w grę, zakładając sojusze z uczestnikami programu, poniesiecie odpowiednie konsekwencje. Na razie to jest ostrzeżenie, proszę szanownego Pana. Stosując się do moich zaleceń, nikt nie poniesie żadnych dodatkowych kosztów.

[Zwierzenie] Chris: Po co ja mam się słuchać jakiejś małolaty? Żegnam.

[Zwierzenie; Telefon] Annie: Ja ci dam żegnam ty…!

Chris się rozłącza.

[Zwierzenie] Chris: Jakaś córeczka tatusia mnie będzie pouczać? Nie ma mowy. Ja jestem Chris McLean i zamieszania to podstawa każdego reality show!

Jesteśmy na “Wyspie Odkupienia”. Chef Hatchet ruszył w podróż jachtem razem z Blaineley i już niedługo powinni być na miejscu. Tam Cody i Matti rozmawiali ze sobą, pijąc herbatę.

Cody: Jakie wyzwanie podobało ci się najbardziej?

Matti: Myślę, że to ze skakaniem do wody było najciekawsze. Im więcej takich wyzwań, tym ciekawiej byłoby w takim show. Wyobrażałem sobie nawet program pod tytułem “Totalna Porażka: Wodna Przygoda”.

Cody: Brzmi ciekawie, masz rację. :D

Przybili żółwika.

Matti: Szkoda, że odpadłem przez decyzję Bridgette, Heatha i Dawida. Ale oprócz mnie w zagrożonej dwójce był Shawn, bo położyliśmy wyzwanie. Zirytował mnie Dave, wmawiając, że to ja specjalnie nie chciałem występować.

Cody: Nie lubię Dave’a. Dowiedziałem się także, że na mnie głosował, bo sobie nie radziłem jako kapitan. -.-

Matti: Każdemu się zdarza błąd… :/

Cody: Ostatnio nikogo nie dodali na tę wyspę. Jak myślisz, ktoś został zdyskwalifikowany tak samo jak Alejandro?

Matti: Oby Brick. Jego facjata mnie wyjątkowo irytowała w tym sezonie. -.-

Cody zgodził się ze słowami kolegi.

Cody: On był najgorszy, człowieku… To już milion razy wolałem Alejandro. Brick jest jeszcze większym psycholem od niego. Nie sądziłem, że kiedyś to powiem - nie ma gorszej osoby od Alejandro.

Matti: Słyszałem taką plotkę, że podobno po tym sezonie będzie jakaś kolejna roszada.

Cody: Przynajmniej wzięliśmy udział w tym “ostatnim” sezonie, prawda?

Matti: Ja tam liczę, że dostanę kolejną szansę.

Blaineley i Szef Hatchet wreszcie dopłynęli na wyspę.

Blaineley: Cześć, kochani. Wynudziliście się tutaj, prawda?

Cody kiwnął głową na tak.

Blaineley: Mieliśmy tutaj zrobić wyzwanie i dodać na wyspę następnego zawodnika, który niby opuści grę, ale tak się okazało, że ktoś nabawił się kontuzji.

Spojrzała niechętnie na Szefa. Ten potwierdził jej słowa, kiwając głową na tak.

Blaineley: Życzymy Shawn’owi prędkiego powrotu do zdrowia…

Matti: Cholera. Miałem taką nadzieję, że on to wygra. :/

Blaineley: Podwójny finalista? Brzmi ciekawie.

Cody: To się już zdarzyło Lightning’owi i Gwen.

Blaineley: Z Gwen to akurat wiem. Pamiętam, że z Chris’em prowadziłam Szaleństwa na Planie. Swoją drogą ten sezon wrócił do TOP75 najchętniej oglądanych reality show z pozycją na 56. miejscu. Ciekawe, co takiego musiało się wydarzyć. :p

Cody: A co z tym sezonem?

Blaineley: Ten spadł na 31. miejsce, powodując największy spadek w tym tygodniu o siedemnaście oczek (tak, sporo zażaleń na poprzedni odcinek), a oryginalne Odkupienie awansowało o jedno oczko na 8. miejsce.

Cody: Nieźle. Ciekawe, ile Gemmie dostaniecie. :P

Blaineley i Szef zaczęli się śmiać.

Szef: A zaraz po tych “dobrych” wiadomościach, czas na wyzwanie, które zadecyduje, kto z was pozostanie w walce o powrót.

Matti: To dopiero jest dobra wiadomość, Szefie. Ja i mój kumpel Cody nie możemy się doczekać tego zadania. ;D

Szef rzucił im po kostce Rubika.

