FANDOM


TDRCambodia(20)

Blaineley: Ostatnio w Odkupieniu Totalnej Porażki: Przygodzie w Dzikiej Kambodży mieliśmy do czynienia z podwójnym głosowaniem. Telewidzowie (czyli wy) mieliście prawo wyznaczyć jednego zawodnika, którego spotka wycieczka na wyspę odkupienia. Po wybraniu Dawn, na jej miejsce szybko “znaleźliśmy zastępczynię”, to znaczy Aisha'y się nie spodobały wyniki głosowania i musiała odreagować, robiąc perfidny plan przeciwko Samey. Jej strategia się powiodła. W grze pozostała szczęśliwa dwunastka. Strach będzie myśleć, co dzisiaj czeka zawodników. Macie swoich faworytów? Kibicujcie im w tym programie! Tak, w tym programie, bo nie mam jakoś ochoty na powtarzanie tytułu dwa razy.

*Czołówka*

Zanim przejdziemy do finałowej dwunastki, warto porozmawiać sobie o zawodnikach na wyspie odkupienia. Na tej wyspie cały czas byli ze sobą Dave i Sky. Po Dave’ie widać było cienie pod oczyma, co sugerowało na to, że chłopak raczej nie za dobrze zniósł eliminację.

[Zwierzenie] Sky: Przez cztery dni nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. To jest naprawdę dziwne, przynajmniej mogę podziękować producentom, że pozwolili się zwierzać osobom wyeliminowanym. Naprawdę, mogłam przynajmniej mieć ten czas wolny dla siebie. To tylko kwestia czasu, zanim ktoś tu dotrze. Szef mówił coś o Amy i jej rezygnacji z walki o powrót. Wow, pewnie sporo musiało się tam wydarzyć.

[Zwierzenie] Dave: Nadal jestem zły na siebie, że tak łatwo dałem się ponieść emocjom. Dodatkowo Sky już odpadła, więc trochę mi smutno, że chociaż ona nie zaszła dalej. Jeśli myślicie, że ją ignoruję, przysiągłem sobie na słowo honoru, że nie odezwę się do niej pierwszy. Chociaż, jak tak się zastanowić… *podrapał się po głowie* ...ten pomysł jest idiotyczny.

Dave: Sky. Chciałabyś porozmawiać?

Sky: Jasne, Dave.

[Zwierzenie] Sky: Cztery dni. Dziewięćdziesiąt sześć godzin. I ileś tam minut, nie mam ochoty tego liczyć, nie jestem za dobra z algebry. xD

Dave i Sky siedzieli sobie koło tafli wody.

Dave: Strasznie mi brakowało ciebie na wyspie. Myślałem, że dostanę szału.

Sky: Wszędzie brakowało mnie tutaj? Naprawdę chciałeś, żebym przegrała?

Dave: Szczerze?

Sky poczuła się nieco urażona słowami Dave’a.

Dave: No nie, nie pozwolę ci się tak łatwo obrazić, aby po przyjściu do tego programu znów ciebie stracić na dość sługo. -.-

Sky: Dobrze, wychodzi na razie z tego jeden wielki bałagan. Może da radę jakoś to ogarnąć, tylko na razie poczekajmy z tym. Najlepiej, abyś zaczął od początku.

Dave: Mam teraz mętlik w głowie. -_-

Sky: Powiem ci szczerze, że od tego bełkotu też mi się urwał wątek. xD

Dave zmarszczył brwi.

Sky: Oj, rozchmurz się, Dave. Nie poprawi ci humoru nawet mały dowcip?

Dave: Znam lepszy kawał. Zgaduję, że wyleciałaś już przez Lightninga? :)

Sky: Nie. Przez Heath’a, bo kiedyś próbowałam go wyeliminować. Jeśli mam być szczera, nie spodziewałam się tego. Mimo wszystko szkoda, bo mogłabym naprawić trochę skomplikowane relacje i załagodzić sprawę z Lightning’iem.

Dave: Pozwać go o alimenty zapewne. XD

Dave i Sky zaczęli się śmiać.

Sky: Widzisz? Od razu poprawiłam ci nastrój. Co do tego “brakowało mi ciebie na tej wyspie”, miałeś na myśli, że za mną tęsknisz?

Dave: Tak. Nawet bardzo. :/

Sky: Powiem ci, że to było nawet całkiem miłe. :)

Dave i Sky uśmiechnęli się do siebie, ale ich miłosne zapędy przerwał “niespodziewany” gość. Łódka, którą płynęła Dawn, specjalnie ochlapała parę.

Warwick: Oops. Dzisiaj mi jakoś nie idzie to cumowanie do łodzi. xD

Dave skierował wzrok na Dawn i od razu się zirytował.

Dave: O, znowu ona. -_-

Sky: Mnie bardziej cieszy to, że właśnie została wyeliminowana. Koniec intryg. Pozostaje ona kontra my. Na pewno nas nie pokona!

Łódka podpłynęła bliżej tak, aby Dawn spokojnie przedostała się na jej strefę. Po chwili blondyna usiadła koło Dave’a i Sky.

Dawn: Wyczuwam między wami wyjątkowo napiętą atmosferę. Wasze emocje potęgują wulkan uczuć. Gdy wybuchnie, nie da się go powstrzymać. Tą lawiną nieszczęść udowodnicie, że nie zasługujecie na siebie i…

Dave: Boże, a ta dalej ciągnie swoje perypetie “jasnowidzenia”, odkąd pierwszy raz zjawiła się na wyspie. Daj człowiekowi żyć albo najlepiej zrezygnuj, tak jak Amy. -.-

Dawn bezczelnie się do niego uśmiecha. W obronie chłopaka staje Sky.

Sky: Dave ma rację. Przestań zachowywać się jak nawiedzona oraz powiedz normalnie, o co ci chodzi.

Dawn: Milion chcę. Na zwierzątka. Na florę i faunę. Trudno ci to tak skumać w tym ptasim móżdżku, pseudo-olimpijko?

[Zwierzenie] Sky: Dawn ma to do siebie, że potrafi zepsuć przyjemność z każdej chwili. Nie ukrywam, że się trochę przygotowywałam do wyzwań umożliwiających powrót, jednak obecność Dawn sprawiła, że zapomniałam nawet, co powinnam dopracować.

Podpływa następna łódka, z której wychodzi Samey.

Samey: Cześć ludzie, co tam u was słychać?

Dawn śmieje się, widząc obecność Samey wśród przegranych.

Dawn: Niech zgadnę, ma to związek z Amy i cię przegłosowali?

Samey: A, ty zostałaś moim doradcą prawnym? Przepraszam, nie zatrudniałam kogoś takiego. A jeśli tak, proszę o wymianę.

Zepchnęła Dawn ze skały i usiadła na jej miejsce.

Samey: Opowiedzcie mi, co tam u was słychać?

Sky: W porządku. Dziwi mnie, że nie było wyzwania.

Samey: Zaraz, gdzie jest Amy?

Zeskoczyła ze skały i zaczęła zwiedzać małą wysepkę.

Dave: Nie ma jej tutaj.