Szef: Takie łatwe zadanie, ale zarazem “przyjemne i odprężające”. Nie tym razem. Pierwszy z was, który ułoży swoją kostkę, pozostaje w walce.

[Zwierzenie] Cody: Często mnie olewano w klasie, dlatego na przerwach układałem kostkę Rubika.

[Zwierzenie] Matti: Nie rozstaję się z kostkami Rubika od przedszkola. Powinienem sobie dać z tym radę :D

Nagle po piętnastu sekund Matti poprawnie układa kostkę, a Cody, dopiero dwadzieścia osiem sekund później.

Cody: Łał, jestem pod wrażeniem.

Matti: Nie musisz, ziomek. :p

Cody wzrusza ramionami.

Cody: Szkoda mi tylko Sierry. Mam nadzieję, że podczas mojej nieobecności sporo nie nabroiła. :P

Blaineley i Szef Hatchet dziwnie się spojrzeli na siebie. Oboje próbowali stłumić śmiech, kiedy usłyszeli zdanie Cody’ego.

Blaineley: Jest takim aniołkiem, że lśni jak łza. A teraz możesz opuścić program Łódką Przegranych.

Cody: Na razie, dobrzy ludzie. xD

Odpływa, a Matti oddycha z ulgą.

Matti: Ile jeszcze przede mną konkurencji?

Szef: Nie mamy pojęcia, synku.

Blaineley i Szef również odpływają łódką, ale w drugą stronę, znajdując się ponownie na terenach opuszczonego lasu w Phnom Pengu.

Blaineley: Witamy serdecznie wszystkich zawodników! Mam nadzieję, że dobrze się bawicie, bo czeka nas kolejne, ekscytujące wyzwanie. Mam nadzieję, że odpowiednio się przy nim nie pobrudzicie… xD

Jocelyn: Będziemy pracować na farmie?

Szef: Nie wykluczam takiej możliwości w przyszłości.

Jocelyn: Byłoby fajnie.

Dawid miał podśmiechujki, ale natychmiast się ogarnął, kiedy zobaczył morderczy wzrok Szefa.

Szef: Chodźcie za mną. Sporo napsuliśmy krwi, żeby to urządzenie wreszcie działało.

Przenieśmy się trochę do retrospekcji…

Szef: Hej, Blaineley! Patrz, jaką cudowną maszynkę znalazłem! :D

Blaineley: Coś do jedzenia? xD

Szef: Nie, nie taką do mięsa. Jest zdecydowanie inna i nieprzewidywalna.

Odsłania plandekę, na której widzieliśmy mechaniczną belkę. Działała jak kołowrotek i cały czas się kręciła. Szef wskoczył na nią i zaczął biegać niczym chomik. Chris zauważył Szefa i postanowił, że zażartuje sobie ze swojego dawnego towarzysza. Wziął patyk, trafił w Szefa, a ten upadł na zadek. (kolejno na ziemię)

Szef: Cholera… Co to było?!

Słyszą tylko śmiech Chrisa. Blaineley zdecydowała, że najlepszą obroną jest atak i wyjęła z szopy… piłę łańcuchową. Zaczęła z nią gonić prowadzącego, gdzie ten tylko krzyczał ze strachu.

Blaineley: ZEMSTA!

Zdyszała się i odłożyła piłę łańcuchową. Szef tylko bez przerwy się śmiał i kontynuował bieganie na mechanicznej belce. Nastąpił koniec retrospekcji. Gdzieś obok widzimy niezadowolonego Chrisa.

Chris: Przez ciebie musiałem dwie godziny poprawiać fryzurę!

Amy: I tak wyglądasz jak rozpieszczona dzidzia. Daj sobie spokój z tym. ;-;

Chris zmierzył wzrokiem Amy.

Chris: Coś ci się nie podoba, “zła” bliźniaczko?

Amy: Nie. Możesz kontynuować swój żałosny wywód ;)

Chris postanowił, że ucieknie się do jakiejś “perswazji”.

Chris: Wiesz co? Dam sobie z tym spokój. Jesteś tak wredna, że mam ciebie serdecznie dosyć.

Wszyscy mieli zdziwione miny.

Chris: Serio… Wykańczasz człowieka psychicznie. Nie wiem, jak pozostali mogą z tobą wytrzymywać.

Niektórym na twarzach pojawił się uśmiech.

[Zwierzenie] Dakota: Amy jest spoko. Jeśli to nie jest jakaś sztuczka lalusia oraz on nie udaje, och, chyba wpadłam na jakiś zabawny pomysł, jak się wreszcie odciąć od tego psychola raz na zawsze :D

Blaineley przypomniała każdemu o wyzwaniu.

Blaineley: A dzisiaj chcielibyśmy wam powiedzieć, jak wygrać dzisiejsze wyzwanie. Każdy z was wejdzie na tę belkę, my ją odpalimy i będziecie musieli sprawić, abyście stąd nie spadli.

Amy: Coś jak kołowrotek?

Blaineley: Tak. Napędzany przez was.

Wszyscy wchodzą na belkę, choć niechętnie. Blaineley uruchamia maszynę, a Lindsay od razu z niej spada. Brick strzela facepalma.

Lindsay: Co tu miałam robić?

Blaineley: Usiąść na ławce.

Lindsay: A dobra, zaraz. Łeb mnie nawala.

Lindsay usiadła na ławce, skąd oglądała poczynania pozostałych. Niektórzy radzili sobie świetnie i nie zwalniali tempa, a Blaineley nie dorzucała im specjalnych trudności.

[Zwierzenie] Owen: Ja to wiem, że…

[Zwierzenie] Sam: ...nigdy nie byłem sprawny fizycznie…

[Zwierzenie] Owen: ...i pewnie za chwilę…

[Zwierzenie] Sam: ...stąd spadnę.

[Zwierzenie] Sam & Owen: Czemu wydaje się to takie oczywiste? ;d

Nagle Sam i Owen spadają z kołowrotka. Owen jako pierwszy, a Sam na jego brzuch. Obaj zaczęli się z tego śmiać, tak samo Dakota, która również od śmiechu prawie spadła, ale skoczyła, zrobiła gwiazdę i znowu była na kołowrotku. Wszyscy byli pod wrażeniem, a Brick zaczął zgrzytać zębami.

[Zwierzenie] Brick: Denerwuje mnie już ta akrobatka. Czas, aby zapewnić sobie zwycięstwo na własny koszt.

Dawn: Co się tak denerwujesz, Brick? Zazdrościsz komuś takich umiejętności?

Brick: Tak, ale współczuję, że nie umiesz LATAĆ.

Brick zepchnął Dawn z platformy.

Dawn: Czy ty jesteś normalny?! =.=

Wszyscy wzruszyli ramionami, bowiem nie przepadali za Dawn. Tylko Sierra była zła, ale biegła dalej. Dodatkowo to ona była na samym krańcu.

[Zwierzenie] Brick: Nawet mi się to spodobało. Dawn to tylko taka “fascynująca” istotka, która przewiduje aury i kocha naturę. Niech ma za swoje.

[Zwierzenie] Dawn: Typowy debil… Wie, że nie wygra wyzwania, to próbuje sabotować. Nienawidzę takich ludzi. Jego eliminacji jestem bardziej pewna niż tego, że Sierra nagle zrezygnuje dla Cody’ego. Ja jej coś już powiedziałam na ten temat. Niech sobie z rezygnacją poczeka. Nie będzie mi jej szkoda, to tylko gra. >_>

Blaineley przyspiesza sprzęt. Po kilku “rundach” Samey również odpada z wyzwania.

[Zwierzenie] Samey: Strasznie mi się kręciło w głowie…

Amy źle czuła się z tym, że jej siostra nie bierze już udziału w walce o nietykalność.

Kathy: Dobrze, że tutaj nie ma takich przeszkód, jak Szef rzucający w nas różnymi rzeczami.

Blaineley: Na razie nie.

Kathy: Uff? ._.

Bridgette: Huh? Po co miałby w nas rzucać?

Nagle Brick wyjął z kieszeni obsmarkaną chusteczkę i rzucił “pod wiatr”. Ta trafiła na twarz Bridgette i dziewczyna spadła z platformy. Brick podle się uśmiechnął, ale ukrywał, że tego nie zrobił.

[Zwierzenie] Brick: Po to miałby w nas rzucać ^^

[Zwierzenie] Bridgette: Jestem trochę zdezorientowana. Co się stało?

Bridgette dziwnie spoglądała na wszystkich, ale Blaineley od razu kazała jej usiąść na miejscu.

[Zwierzenie] Bridgette: Mam dziwne przeczucie, że to Brick rzucił tę chusteczkę. Z wielką przyjemnością popatrzę czy będzie próbował sabotować kogoś innego.

[Zwierzenie] Dave: Tak łatwo można stracić ten immunitet… Cholera, ja nawet nie jestem sprawny fizycznie. ;c

Dave nagle upadł tyłkiem na ziemię. Sky była tym faktem wyjątkowo przerażona. Brick miał już coś zrobić, aby Sky odleciała z wyzwania, ale dostrzegł wyjątkowo czujny i “zabójczy” wzrok Bridgette.