Samey: Odpadła?! :o

Sky: Wiesz, Sammy, ona nawet tutaj nie postawiła kroku. Od razu zrezygnowała z walki o powrót.

Samey spuściła głowę w dół. Dawn wróciła jeszcze raz na swoje miejsce.

Dawn: Zrządzenie losu. Teraz tylko czekać na to, żeby się ciebie wyparła.

Samey jeszcze raz zrzuca Dawn ze skały.

Samey: Sorry, ja tu sobie zaklepałam miejsce.

Dawn: Wcale nie. >:(

Naburmuszona usiadła pod skałami.

Dawn: Chciałam wam powiedzieć tylko jedną rzecz. Przepraszam, że was boli prawda, ale tak to wygląda. Próbuję powiedzieć Samey, co ją czeka w przyszłości, bo tak się na to zapowiada. Powinna mnie posłuchać.

Dave: Może wrócą kiedyś do obrzędu, w którym czarownice palono na stosie?

Samey i Sky zaczęły się śmiać.

Dave: Dawn, czas na twoje bujdy minął. Samey…

Samey: Jestem Sammy… -.-

Dave: Mogłabyś mi opowiedzieć trochę więcej na temat programu? W sumie to ty zostałaś ostatnia wyeliminowana. Byłbym ci wdzięczny.

Samey: Hm, jedno zdanie - uwaga na Aishę. Jeśli jedno z nas mimo wszystko powróci, ona zrobi wszystko, abyśmy zostali wyeliminowani. Namówiła wszystkich, aby mnie przegłosować i tak też się stało. Po eliminacji Dawn to ona teraz stara się wszystkimi manipulować. Pomyśleć, że wcześniej grała dobrą, ale też była jedną z głównych ofiar Iris.

Dave: Jakiej Iris?

Samey strzela facepalma.

Dave: Za nic nie mogę sobie przypomnieć tej laski.

Samey: Najważniejsze, że znalazła się zastępczyni Dawn.

Dawn: O, jak miło, że porównujesz ją do mnie, jestem pod wrażeniem!

Zaczyna sarkastycznie bić brawa Samey.

Dawn: Och, Shamey. Czy ty kiedykolwiek przestaniesz się pogrążać? Powinnaś się cieszyć, że ten program ma sporą oglądalność ze względu na takie osobowości jak my. Ludzie chcą oglądać taktykę, zdrady, a nie jakieś łajzy o imieniu Samey i “o Boże, jak to moja siostra źle mnie traktuje!”.

Samey: Mogłabyś udawać, że chociaż żałujesz tego, co zrobiłaś.

Dawn: Zapomniałaś o jednym. Ja nigdy nie kłamię. Nawet, gdyby miało to przynieść mi wielkie zyski, nigdy nie kłamię.

Samey: Nie przyjmuję żadnych deklaracji z ust manipulatorki.

Dawn: O sobie mówisz i tego, jak ją otrułaś? Przypominam, że to ty jesteś bardziej obłudna od Amy. Ty nawet nie masz wyrzutów sumienia, że mogłaś ją zabić. :)

Na wyspie znajduje się już Blaineley w niebieskiej sukience.

Blaineley: Znajdę tę osobę, która zafarbowała moje pranie z ubraniami Dona i zamorduję. Wyglądam jak Jessica XXI wieku. Mam za to dla was dobrą wiadomość. Wasze wyzwanie to współpraca. Ze względu na to, kto kiedy wyleciał, Dave będzie w parze ze Sky, a Samey z Dawn.

[Zwierzenie] Dawn: Współpraca i Samey to zdecydowanie wykluczające się definicje. Jedynym zdaniem, w którym mogę zastosować przedmiot o imieniu “Samey” i termin “współpraca”, będzie brzmieć następująco: “Z czymś takim jak Samey NIE DA SIĘ WSPÓŁPRACOWAĆ!!!”.

[Zwierzenie] Samey: Dawn a współpraca. Wybierz jedno.

[Zwierzenie] Sky: Dobrze, że z Dave’m, a nie z bydlęciem o imieniu Dawn.

[Zwierzenie] Dave: Rozwalę wszystkich z pomocą Sky! Czuję, że żyję! <3

Blaineley: Waszym zadaniem będzie ułożenie puzzli. Niosą one ukryte hasło, dlatego jedna osoba będzie musiała zapamiętać jak najwięcej symboli z tablicy, następnie przekazać sojusznikowi, a ten z kolei będzie podchodzić do sojusznika i pomagać mu w ułożeniu układanki. Jeśli wasze hasło zostanie uznane za prawidłowe, dostaniecie jeden puzzel. Rozumiemy się? Macie chwilkę na obgadanie swoich ról.

Samey spogląda na układankę.

Samey: Widzę tylko piętnaście fragmentów.

Dawn: Gratuluję odkrycia programu. Chcesz wyjechać z głupszym tekstem, niż tym, który zaprezentowałaś przed chwilą? xD

Blaineley: Take a chill pill, złotko.

Dawn: Jako prowadząca nie powinnaś wpływać na rezultat naszej pracy.

[Zwierzenie] Dawn: Jakakolwiek by nie była, nie mam ochoty przez nią wylecieć. ;-;

Samey i Sky będą dobiegały do puzzli, a Dawn i Dave układali.

[Zwierzenie] Samey: Widzę pierwszy ciąg symboli i sobie myślę: “Kurczę. Co znaczą słoń, młotek, szkło kontaktowe, petarda i baletnica?”.

Sky: Co to jest?

Blaineley: Dziesięć rebusów i pięć przysłowiowych symboli. Bez piętnastu fragmentów ani rusz, żeby dalej być na wyspie odkupienia.

Sky: Żartujesz sobie, prawda? :d

Blaineley: Z tego, że nadal jest szansa na powrót do programu i zaskoczenie wszystkich pozostałych uczestników? Jestem przekonana, że na pewno każdy z was chętnie znalazłby się ponownie w Phnom Peng i najchętniej pourywał łby niektórym zawodnikom, zwłaszcza tym, którzy doprowadzili do tego, że tutaj jesteście. ;)

Sky i Samey kurczowo przyglądają się rozwiązaniom. Dawn cały czas poganiała Samey, a Dave i Sky spokojnie podchodzili do rozwiązywania rebusów.

Dawn: Można pomóc uciśnionym w zgadywaniu?

Blaineley: Nie. Za chwilę ty będziesz uciśniona, jak nie będziesz wiedziała, gdzie dany puzzel.

[Zwierzenie] Dawn: Puzzle… A co my jesteśmy? Przedszkolaki? Kolejne trefne wyzwanie. Cóż, przynajmniej widać, że im brak pomysłów, więc zaczynają czerpać inspirację z Ryzykantów, u których puzzle to chleb powszedni.

[Zwierzenie] Sky: Dobrze, że to ja nie zgłosiłam się do układania, bo jeśli mam być szczera, ta część zajęłaby mi sporo czasu. Ja lubię działać szybko i zdecydowanie.