Bridgette: A tylko spróbuj…

Brick: Co mam spróbować?

Nagle z tyłu rzucił szyszkę, którą oberwała Kathy, powodując jej spadek z platformy.

[Zwierzenie] Brick: A mogła jednak pójść ze mną na ten sojusz. Nie chciała, to ma teraz za swoje.

Kathy usiadła obok Bridgette i obie zaczęły rozmawiać na temat tego, jak odpadły z wyzwania.

Kathy: Czy nie masz takiego wrażenia, że ktoś w ciebie czymś rzucił?

Bridgette: Wydaje mi się, że tak. Nagle na mnie spadła chusteczka i spadłam z tej platformy. Czuję, że Brick rzuca w nas wszystkich.

Kathy: Będziemy musiały się mu przyjrzeć.

Kathy i Bridgette obserwują cały czas Bricka. Pozostali uczestnicy, którzy byli na kołowrotku, nie zamierzali zwalniać tempa. Blaineley też czuła to po sobie, dlatego zawołała Szefa i pomyślała nad następnym utrudnieniem. Nieco znużona Jocelyn nagle odpadła z wyzwania.

Jocelyn: Wow… To już się robiło powoli męczące. xD

Brick: Tak jak patrzenie na ciebie.

Jocelyn stanęła blisko Bricka i wytrzeszczyła na niego wzrok. Ten tylko ją kopnął w twarz.

[Zwierzenie] Jocelyn: Ała. Cholera jasna! >:(

[Zwierzenie] Brick: Wywłoka… Jeśli zwycięzca będzie wybierał, kto wyleci, zamiast eliminować Dawn, lepiej będzie pozbyć się jej. Na pewno nie powróci dwa razy, a przynajmniej nie, kiedy to ja zacznę tutaj dominować! >:)

Na kołowrotku biegało już tylko dziewięciu zawodników. Połowa spoglądała na swoich faworytów. Najlepiej sobie radzili Dakota i Brick, w sumie… to nie można jednoznacznie tego stwierdzić. Każdy z nich już biegał tak od godziny, co zaskoczyło Blaineley, a nawet Szefa.

Szef: Niedługo ktoś z nich pobije mój rekord.

Blaineley: A jaki on był?

Szef: Jeszcze godzina i czterdzieści dwie minuty.

Aisha nagle odskoczyła z kołowrotka.

Aisha: Nie dam rady. Bardzo was przepraszam…

Usiadła na trybunach, gdzie rozłożyła ręce i patrzyła na Dakotę, która z “wrednym” uśmieszkiem na twarzy spoglądała na Blaineley.

Amy: Nie chciałabym być wredna, ale spadnijcie wreszcie. xD

Nagle obok siebie widzi szyszkę, ale robi unik i nadal biega.

Amy: Zaraz, co to było?

Heath: Znak, że miałaś się zamknąć wreszcie? xD

Amy: Ciesz się, że ja nie mam niczego, żebym mogła rzucić w ciebie. -.-

Heath: To nie byłem ja! >:(

Amy: A kto inny?

[Zwierzenie] Heath: Ona uważa się za życzliwą osobę? Proszę was, w rzeczywistości jest chyba wredniejsza nawet od Bricka, tylko nie widzi przez pryzmat swojego rozłechtanego ego. Przy niej można zwariować.

Nagle więcej szyszek leciało w stronę Amy. Bridgette i Kathy wreszcie wyczuły odpowiedni moment, aby wyjść z trybun i podejść do prowadzących.

Kathy: Przepraszam.

Szef: Słucham, kruszynko?

Kathy wyszeptała mu do ucha, co zaobserwowała razem z Bridgette.

Kathy <szept>: Byłaby taka możliwość, aby zwrócić uwagę na Bricka? Moim zdaniem rzuca cały czas szyszkami lub chusteczkami w pozostałych.

Szef <szept>: Widzę. Jestem pewien, że na pewno nie wyrzuci pozostałych dzieciaków. Kiedy zostanie tylko on i ktoś inny, specjalnie go zdyskwalifikuję.

Kathy <szept>: O, brzmi całkiem uczciwie.

Amy przesunęła się bliżej Dakoty, odsunąwszy upadającego już Tylera.

Dakota: Mogłabyś pójść na swoją połowę?

Amy: Tyle, że ktoś tam bez przerwy rzuca szyszkami.

Heath: To nie nasz problem, że ktoś w ciebie rzuca szyszkami.