Sky skupiła się na łatwiejszej części, jaką były rebusy. Nie wymagały one zbyt dużego zastanowienia, dlatego bez problemu Sky oraz Dave mieli już sześć puzzli. To była celowa strategia, aby zdekoncentrować Samey. W jej głowie pojawił się jednak szaleńczy pomysł na przetrwanie. Usiadła na murawie oraz cały czas spoglądała na planszę z piętnastoma zagadkami. Oczywiście Dawn spoglądała na to, co wyczynia stereotypowo dobra siostra Amy.

Dawn: Oni mają już siedem puzzli! Nie będziesz sabotowała tego wyzwania! >:(

Samey: Przepraszam, ktoś coś mówił? A, przesłyszało mi się. ^^

Dawn zmarszczyła brwi i również usiadła. Sky poczuła się pewniejsza siebie i w ten sposób zgadła już wszystkie rebusy, jakie były dostępne. Dave również nie miał większych problemów z układaniem puzzli, a Dawn czuła na sobie wielką presję i była coraz bardziej rozgniewana na Samey. Ta nagle wstała i zaczęła mówić hasła jak najęta.

Samey: To będzie tak:

  • ”Będziesz tańczyć, jak Ci zagram”
  • ”Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”
  • ”Myszy tańcują, gdy kota nie czują”
  • ”Kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada”
  • nie wiem
  • trójkąt prostokątny
  • jogurt naturalny
  • eliminacja karna
  • droga bez powrotu
  • okres dojrzewania
  • koczowniczy tryb życia
  • hipokryzja prowadzi do obłędu
  • konflikt z prawem
  • bratobójcza rywalizacja
  • trzeci stopień usiłowania zabójstwa

Dawn nie mogła powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem. Po otrzymaniu puzzli dostała jeszcze od niej w głowę.

Samey: Może nauczysz się szacunku do innych?

Dawn: Oj, Shamey. Tylko ty wiesz, że to jest przestroga? Jej imię to A…

Samey: Ej, marsz mi układać te puzzle. W tej chwili! >:(

Dawn: Dobra, leszczu… Jeszcze jeden.

Samey podchodzi do planszy.

Samey: O, jeszcze jedno. “Dzisiaj bal, jutro żal”. Moje pytanie brzmi następująco - skąd pomysły na takie negatywne przysłowia?

Blaineley: Mam dzisiaj zły nastrój. Pewnie Sky też nie miałaby pozytywnych.

Sky: Hm, o ile zgadnę cokolwiek.

Dawn: Dobra, Samey. Dawaj puzzel. -.-

Samey niechętnie podała puzzle Dawn. Dziewczyna nie miała problemu z ułożeniem ich. Były wielkie, ale także było ich niewiele. Od razu ułożyła obrazek, który przedstawiał siostrę Samey, Amy.

Samey: Co tu jest grane? o.o

Dawn: Te hasła doskonale do niej pasują! ;o :D

[Zwierzenie] Samey: Zaczynam się o nią bać. -.-

Blaineley: Gratuluję wam, Dawn i Samey. Spisałyście się i zostajecie dalej na wyspie odkupienia. Co do Dave’a i Sky - życzę powodzenia w realnym życiu, niedługo tutaj będą Warwick i Anna Maria, którzy was zabiorą.

Dawn była zadowolona z tego, że będzie grać dalej, Samey niekoniecznie. Wydarzenia z niedawnego wyzwania sprawiły, że na jej twarzy zagościł jakiś grymas.

Samey: Blaineley, czemu tematyka tego wyzwania była poświęcona mojej siostrze?

Dawn: Kogo to obchodzi? Ma problem, tak samo jak ty. I w tym, i w drugim przypadku mnie to nie obchodzi. >_>

Dave: Wiesz co, Dawn? Weź taką życzliwą radę do serca. Jeśli nie masz nic mądrego do powiedzenia, najlepiej byłoby, abyś nic nie mówiła. Ciągle tylko prowokujesz każdego, a potem jesteś zdziwiona, że każdy ma cię dosyć. Nawet jak miałaś jeszcze resztki rozsądku, potrafiłaś się wtrącać ze swoimi aurami. Jeśli chciałaś przyjaciół, mogłaś być po prostu miła, a nie mówić, że ktoś “zwymiotował” na Dakotę albo mówić, kto jak się czuł w dzieciństwie. Aż dziwne, że tego nie wykorzystałaś, aby dominować nad nami. o.o

Nagle strzelił facepalma. Dawn się tylko uśmiechnęła.

Dawn: Dziękuję za twoją głupotę, Dave. Przyda mi się, jeśli pokonam gorszą Amy. ^^

Samey: Szczerze w to wątpię. :)

Dawn podeszła z szyderczym uśmiechem do Dave’a.

Dawn: Chciałabym ci powiedzieć, że jestem dumna z twojej głupoty. Mam nadzieję, że Jasmine i Shawn to oglądają, bo kiedy dowiedzą się, że to ty zleciłeś Shawn’owi, aby strącił brutalnie Jasmine z platformy. Porównałeś ją również do ZOMBIE. Szkoda, liczyłam na to, że to ty i Shawn będziecie razem. xD

Dave: Hm, a może ty od początku byłaś lesbijką i chciałaś wszystkim wpoić, jaka to ty musisz być idealna? Dziwi mnie to, że Dharma chce z tobą być. Sky mi wszystko powiedziała. xD

Dawn wypycha Dave’a do wody. Sky w odwecie robi to samo.

Sky: Jeśli umiesz wróżyć, powiedz, jak bardzo zimna jest ta woda! :D

Dawn: Lodowata… Cieszę się, że odpadłaś, ty dz-dz-dz…

Sky: Dobra, nara.

Podpływa Łódka Przegranych, która zabiera Dave’a i Sky.

Warwick: Pomyśleć, że stawiałem na przedwczesną eliminację Dave’a.

Anna Maria: Samey! Amy ciebie pozdrawia!

Samey: O, to fajnie! Ale użyłaś nieprawidłowej formy mojego imienia. Brzmi ono Sammy.

Anna Maria: Ale Amy była zmierzła, jak się dowiedziała, kto na nią głosował. xD

Łódka odpłynęła. Samey zmarszczyła brwi.

[Zwierzenie] Samey: Przecież mówiłam, że tego żałuję… :d. Nie musi się o to tak obrażać. W sumie - ona wyrządziła mi więcej zła niż ja tym głosowaniem na nią!

Blaineley: Na razie dam wam spokój. Muszę spojrzeć na pozostałych zawodników.

Blaineley opuściła wyspę odkupienia, a Dawn wreszcie wykaraskała się z wody. Samey tylko śmiała się z nieporadności dziewczyny.

Dawn: Czego tak ten wstrętny ryj szczerzysz? Jutro ty dołączysz do przegranych. ;-;

Samey: Sądziłam, że będziesz milsza po eliminacji. Ja ci się nie dam tak łatwo.