Dawid nieciekawie spogląda na Szefa Hatcheta. Nagle ten się uśmiecha i przyspiesza jeszcze bardziej. Od tej chwili wyglądało to jak bieżnia elektryczna, która była tak szybka jak człowiek podczas maratonu.

Lightning: Lightning uwielbia to wyzwanie! :D

[Zwierzenie] Sky: Aż mi się przypomina jeden maraton, kiedy z siostrą razem zajęłyśmy czwarte miejsce ^^

[Zwierzenie] Lightning: Bieganie to ulubiona rzecz u Lightninga zaraz po SuperBowlu. A co tak nie zachęca do sportu, jak adrenalina i wysiłek fizyczny? Lightning musi sha-pokazać z najlepszej strony :D

Lightning i Sky starają się z całych sił, aby wygrać, podobnie jak pozostali. Szef czuje się już znudzony stałą rywalizacją. Od dwudziestu minut nikt jeszcze nie opuścił kołowrotka oprócz wcześniejszych już wyeliminowanych. Chris dołączył do obserwowania zadania z kubkiem kawy. Blaineley szybko od razu wzięła od niego kawę i zaczęła ją pić.

Blaineley: Dzięki, że ją zrobiłeś, McLame.

Spojrzała na niego z szyderczym uśmieszkiem. Niezadowolony z tego powodu poszedł po jeszcze jedną. Obszedł dookoła pole wyzwania i nagle rzucił w Amy szyszką.

Amy: Ała! Znowu dostałam! :/

Nagle upadła tyłkiem na ziemię, ku uciesze Bricka i Chrisa McLean’a. Do prowadzącego znowu ktoś zaczął wydzwaniać, więc od razu odebrał telefon.

Chris: Tak, słucham?

<Telefon> Annie: Ja ci dam słucham! Program jest nadawany na żywo i wszyscy widzą, co robisz! Moim zdaniem to było żałosne.

Chris miał zamiar się rozłączyć, ale następne zdanie doprowadziło go do niemałego szaleństwa.

<Telefon> Annie: Idę to powiedzieć Blaineley i Szefowi, aby na ciebie zwrócili jakąś szczególną uwagę. Nie ma specjalnej faworyzacji przez personel programu. Doskonale o tym wiesz, podpisując papiery.

<Telefon> Chris: Ale się powtarzasz… -.-

Chris się rozłącza, po czym Blaineley i Szef Hatchet cały czas spoglądają na kolegę po fachu.

Blaineley: Co ty wyrabiasz, Chris?

Chris: Mama do mnie dzwoni.

Wzrusza ramionami. Telefon znowu do niego dzwoni. Chris szybko się rozłącza, a następnie wyłącza swój telefon.

[Zwierzenie] Chris: Ona próbuje ze mnie zrobić wariata? Ja dodaję tylko klimatu do tego show! Jest za nudno!

[Zwierzenie] Dakota: Słyszałam tę rozmowę. Świetnie szanuje swoją mamę, jeśli jej mówi, że się “powtarza”. Nie chcę wyjść na wiecznie dociekliwą, ale z kim on tak gawędził?

Nikt nie spadł od dziesięciu minut. Szef i Blaineley obmyślali, jak sprawić, aby zaczęło spadać więcej osób. Po chwili ktoś sam dołącza do przegranych z wycieńczenia. Dawid również upadł na ziemię, tak samo jak Amy.

Dakota: Twarde lądowanie… xD

Dawid: Nawet nie wiesz jak, heheh. ;p

Przybili żółwika i wtedy każdy był pewny, że Dakota podzieli jego los, ale… utrzymała się dziewczyna, przez co każdy był pod wrażeniem, a Brick znowu bacznie ją obserwował.

[Zwierzenie] Brick: Ona jest za dobra w tym wyzwaniu -_-

[Zwierzenie] Heath: Pierwszy raz udało mi się w czymś tak długo utrzymać, wow. Robię postępy. ;u;

Nie ma nic bardziej interesującego niż sześciu uczestników, którzy przez dłuższy czas będą walczyli ze sobą o nagrodę główną, aktualnie biegają jak szaleni. Minęła już godzina i czterdzieści pięć minut, a niektórzy czują się wyjątkowo znużeni siedzeniem na trybunach po swoim morderczym wysiłku oraz spoglądaniem, kto z nich odpadnie następny. Niektórzy jednak żartują sobie z wyzwania, na przykład Lindsay, która nagle wstała.

Lindsay: Witajcie! Jestem Lindsay, a przed wami zmagania najlepszej szóstki w bieganiu po nic!

Blaineley słyszała doskonale blondynę i jej występ nie przypadł specjalnie prowadzącej do gustu.

Blaineley: Przestań się wydurniać, Lindsay. Przypominam, że to ty poległaś jako pierwsza już w pierwszej sekundzie!

Lindsay kontynuowała kabaret.

Lindsay: Wszyscy wiemy, jakie skomplikowane jest to zadanie. Po prostu biega się w kółko.

Dakota i Sky zaczęły się śmiać.

Lindsay: Ale to przecież utrzymanie się na nim jak najdalej pozwala zdobyć dzisiaj niezwyciężoność. Nawet, jeśli postawimy cyrkową małpę, to któraś z nich mogłaby przezwyciężyć Wielką Szóstkę? Na przykład tego fana robotyki, do którego zaraz podejdziemy?

Lindsay schodzi z trybun. Jej występ zaczął się podobać Szefowi, dlatego usiadł i pozwolił jej, aby przez chwilę skradła błysk fleszy.

Blaineley: Szefie? Szefie? Musimy coś z nią zrobić.

Szef spogląda zadowolony na Lindsay.

Szef: Dajmy jej trochę zaszaleć. Ona na pierwszym planie pozwoli nam prędko zakończyć to wyzwanie. B)

Blaineley: Tak myślisz?

Blaineley wzrusza ramionami. Urocza i namiętna blondynka podchodzi do Heatha, i spogląda na swojego dawnego wybranka - Heatha.

Lindsay: Cześć, Heath. :D

Heath nieciekawie spogląda na blondynkę. Widać, że jej wygląd nie za bardzo go przyciąga.

Heath: Co chciałaś? -_-

Lindsay: Powiedz. Komu najbardziej kibicujesz w Wielkiej Szóstce? Ja Baymaxowi :D

Heath: A teraz ty mi powiedz, misiu, co to w ogóle ma wspólnego z tym wyzwaniem? XD

Heath zaczął śmiać się z Lindsay. Ta tylko zrobiła hair backflip, swoimi włosami przez chwilę oślepiła Heatha, aż w końcu ten spadł z platformy i odpadł. Wściekły zagryzł prawą górną wargę.

[Zwierzenie] Heath: Lindsay mnie strasznie denerwuje… Ona chyba nie widzi swojej głupoty, prawda? Na to wygląda.

Pozostała piątka nadal utrzymywała się na belce, aż Lindsay nie kontynuowała swojego teatrzyku. Szef pocieszał Blaineley.

Szef: Spokojnie, pewnie sama będzie wybierała, kto ma spaść.

Lindsay stanęła obok belki i zaczęła rozmowę z biegnącymi uczestnikami.

Lindsay: Gdybyście mieli wybrać jakiekolwiek miasto w Europie, do którego chcielibyście tak biegnąć, o jakim myślicie?

Dakota: Mediolan albo Paryż <333

Lightning: Monachium będzie sha-kozackie ^^

Sky: Paryż? W sumie fajnie byłoby sobie pozwiedzać jakieś państwo - zawsze mi przychodzą do głowy Berlin lub Paryż… :p

Sierra: CZY KTOŚ TU POWIEDZIAŁ PARYŻ?! MIASTO MIŁOŚCI?! <3

Zaczęła skakać z radości. Sierra nie była drobna, więc gdy skakała, nagle “usiadła z całej siły” tyłkiem na belce, powodując upadek Dakoty i Lightninga. Brick oraz Sky jako jedyni pozostali na elektronicznej belce, gdzie zaczęli biec jeszcze szybciej. Szef Hatchet był bardzo zaskoczony obrotem spraw i spoglądał na pozostałą dwójkę, ale najpierw zakończył rozmowę z Blaineley.

Szef: I widzisz? Blondyna dała radę. :D

Wyjął megafon.

Szef: Gratuluję wam z okazji pozostania ostatnimi członkami na ruchliwej belce!

Megafon był tak głośny, że Sky w porę zatknęła uszy, natomiast Brick nie i chwilę potem on również znalazł się na dole. Sky biegła zadowolona dalej i zdziwiła się, że oprócz niej nikogo nie ma. Szef szybko wyłączył ruchomą belkę, a Sky wreszcie mogła złapać oddech. Zadowolona zeskoczyła z niej i podeszła do Dave’a, aby mu powiedzieć o swojej wygranej. Zadowolona była jeszcze bardziej ruchliwa, niż podczas biegania.

Samey: Wyglądasz, jakbyś była na środkach dopingujących… xD

Sky: Nie, po prostu mnie rozpiera tak euforia. Długo trzymałam oddech.