Dawn: W to wierzę. Krążą plotki, że ta producentka uwielbia twoją siostrę, a ciebie uważa za jedną z najgorszych zawodniczek w tym programie. >:)

[Zwierzenie] Dawn: Jak niszczyć, to na całego. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale mimo wszystko mam pomysł, aby załatwić sobie powrót do programu. Najbardziej mnie rozśmieszyło, że to Aisha wywaliła Shamey, więc myślę, iż desant przeciwko niej byłby super pomysłem. Resztę się zobaczy, kiedy zmarnuję reputację każdego pozostałego zawodnika. Kasa pójdzie na zwierzęta, na mnie i na Dharmę. >;3

Wróćmy do finałowej dwunastki. Aisha i Dawid są na ławce-huśtawce, gdzie Aisha cały czas tuli się do Dawida.

Aisha: Powiedz, jak długo już grasz w tej lidze? Chciałabym pewnego przyjść na twój występ i podziwiać waszą grupę. W zasadzie to niczego lepszego do roboty nie mam. xD

[Zwierzenie] Dawid: Jest ładna, miła i sympatyczna. Ale jak już raz mówiłem, mam za sobą parę nieudanych związków i nie chciałbym się za bardzo angażować w następny. Tylko jest jeden problem. Ja nie umiem odmawiać ani odrzucać. Stąd laski cały czas zrywały ze mną… Co jest trochę ciosem dla mnie. ._.

Dawid: Aisha, chciałbym być z tobą szczery.

Koło nich nagle usiadła Bridgette.

Bridgette: Widzę, że dogadujecie się ze sobą coraz bardziej. :D

Aisha: Na to wygląda! ^^

Po chwili schodzi z Dawida i siada, robiąc miejsce koleżance.

Aisha: Możesz usiąść koło nas. W niczym nam nie przeszkadzasz. ^_^

Bridgette skorzystała z propozycji i usiadła koło nich.

Bridgette: Jak długo już tak razem się bujacie?

Aisha: Od jakiejś godziny. Kto spogląda na czas, kiedy nie masz zegarka.

Dawid spogląda na swój zegarek.

Dawid: Minęło dwadzieścia minut, odkąd tu jestem. Aisha przyszła trochę później.

Aisha: Ale ty jesteś zabawny! *śmieje się, tak samo Bridgette*

[Zwierzenie] Dawid: Tak… To będzie trudniejsze, niż myślałem. -,-

Na obozie nie brakuje także wątków strategicznych. Błędne byłoby stwierdzenie, że na wyspie nie ma miejsca na taktyki. Takie rodzaju zagrywki przeprowadzał Heath, który zwerbował Tylera i Lightninga.

Heath: Słuchajcie, ziomki. Dobra wiadomość jest taka, że do pokonania nam zostało jeszcze tylko dziewięciu zawodników. Po pogrążeniu Sammy jestem coraz bardziej pewny, że mamy szansę na dotarcie jak najdalej.

Tyler: Hm, najważniejsze tylko, na kim dzisiaj się skupimy?

Heath: Wspominałeś coś o Bridgette, co nie? Ostatnio znowu była blisko wygranej. A skoro jest już wiadome, że trzyma z Lindsay i z Sam’em, teraz wywalimy Sama. Jest słaby, ale niekoniecznie przychylny do tego, aby z nami współpracować.

Lightning: Nie wiem. Ja tam go polubiłem. ;-;

Heath: A ja tam lubię, jak wszyscy się ze sobą dogadujemy. Jeśli nie masz lepszego zawodnika do wytypowania, musisz zagłosować tak jak my. Od czegoś ten sojusz istnieje.

[Zwierzenie] Lightning: Lightning nie przypuszczał, że głosowania będą coraz trudniejsze! Głupio jest wytypować jakiegokolwiek ziomka! Chyba wtedy, że Lightning’owi ktoś podpadnie. Lepiej, żeby Tyler stąd zniknął.

Tyler: Wiesz… Z tą strategią przypominasz mi Heather. Nawet masz imię takie samo jak ona.

[Zwierzenie] Heath: *facepalm*

Heath: Gdybym był Heather, zwyzywałbym wszystkich zawodników od najgorszych, obrzucił błotem i czytał cudze pamiętniki na cały świat.

[Zwierzenie] Heath: Aż dziwne, że ktoś mnie do niej dorównał. Ja to nawet nie dorastałbym jej do pięt. (please)

Chłopacy słyszą pukanie do drzwi. Był to Sam.

Heath: Co cię do nas sprowadza, kolego? ;)

Sam: Nic. Tak tylko przyszedłem kogoś poszukać do towarzystwa. xD

Tyler: Jest jeszcze Dawid. Obaj zawsze możecie porozmawiać o Dakocie. ;V

Sam: Aha… *wyszedł*

Lightning zaczął sarkastycznie bić brawa Tyler’owi.

Tyler: O co ci chodzi? Przecież jest na naszym celowniku do eliminacji. Dajmy mu się z tym zmierzyć. Zobaczy swoją ukochaną.

Lightning: A. Takie buty. Przynajmniej ty nie zobaczysz swojej. xD

Lightning zaczął śmiać się z nieporadności Tylera. To dotknęło chłopaka i to mocno.

[Zwierzenie] Tyler: Co za idiota z Lightninga… On ma się z czego cieszyć, bo ma tę szajbuskę Izzy. Mógłby chociaż mi pomóc odzyskać Lindsay, a nie. Nie to co Heath. On przynajmniej jest w porządku…

Blaineley tradycyjnie zwołuje wszystkich zawodników i nagle słyszy wybuch petardy. Zadowolony Don rzucał petardami gdzie popadnie, co sprawiło, że Blaineley zaczęła wydzierać się do mikrofonu.

Blaineley: DOOOON! URZĄDZĘ CIĘ TAK, ZE CIĘ WŁASNA MATKA NIE POZNA! >:(

Szef od razu wyciszył mikrofon. Aisha zaczęła się śmiać i w tym samym momencie Jocelyn podeszła do huśtawki, ganiąc dziewczynę.

Jocelyn: Śmieszy cię to, że Don płoszy zwierzęta? Swoją drogą strzelanie powinno być zakazane trzy tygodnie przed Nowym Rokiem.

Aisha: LOL. Ja się nie śmieję z tego, jak cierpią zwierzęta, ale ta Blaineley… xD.

[Zwierzenie] Aisha: Do tej pory pamiętam, jak ona się wydzierała na Brady’ego. To było przekomiczne, ha ha! XD

Aisha: A co ty taka poważna dzisiaj?

Jocelyn: Jeśli mam być szczera, jestem przeciwna strzelaniu fajerwerkami. Nawet w Sylwestra.

Aisha: Nie obraź się, sweetie, ale dlaczego zakładasz, że to petardy są przyczyną śmierci zwierząt? ;u;

Jocelyn: Ponieważ te od razu mogą umrzeć na zawał.

Aisha: Bo w Sylwestra nikt nie jedzie pociągiem czy autem albo w lesie nikt specjalnie nie strzela do zwierząt. xD

Jocelyn: Widzę, że ty nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji.

Aisha: Właśnie nie, bo bawisz się w następną Dawn… Ja mam ciebie dosyć. :d

Schodzi z huśtawki i idzie.

Jocelyn: A wy też mnie uważacie za Dawn?

Bridgette: Wiesz. Aisha ma pewnie “te dni”.