Wzięła głęboki oddech.

Sky: Aż w końcu pokonałam Bricka i zdobyłam swój wymarzony immunitet. :D

Bridgette: Zasłużyłaś w 100% ^^

Lindsay: Byłaś niesamowita! C:

Sky: Dziękuję.

Ukłoniła się do pozostałych zawodników, którzy triumfowali podobnie jak ona. Głównie z tego powodu, że to Brick stracił nietykalność.

[Zwierzenie] Brick: Byłoby ciekawie, gdyby Sky nagle dołączyła do swojego kumpla finalisty >:)

Blaineley podeszła, aby pogratulować Sky osobiście.

Blaineley: Brawo Sky. Mimo, że nie zdołałaś pobić rekordu Szefa Hatcheta, z wielkim szacunkiem dzisiaj zdobywasz absolutną niezwyciężoność! Uwaga uwaga, bo z tym wiąże się coś specjalnego! Sky będzie miała prawo wyboru, kto dziś opuści program! Bez ceremonii, bez żadnego głosowania, ja wiem, że to wyzwanie było naprawdę wyczerpujące i podziwiam Sky z całego serca. Ja to chyba nie dałabym tutaj ani minuty dla siebie.

Lindsay: A mnie ile byś dała? Chodź, Owen!

Lindsay zaprosiła Owena do na belkę. Szef dla żartu uruchomił ją ponownie, a Lindsay i Owen trzymali się wzajemnie za barki i tańczyli kankana na platformie do biegania. Nawet ta chwytliwa melodia została puszczona przez Szefa.

Szef: Super dzień dzisiaj :D

[Zwierzenie] Kathy: Będzie jeszcze lepszy, bo odpada Brick :DDDD

[Zwierzenie] Sky: Wygrałam i mam prawo wyboru zadecydować, kto odpadnie? Wybór wydaje się więcej niż oczywisty - zwłaszcza tak chciałabym zadedykować, jak wygląda sportowa postawa.

Bridgette: Właśnie. Wiecie, że Brick oszukiwał w dzisiejszym wyzwaniu?

Brick: CHYBA SOBIE ŻARTUJESZ?! XDDDDDD

Bridgette: Właśnie tak. Niby skąd ta chusteczka do nosa, szyszki spadające wprost obok Amy albo inne “owoce lasu”, które spadały nam na głowę z wyjątkiem twojej?

Brick: Nie. Po prostu jestem taką świruską jak Dawn i kontroluję pogodę. Czy tobie znowu się włączył mood tej całującej słup kretynki, która spadła z dachu na głowę i całowała na oczach wszystkich Aleja…

Nie dokończył, ponieważ Lindsay rzuciła w niego jarzębinami.

Brick: AŁA! >:(

Lindsay: My też możemy być tacy wredni! >:(

Amy: Dokładnie.

Brick machnął na nich rękoma, zepchnął Owena i Lindsay z belki, wziął gruby patyk i naparzał w drzewo z całej siły. Szef od razu wziął dzieciaka, zabrał z rąk patyk i dał do zrozumienia Brick’owi w ten sposób, że nie on tutaj rządzi. Sytuacja się powtarzała niczym z czwartego odcinka Zemsty Wyspy. Brick klęka, wrzeszczy wniebogłosy, a na koniec płacze. Wszyscy strzelają facepalma albo się śmieją, jak Amy lub Dakota.

Amy: Z jakiego powodu on ryczy? XD

Dakota: Niech wejdzie w moją skórę. Ja byłam zmutowana. :’)

Amy: Szkoda, że on nie może.

Brick: SZKODA, ŻEŚ TY NIE MOGŁA UMRZEĆ.

Rzucił w nich wielkim badylem, ale one uniknęły rzutu. Brick powrócił do płakania.

Jesteśmy już na ceremonii eliminacji, gdzie Sky stoi obok prowadzących, a Chris nadal rozmawia przez telefon.

<Telefon> Chris: Jak to grozi mi pozew? Nie możesz zmniejszyć tej kary?

<Telefon> Annie: Zapomnij, McLean. Wiem, na jakie sztuczki ciebie stać, więc za to nie ma opcji, żebyś kiedykolwiek prowadził ten program!

<Telefon> Chris: Daj mi to naprawić!

<Telefon> Annie: Bo tobie zaufam, McLame… XD

Rozłącza się. Chris jest zmierzły i nie ma ochoty z nikim rozmawiać.

Chris: Zrobicie ceremonię beze mnie?