[Zwierzenie] Jocelyn: Coś długo jej te dni się ciągną. Błagam. Problem natury medycznej to nie fakt, aby się tym usprawiedliwiać przez cały czas. Jeśli chodzi Aishę, czyżby miała okres przez cały miesiąc? xD

Jocelyn: Powiem ci tak, Bridgette. Odnośnie miesiączki to nie możesz mieć jej dosłownie przez trzydzieści dni. Ona już się tak zachowuje od dłuższego czasu.

Bridgette: Sugerujesz, żebyśmy współpracowały w celu jej eliminacji?

Jocelyn: Ym… Nie. Tylko uważam, że Aishy coraz bardziej odwala. Punktem zwrotnym było to, że nawet widzowie chcieli ją wyrzucić z gry.

Bridgette: Zastanawia mnie jedno. Dlaczego głosowaliby na Owena?

Jocelyn: Tego nawet Dawn nie potrafiłaby wyjaśnić.

Bridgette: W sumie racja.

[Zwierzenie] Jocelyn: Nie, żebym nagle polubiła Dawn i stała się jej wielką fanką po eliminacji. Ale skoro miała “doświadczenie” w gadaniu o przeszłości zawodników, mogłaby powiedzieć coś więcej na temat jej dziwnego zachowania. Dobra, nie mam ochoty sobie nią zadręczać głowy. Zobaczymy, co takiego zrobi dzisiaj. Gratulacje, Jocelyn. Zaprzeczyłaś samej sobie!

Blaineley jeszcze raz wzywa zawodników. Ci tylko widzą Dona związanego bandażami od stóp do głów i Szefa, który go trzyma.

Aisha: *wybucha śmiechem*

Jocelyn: Znowu się śmiejesz?

Aisha: Mam dzisiaj niesamowicie dobry humor! XDDDD

Blaineley: Mam to w nosie. Za to ja czuję się tragicznie, widząc to, co robił Don. Dobra, dzisiejsze wyzwanie to “Petardy odwołane”.

Heath: W sensie, że tak?

Wyjął petardę i strzelił pod nogi Blaineley.

Blaineley: Skąd to masz? >:(

Heath: Meh, rodzice mi dali. :)

Aisha: Dawać to mogła twoja matka za bazarem, idioto. Wystraszyłeś mnie. ;-;

[Zwierzenie] Kathy: Dobra, nie podoba mi się to. -,-

Kathy: Aisha. Czy mogłabyś się uspokoić?

Aisha: Jasne… :c

Blaineley: Ktoś ma ochotę jeszcze coś powiedzieć?

Szef: Wpadłem chyba na genialny pomysł. Proponuję zrobić pojedynek na osoby strzelające vs broniące. Jedna strona będzie sprzymierzeńcami strzelających petardami, a druga strona opozycją strzelających. To będzie dopiero świetne wyzwanie! A przy okazji jest was dwanaścioro, więc łatwo was będzie podzielić na drużyny.

Blaineley: A żeby było lepiej, pewnie mniej będzie zwolenników, więc Aisha i Heath do nich na pewno dołączą, bo wspierali inicjatywę. >:)

Aisha: Co? Ale ja kocham zwierzęta??? o_O

Blaineley: Co mnie to obchodzi? Słyszałam waszą rozmowę, twoje śmiechy też.

Aisha wypięła jej język i stanęła obok Heatha.

[Szept; do Aishy] Heath: Sądzę, że za dużo ryzykujesz tym swoim impulsywnym zachowaniem.

[Szept; do Heatha] Aisha: Doprawdy? To nie ciebie nie rozumieją.

[Szept; do Aishy] Heath: *sarkastycznie kiwnął głową na tak*

Blaineley: Cztery wolne miejsca dla Pogromców Zwierząt, sześć dla ich wielbicieli.

Aisha zmarszczyła brwi.

Blaineley: Ułatwmy sprawę. Kto z was uwielbia strzelać petardami w Sylwestra?

Dawid: Chyba wszyscy! :D

Matti podniósł rękę do góry.

Blaineley: I zapraszam do Krzywdzicieli Zwierząt.

Dawid: Nie jesteś czasami przewrażliwiona na tym punkcie?

Blaineley: Na jakim punkcie? W sensie, że na krzywdzeniu zwierząt? O nie, nie, kochany. To mamy jeszcze dwóch chętnych do tej grupy zapewne. A kto z kolei kocha zwierzęta?

Bridgette, Jocelyn, Kathy, Lindsay, Owen i Sam podnoszą rękę do góry.

Bridgette: Opiekowałam się nawet niedźwiedziem popularnym, a w domu mam stado papug.

Jocelyn: Przejęłam od Courtney Britney.

Aisha: Ale Britney Spears, tak? XD

Jocelyn: Tak.

Aisha: Boże, jaka ty tępa jesteś. XD

Jocelyn: To samo mogłabym powiedzieć o tobie.

Blaineley: Chętnie bym was dała do jednego teamu, ale widać po Jocelyn, że lubi zwierzęta.

Lindsay: Mogę należeć do Obrońców Zwierząt? Proszę <3. Przecież potrafię się opiekować moim malutkim pupilkiem! Oczywiście moim psiakiem! Ostatnio jej dałam nawet różową kokardkę, która się bardzo jej podoba <333.

Blaineley: Absolutnie. Reszta nie musi udowadniać swojej miłości do zwierząt. Owen i Sam? Brzmi ciekawie. Lightning i Tyler a wy co powiecie?

Lightning: Lightning kocha zwierzęta. Przede wszystkim Lightning kocha w nich mięso. Ale nie pogardzi także widokiem uroczych kangurów czy buldogów. Lightning ma jednego.

Blaineley: Krzywdziciel… A Tyler?

Tyler: Owen też powinien należeć do krzywdzących, bo on zjada posiłek co godzinę składający się z mięsa, a ja jestem weganem.

Kathy: Weganinem… ._.

Tyler: Tia. Raczej pedałem. ;-;

Lindsay: Hej! To drugie w zasadzie też się zgadza! :DDD

Wszyscy wybuchają śmiechem.

Dawid: Ziom, jak można dać się tak pocisnąć? XD

[Zwierzenie] Kathy: Lindsay… Strzał w dziesiątkę! ^^

Blaineley: Po podzieleniu was na drużyny czas na szczegółowe omówienie wyzwania.

Szef: Wprost - drużyna Wielbicieli dostanie pistolety na wodę, a drużyna Pogromców…

Aisha: Czy możemy już przestać być określani jako wrogowie zwierząt?! -,-

Szef: Nie. Wy otrzymacie petardy. Waszym zadaniem będzie strzelenie petardy do określonych punktów i sprawienie, aby sektor ze zwierzęciem zaświecił się na czerwono. A strzelający do "fajerwerkowiczów" będą musieli ich zestrzelić. Taka prosta i szybka zabawa. Powodzenia. Ach, zapomniałem. *odwiązał Dona* Możesz pomagać czarnym charakterom.

Don: Mam ochotę zrobić następujący układ. Jeśli moja drużyna wygra, wy będziecie odpalać wszystkie petardy, jakie wam dam.

Szef: A ja mam lepszą motywację, która każdemu się spodoba. Jeśli wygra drużyna Sprzymierzeńców, odwołujemy ceremonię eliminacji i nikt nie odpadnie. B)

Kathy: Super! To do dzieła! :D

Wszyscy robią malutkie bunkry albo chodzą po lesie, aby natrafić albo na osobę strzelającą petardami, albo na obiekt, do którego należy strzelić. Nie zapomnijmy też, że cała drużyna “chroniących zwierzęta” się rozdzieliła na trzy mniejsze grupki. Bridgette-Lindsay, Kathy-Owen i Jocelyn-Sam.

Jocelyn: Pamiętasz może dzień, w którym graliśmy przy jednym stole w reversi?

Sam: Jasne.

Jocelyn: Powiedz, jak ci idzie strzelanie do zawodników?

Sam: W sumie dobrze. Mam super wyniki w Bubble Shooter. Wystarczy tylko odpowiednio w kogoś wycelować.

Jocelyn: Lub kogoś także poszukać. Może są za drzewami?

Sam: Hm, myślę, że nie. My jesteśmy praktycznie na samym końcu. Mieliby zaryzykować, aby zacząć od samego końca?

Tyler: NIEKTÓRZY TAK!

Rzucił między nimi petardę, potem zeskoczył (stoczył się z górki) i podłożył petardę pod jeden z tylnych sektorów, który od razu się zaświecił.

Jocelyn: Niszczymy go?

Sam: Dawaj. ODWET!

Jocelyn i Sam zestrzelili Tylera.

[Zwierzenie] Tyler: To nie był najlepszy pomysł. Przynajmniej zestrzeliłem jeden z sektorów i nikt nie musi już biec do samego końca. c: *pada na ziemię*

Kathy oraz Owen przyjęli najłatwiejszą strategię.

[Zwierzenie] Kathy: Jeżeli staniemy na początku i zrobimy “murarza”, na pewno nie powinni się tędy przedostać. Chyba, że rzucą fajerwerki pod nasze nogi.

Kathy: Jeśli tylko zobaczysz kogoś, od razu do niego strzel.

Owen: Kogokolwiek?

Pokazuje jej Dawida, w którego od razu trafiają.

Dawid: O, pewnie i tak można obejść tę zasadę.

Rzuca petardę, która okazuje się być niewypałem.

Dawid: Meh. Nie gadaj, że pod wpływem wody żadna z petard już nie zadziała.

Kathy: Unieszkodliwiony. ^^

Dawid: O, to teraz mam w zasadzie trochę czasu na jedną rzecz. Owen, porozmawiamy o sprawach sercowych na osobności? Kathy powinna dać sobie radę.

Owen: Może kiedy indziej?

Dawid: Dobra. ._.

Aisha została na tyłach.

[Zwierzenie] Aisha: Wolałabym sobie przeczekać na wszystkich i zmylić pozostałych. Gdyby cały nasz zespół dostał immunitet, chętnie dzisiaj sprawię, że Jocelyn stąd odpadnie.

Bridgette oraz Lindsay również poszukują zawodników. Jako jedyne nie pilnują żadnego sektora.

Lindsay: Jeśli oni atakują nas, to może my zaatakujmy ich! Nie powinni nam w końcu nic zrobić! ^^

Bridgette: Nawet dobry pomysł, jednak zamiast brnąć tam do końca, mogłybyśmy stanąć na środku i ich wyłapywać jedno po drugim.

Lindsay od razu zauważyła Matti’ego i trafiła go.

Lindsay: Przepraszam! Byłeś na widoku! :D

Matti: W sumie racja. Jak chcecie, to mogę wam pomóc, aby nikt nie wyleciał.

Bridgette: Naprawdę?

Matti: Heath jest za tamtym drzewem.

Wskazuje im na drzewo, za którym ukrył się Heath. Ten tylko stał naburmuszony.

[Zwierzenie] Heath: Widzę, że jemu niekoniecznie można ufać. Zawsze wszystko po swojemu…

Lindsay podeszła do drzewa i chciałaby zestrzelić Heatha, tylko że tam go nie było. Heath już się ukrył za następnym drzewem.

Lindsay: Nikogo tam nie ma! :o

Matti: Może już poszedł? Dobra, usiądę sobie na ławkę.

Bridgette i Lindsay zaczęły biec dalej. Heath już zaczął biec do sektorów.

[Zwierzenie] Heath: Może jednak dobrze to wykombinował? W sumie mnie nie zauważyły.

Jocelyn oraz Sam nadal biegną w poszukiwaniu pozostałych. Nie wiedząc, kto dokładnie mógł zostać, ta dwójka również postanowiła się rozdzielić.

Jocelyn: Szkoda, że nie ma jakiegoś licznika, który pokazywałby, kogo powinniśmy jeszcze zestrzelić.

Sam: Albo licznik, który pokazywałby nam liczbę bezpiecznych sek…

Słyszą kolejny wybuch petardy.

Sam: ...torów.

Blaineley: Zwolennicy nadal mają pięć bezpiecznych sektorów!

Don: A strzelających tylko trzech! Co tak słabo? Ludzie, trochę więcej ambicji!

Jocelyn: O, teraz się cieszę. :D

[Zwierzenie] Jocelyn: Nie trafili? Ciekawe, kto tak nieumiejętnie strzela.

Heath postanowił użyć kolejnej strategii. Zauważając sektor, od razu rzucił w niego diabełkami (automatycznie wybuchają i każdy raczej zna ich zastosowanie).

Don: Cztery sektory do zestrzelania! Ju-hu!

Heath: Teraz taka śmieszna armatka.

Ustawił armatkę w promieniu trzysta metrów od sektora i od razu odpalił. Przy okazji uciekł, żeby nie oberwać. Sektor zachwiał się po wybuchu i zmienił kolor na czerwony.

Kathy: Kto to tak strzela? Hej, chłopaki, pomóżcie mi, jak możecie.

Owen: OK.

Owen, Dawid i Kathy podbiegają do Heatha, ale ten od razu rzuca następną petardę i powoduje zmianę koloru następnego sektora.

[Zwierzenie] Dawid: Szkoda, że to on może strzelać do sektorów, a nie ja. Tak to byśmy już dawno wygrali.

Don: JESZCZE TYLKO DWA SEKTORY.

Heath: Bułka z masłem.

Ucieka.

Kathy: Słuchaj, Dawid. Wiem, że to brzmi trochę jak sabotaż własnej drużyny, ale mam propozycję. Chciałbyś może nam pomóc? Dzięki temu żadne z nas nie zostanie wyeliminowane, a dodatkowo i tak pewnie będziemy mogli postrzelać fajerwerkami po programie. Zdążymy chyba na Nowy Rok do domu, prawda? xD

Dawid: W sumie racja. Mogę ci pomóc, koleżanko. W zamian za rozmowę z Owenem podczas biegu.

Kathy: Nie przeszkadza mi to.

Poszła za nimi, żeby znaleźć pozostałych strzelających. Dawid w międzyczasie rozmawia z Owen’em na temat jego relacji z Aishą.