Blaineley: Ooo, jak cudownie. ^_^

Chris pokazał jej środkowego palca. Ta tylko zmarszczyła brwi.

Blaineley: Też cię kochamy, McLean.

Zwróciła się do uczestników.

Blaineley: Moi drodzy, dzisiaj Sky będzie decydowała, kto opuści program. Nie będę się rozpędzała z “przemowami”, oddaję jej głos.

Sky uśmiechnęła się do wszystkich.

Sky: Cieszę się, że mogłam wygrać to wyzwanie. Jako olimpijka to wielki krok, aby dostrzegła mnie telewizja. Mogę w ten sposób ukazać swój wielki talent w różnych dziedzinach sportowych. Udowodnię, że jeśli ktoś ma swoje pasje, warto je rozwijać. Dla niektórych jest to malowanie, dla niektórych śpiewanie albo aktorstwo. Odebranie szans jednemu z was na wygraną trochę mnie martwi, a nawet szokuje. Sugeruję się tylko swoją opinią oraz “dobrem ogółu”. Myślę, że nie będzie problemu, jeśli zrobię ceremonię?

Spogląda na Blaineley i Szefa Hatcheta. Ci od razu się odsuwają z uśmiechem na twarzy.

Sky: Fajnie. Wymienię teraz bezpieczne osoby, zostawiając najgorszą trójkę: ja, Aisha, Dave, Kathy, Lindsay, Dakota, Sam, Dawid, Sammy, Lightning, Bridgette, Amy, Jocelyn, Owen, Sierra i Tyler.

Szef zaczyna od razu rzucać pianki wszystkim z wyjątkiem Bricka, Dawn oraz Heatha.

Sky: Mamy w ten sposób zagrożoną trójkę i nie ukrywam, że nasze relacje są złe. Brick - wszyscy wiemy, czego po tobie się można spodziewać, a jeszcze się dowiedziałam, że stoisz za wypadkiem Shawna.

Brick: Heath mi kazał.

Heath: Tak, jasne. XDDDD

Zaczął się śmiać.

Heath: Co za idiota. Nie mogę na niego patrzeć. XDDD

Sky dziwnie spojrzała się na Heatha.

Sky: Dawn - uważasz się za księżniczkę i traktujesz nas jako twoich służących, a w rzeczywistości jesteś opryskliwą, pogardliwą i zarozumiałą snobką, która wiecznie robi o wszystko problem.

Dawn sarkastycznie kiwnęła głową na tak.

Dawn: Chyba mnie ze sobą pomyliłaś. xD

Sky: Co to, to nie! Nie życzę sobie takich komentarzy na mój temat!

Dawn umilkła.

Sky: Jak można być tak bezczelną i zadufaną w sobie osobą? Heath? Też ostatnio zacząłeś robić się jakoś zrzędliwy, a dodatkowo wszystkich unikasz, kiedy jest tylko taka okazja.

[Zwierzenie] Heath: Czy to jest ta wierna przyjaciółka Lindsay? Niedoszła, ale za to wygimnastykowana Beth? ._.

Sky: Podjęłam bardzo ważną decyzję, której nie będę żałować. Program powinna bądź powinien opuścić…

...

...

...Brick.

Brick: DLACZEGO? T____T

Znowu zaczął płakać, co niektórych już drażniło.

Samey: Już mi głowa pęka od jego ryków… :c

Blaineley: Mnie też. Szefie?

Szef z szyderczym uśmieszkiem włączył Zraszacz Wstydu i wystrzelił Bricka poza rejon Phnom Peng, wprost na wyspę odkupienia. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Kiedy Sky usiadła obok Dave’a, Dawn cały czas spoglądała na nich.

[Zwierzenie] Dawn: Sky - mogę z ciebie czytać, jak z otwartej księgi. A skoro nie ma Bricka, czas spróbować przeciągnąć swój pobyt kosztem słabszych zawodników albo iść w stronę wszystkich i być miłą. Tak właśnie zrobię.

Szef: Fałszywego żołnierzyka nie ma i dzięki temu uczestników zostało już osiemnastu! Jeszcze sporo się może wydarzyć, a uczestnicy (w tym my) możemy odetchnąć z ulgą. Jakie wyzwanie będzie czekać na uczestników? Czy ktoś narazi się pozostałym oraz dołączy do przegranych na wyspie odkupienia? Czy powinniśmy zdyskwalifikować tamtego kadecika? Odpowiedzi na to pytanie tradycyjnie w Odkupieniu Totalnej Porażki: Przygodzie w Dzikiej Kambodży!

Zaciemnienie.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.