Dawid: Słuchaj, Owen. Pewna dziewczyna się we mnie zabujała na zabój, ale nie umiem jej odtrącić. Po prostu nie mam ochoty na razie na to, aby angażować się w jakikolwiek związek z inną dziewczyną.

Owen: A masz jakąś inną?

Dawid: Hm, nie.

Owen: Koleś, co ci szkodzi powiedzieć Aishy, co do niej tak naprawdę czujesz? Możesz jej powiedzieć, że wolałbyś z nią zachowywać relacje jako przyjaciel, a nie chłopak. Dziewczyny od razu powinny to zrozumieć. Rozmowa o uczuciach sprawia, że dziewczyny czują się zdecydowanie lepiej. W przypadku Aishy tak powinno być. Jest bardzo smutna. Potrzebuje jakiegoś zrozumienia oraz otuchy moim zdaniem.

[Zwierzenie] Owen: W sprawach od miłości to ja mam tak, że byłem tylko z Izzy. Ale związek z nią to też jakieś doświadczenia miłosne, prawda?

Dawid: Dzięki, ziom. Jesteś w porządku. Aż dziwne, że widzowie na ciebie głosowali.

Przytulił Owena i zaczął biec, aby porozmawiać z Aishą. Jako jedyny wiedział, gdzie jest. W międzyczasie Owen delikatnie szturchnął Kathy.

Owen: Dawid powinien cię zaprowadzić do Aishy jakby co. Poczekaj, aż skończą ze sobą rozmawiać.

Kathy: Ładnie to wykombinowałeś, Owen. Jestem pod wrażeniem. ;)

Owen: Nie miej mnie za antagonistę! :O

Kathy: Spoko. Ja do ciebie nic nie mam, ale ta taktyka jest dużo lepsza niż Heather czy Courtney razem wzięta. Łagodnie, heroicznie i delikatnie. Lecę od razu za nimi, bo go zgubię, ha ha

Kathy biegnie za Dawidem.

Owen: To chyba teraz mogę odpocząć.

Spotkał przechodzącego obok Sama i dał mu drugą broń.

Owen: Teraz możesz być jak gangster z Teksasu!

Sam: Fajnie! :D

Przybił piątkę z Owen’em i ruszył po przeciwników.

Bieganina, gdzie tylko popadnie. Jedna strona jest zajęta swoimi sprawami. Heath przykładowo nadal poszukuje sektorów, Lightning sobie chodził z petardami i wrzucał dla zabawy do studzienek, a Aisha cały czas siedziała i czekała na odpowiedni dla niej moment, aby wyruszyć z miejsca startowego.

Lindsay: Musimy koniecznie znaleźć Heatha, zanim on zestrzeli wszystkie sektory. Na szczęście został jeszcze ten z niedźwiedziem i ten z delfinem!

Bridgette: Ciekawe, czy te zwierzęta symbolizują jedno z nas. Ja na przykład mogłabym porównać siebie do delfina. Widziałam także zestrzelonego szopa pracza, może to chodziło o Jocelyn?

Lindsay: Ja jeszcze taką małą słodziutką małpkę, jak zaczynałyśmy polowanie na zbirów! :D

Bridgette: Kto to mógłby uznać małpy za ulubione zwierzę?

Lindsay: Hm, ten chłopak w okularach, który często gra na konsoli.

Bridgette: Chodziło ci o Sama?

Lindsay: Ta, on chodzi z taką inną blondyną.

Bridgette: Masz na myśli Dakotę?

Lindsay: Tak. Słyszałaś, że ono podobno zmutowała? Biedactwo. A tak się natrudziła, aby po eliminacji wrócić z własnej woli i zostać gwiazdą innego reality show.

Bridgette: Chętnie zostałabym gościem jej talk show. Nie przepadam za wywiadami, ale Dakota pewnie dałaby sobie radę i zrobiłaby ze mną jakąś ciekawą konwersację!

Lindsay: Gdybyś była gościem, powiedziałabyś Dakocie, aby zaprosiła również mnie? Bardzo chętnie wypromowałabym nową linię kosmetyków, jak wygram ten program. ;D

Bridgette: Naprawdę chciałabyś iść po programie w stronę modelingu?

Lindsay: Marzenie dziecka. Najpierw chciałam śpiewać, ale bez playbacku niestety ani rusz. Jeśli będzie szansa na milion, na pewno sporo zapłacę komuś, aby nauczył mnie ładnie śpiewać.

[Zwierzenie] Lindsay: Ja i Bridgette bardzo dobrze się dogadujemy ze sobą. Może nie miałyśmy za sobą wiele relacji na początku, ale jej związek z Geoff’em jest taki uroczy! Jestem naprawdę szczęśliwa, że znalazła sobie fajnego chłopaka, z którym spędza wiele czasu, a on nią dba i nie robi żadnych wyrzutów. Nawet oboje znaleźli wspólne zainteresowanie, pływanie na desce po oceanach. Zapomniałam oficjalnej nazwy tego zawodu, ale kto by się tym przejmował? :D

[Zwierzenie] Bridgette: Lindsay jest fajną kumpelą, z którą można miło pogawędzić. W ten sposób znalazłam sobie zastępstwo za Gwen i Leshawnę. Nie to, żebym uważała, że zostały “zastąpione” przez Lindsay, po prostu fajnie się z nią rozmawia. A z Leshawną niestety w poprzednim sezonie było za mało czasu, aby tak porozmawiać i powspominać dobre czasy na Wyspie oraz na Planie. Trasa już trochę to zmieniła. -.-

Bridgette i Lindsay zauważyły, że Lightning i Sam idą w przeciwnym kierunku, zbliżając się do środka. Nagle obaj zderzają się ze sobą.

Lindsay: Ale komicznie to wyglądało! Dlaczego ich nie ostrzegłyśmy? xD

Sam podrapał się po głowie.

Sam: Kurczę. Wyglądało to, jakbym zderzył się z jakąś kulą toczącą się po górce.

Lightning: Weź mi nic nie mów, kolo. Lightning się gorzej czuje po tym upadku… Lightning chyba zwichnął sobie pupę. ;d

Sam: Czekaj. Należysz do zespołu dobrych czy złych?

Lightning: Musiałbym zapytać tej prowadzącej.

Lindsay: To była Milfbread. :D

Lightning: A nie Mildred?

Sam: Milf… XD

Lindsay: Od razu myśli płyną jednym tokiem. Nasza czwórka może sporo jeszcze zadziałać! Zostały jeszcze trzy osoby do zestrzelenia! Najważniejsze, aby wytępić tych z petardami, potem zostaniemy tylko my. ^^

Sam: My do siebie nie strzelamy, Linds. Jesteśmy swoi. :P

Lindsay: To dobrze! Przynajmniej nikt nie zmoczy moich włosów!

Lightning: Czekaj? Mówiłaś, aby wytępić każdego z petardami?

Odwraca się od razu do Sama.

Lightning: Możesz mi polać lewą rękę. Lightning również nie lubi, jak frajerzy krzywdzą zwierzątka.

Sam: OK.

Polewa Lightning’owi rękę.

Don: No co jest? Zostało tylko dwóch z petardami? Przynajmniej tylko dwa sektory są bezpieczne. Jest równo… Meh… ;-;

Bridgette: Szanse są nadal spore. Wystarczy tylko, że pokonamy Heatha i ostatnią osobę.

Lindsay: Kogo?

Bridgette: Wydaje mi się, że to chyba Aisha. Nie widziałam jej jeszcze tutaj.

Lightning: Tak. To ona. Jest na samym końcu.

Przenosimy się do Aishy, która wreszcie wybiegła z pola startowego. Tuż obok widzi Dawida.

Dawid: Hej, Aisha.

Aisha: Hejka, David. ;u;

Uśmiechnęła się, widząc chłopaka i odgarnęła włosy do tyłu.

Aisha: A ty nie strzelasz do sektorów?

Dawid: Mogę rzucać kamieniami w dinozaury, jak chcesz. xD

Aisha i Dawid zaczęli się śmiać. Po chwili Aisha przytula chłopaka.

Aisha: Mówił ci ktoś, że jesteś bardzo uroczy? Nie wiem, jak ci mam to wyznać, ale… podobasz mi się. :D

Dawid: Fajnie. :D

Tuż obok nich znajdowali się Kathy i Owen.

Kathy: Bez gwałtownych ruchów…

Nagle bierze głęboki wdech.

Kathy: STRZELAMY!!!

Owen od razu zestrzelił Aishę. Była cała mokra.

Aisha: Czemu ta woda jest taka brudna? ;-;

Owen: Nie mam pojęcia.

Dawid: Chyba ktoś tam dodał błoto.

Widzimy Dona, Blaineley i Szefa. Szef pośle się uśmiecha do Dona. Prowadzący marszczy brwi.

Don: Szefie. Nie spodziewałem się, że ci cały obrońcy zwierząt będą tacy “brutalni”.

Szef: Trudno. Nie ma strzelania przed Sylwestrem.

Blaineley: Masz na myśli pokaz świateł?

Don: Ten to dopiero powinni zlikwidować. Jakieś nudne światełka latające nad twoimi oczyma. A gdzie prawdziwa, szampańska zabawa?

Blaineley: Biedne zwierzęta, które mogą tego nie wytrzymywać.

Don: Ludzie też zwierzęta. Wiem coś o tym. Ale teraz możesz podejść, uklęknąć i powiedzieć: “Panie Boże, proszę, aby burza więcej nie występowała. Powoduje ona, że psy się boją i obawiają się piorunów, i grzmotów…”.

Blaineley: Już tak nie przesadzaj. Burza to nie człowiek i ona jest materią nieożywioną. Wybucha, ale losowo. Za to ludzie z fajerwer…

Słyszy potężny huk i całego sfajczonego Heatha.

Heath: Cholera jasna! Co to było?!

Szef zaczął sarkastycznie bić brawa Donowi. Wszyscy uczestnicy ruszyli.

Kathy: Co powiecie na ugaszenie pożaru?

Heath: Aż tak źle?

Lindsay: Nie. Jesteś całkiem słodziutki. Raz…

Sam: Dwa…

Kathy: ODPALAMY!

Bridgette, Jocelyn, Kathy, Lindsay, Owen i Sam od razu “ugasili” Heatha.

Heath: Dzięki. Wygląda na to, że z fajerwerkami jednak czasami nie warto przesadzać.

Don: Meh…

Blaineley: Ciesz się, że zakład nie polegał na tym, abyś wykonał striptiz na naszych oczach. ;)

Don: Już wolałbym to. ;)

Blaineley: Ej, ale my przecież nie zabraniamy ci strzelać w Nowym Roku. Dopiero wtedy ma to sens. Sama nawet strzelam, ale używanie tych petard około miesiąc przed takim przyjęciem powinno być zabronione.

Szef: Dlatego zarządzimy zakaz strzelania.

Blaineley: A następnie powinni zabronić kłusownictwa w Idaho. Oni mordują tam kogo popadnie! Czasami nawet grożą, że zastrzelą ludzi, jak jeszcze raz ktoś przykuje się do drzewa!

Szef: A to już sprawa osób zdesperowanych i ekologów. Niech ten konflikt załatwiają między sobą oraz dzieciaki powinny pomyśleć, że petardy to rzecz niebezpieczna, a przy grubszym “kalibrze” powinni się nimi “bawić” pod opieką dorosłych. *używa gwizdka* Zbieramy się i ogłaszamy wyniki!

Wszyscy zawodnicy czekają już na to, aby usłyszeć, kto jak się spisał w wyzwaniu.

Szef: Jak już wiecie, był ustalony zakład. Skoro wygrała drużyna “Sprzymierzeńców Zwierząt”, dzisiaj nie dojdzie ceremonii, co znaczy, że żaden uczestnik nie opuści dziś programu!

Fanfary.

Szef: Ani drużyna wygrana, ani przegrana nie będą musiały nikogo się pozbywać. W sumie to tyle. Aha, jeszcze jedno. Zwycięzcy w nagrodę będą mogli zrobić sobie ognisko i posiedzieć przy nim. I zobaczyć, jak utylizuję wszystkie fajerwerki Dona.

Don: *chrząka* Serio?

Szef: Tak. To jest kara za strzelanie i straszenie Blaineley. A tak poza tym spójrz na tego chłopaka.

Wskazuje na nieco przypalonego Heatha.

Szef: Co to miało być? Ruskie petardy? Mogłeś se w domu taki festyn urządzić. -,-

Don: Obiecuję. Się nie powtórzy, ale zostawcie te skarby! One są mi potrzebne! Jestem znany z tego, że potrafię odpalić czterysta petard na raz!

Szef: Niesamowite… o_o. Mów dalej, kolego.

Blaineley: O tym porozmawiamy sobie na koniec. Don, jeśli nie chowasz urazy, zaprosiłbyś nas na Sylwestra?

Don: Nie mieszkacie w willi?

Szef: Mieszkamy, dlatego zapraszamy ciebie. A wy, zwycięzcy, marsz sobie smażyć kiełbaski. Zasłużyliście na nagrodę.

Bridgette, Jocelyn, Kathy, Lindsay, Owen i Sam zadowoleni biegną po kiełbasę. Aisha stoi tylko w skowronkach.

[Zwierzenie] Aisha: Wreszcie wyznałam, co czuję do Dawida. Niekoniecznie wszystko, ale pozwolił mi się przytulić! <3 *piszczy ze szczęścia*

Szef: To był bardzo wyczerpujący dzień.

Blaineley: Nawet nie wiesz, jaką szopkę urządzili na wyspie odkupienia. Powiedz Donowi, że jutro on odwiedzi Dawn i bliźniaczkę. Niech pozna, czym jest definicja słowa “udręka”.

Szef: To ona jeszcze jest w grze? Cóż… W programie nadal mamy dwunastu zawodników. Może to dobry znak, może nie, ale będzie się działo! Oglądajcie nas już niedługo w kolejnym odcinku Odkupienia Totalnej Porażki: Przygody w Dzikiej Kambodży!

Zaciemnienie i napisy końcowe.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.