FANDOM


TDRCambodia(13)

Blaineley z Szefem leniuchowali na łóżku. Chris zajął się jednak ważniejszymi sprawami. Był wyjątkowo zirytowany i poddenerwowany. Miało to wiele wspólnego z poprzednim dniem - najpierw telefonem od Annie i jej umowami, a potem z eliminacją jego sojusznika. Przerażony zaczął dziwnie się zachowywać. Drażniło go dosłownie wszystko.

Chris: Możecie wreszcie wstać z tego wyra?

Blaineley niechętnie wstaje i włącza automat do kawy.

Blaineley: Też chcesz, kochanie? ^^

Chris odtrąca kubek dziewczyny. Wyraźnie niezadowolona z takiego traktowania prosi o wyjaśnienie.

Chris: Nie mam dzisiaj nastroju. Mam bardzo ważne rzeczy do zrealizowania i mi w tym nie przeszkodzicie.

Blaineley: Super. To teraz posprzątaj.

Wskazuje mu na stłuczony kubek. Chris nie wykonuje powierzonego polecenia, przez co Blaineley warczy i niechętnie bierze mop.

Blaineley: Szefie. W czasie, kiedy ja będę sprzątała, możesz omówić poprzedni odcinek, a przy okazji ogarnąć gbura.

Szef kiwnął porozumiewawczo.

Szef: Ostatnio w Odkupieniu Totalnej Porażki: Przygodzie w Dzikiej Kambodży mieliśmy do czynienia z najnowszym wynalazkiem wykonanym przeze mnie - bieg po drewnianej belce. Mimo wyczerpującej i rutynowej mini-bieżni atmosfera była tak gorąca, że upały to przy tym pikuś. Wyzwanie wygrała najbardziej utalentowana fizycznie Sky, która odesłała przy okazji Bricka. Nie będziemy za nim tęsknić, a już zwłaszcza ja.

Rozwala kamień, który trzymał w ręce.

Szef: Nie wiem ilu dzieciaków jeszcze jest w grze, ale robi się coraz ciekawiej! Czy będzie więcej zwrotów akcji? Dowiecie się tego w Odkupieniu Totalnej Porażki: Przygodzie w Dzikiej Kambodży!

Wziął łyk herbaty i odstawił kubek na miejsce, spoglądając na sfrustrowaną Blaineley.

Czołówka…

Kolejny piękny i słoneczny dzień w stolicy Kambodży. Głównie w kamperach, gdzie wszystkim udzielał się dobry humor po eliminacji Bricka.

[Zwierzenie] Sky: Eliminacja Bricka to najlepsza rzecz, jaka mnie spotkała w programie. Im mniej toksycznych osób, tym ciekawsza i uczciwsza rywalizacja. Chciałabym wyeliminować wszystkie wkurzające osoby za jednym razem.

Sky spała spokojnie w towarzystwie Lindsay i Kathy. Do ich domku wparowała nagle Dawn, zapukawszy wcześniej.

Dawn: Jak tam dzień mija?

Kathy: Znowu szukasz zaczepki?

Dawn: Co? Ja?

Udając zaskoczoną, wskazała na siebie prawą ręką.

Dawn: Uwierzysz mi, jeśli powiem, że nie jest mi to absolutnie potrzebne?

[Zwierzenie] Kathy: Czy ona na serio myśli, że ktokolwiek da się nabrać na jej gierki? ;)

Dawn: Wreszcie mogłyśmy zasnąć spokojnie i zapomnieć o wszystkich troskach codzienności. Nie ma Bricka, więc teraz liczymy na odrobinę spokoju. Jednak ostrzegam was, to tylko cisza przed burzą.

Zbliżenie na drzwi, które otwiera Kathy i wyprasza Dawn z ich domku.

Kathy: Dziękuję, ale Pani pomyliła kwatery. Tutaj nikt nie wierzy w magię. Dobranoc!

Zamyka drzwi z trzaskiem. Dawn tylko otrzepała ręce. Jej poczynania widział Heath.

Heath: Co takiego powiedziałaś, że cię stąd wyrzuciła? xD

Dawn: Na pewno nic, co może cię rozśmieszyć. :v

Lewitowała i wraz z Heath'em opuszczają domek. Nagle wstaje Lindsay.

Lindsay: Ale miałam sen. Śniło mi się, że miałam kolację na luksusowym statku z przystojnym Latynosem. Potem poszliśmy do salonu masażu, Boże, jak było cudownie… <3

Kathy: Mnie się nic nie śni. Nie wiem, jak to jest. Czyżby moi rodzice kładli obok mnie łapacz snów, aby mi się nie śniły koszmary? xD

Lindsay, Sky i Kathy zaczęły się śmiać.

Lindsay: A czy to czasem nie powinno się nazywać Odstraszacz Koszmarów?

Kathy: Odstraszacz SNU to ta Dawn, która się cały czas koło nas kręci. Nie wiem, która jest gorsza. Dawn czy Amy?

Sky pokazuje jej Dawn, która medytuje.

Sky: Widać, że z niej kłębek nerwów ._.

Kathy: To niech przynajmniej innych nie denerwuje swoimi fanatycznymi wymyślunkami…

Kathy położyła się na chwilę.

Kathy: Obudźcie mnie, gdyby Blaineley mówiła o wyzwaniu.

Sky: Jasne.

Gdzieś indziej w domku były tylko Amy i Dakota. Obie nawiązywały ze sobą nić porozumienia.

Dakota: To było wtedy, kiedy ona wybrała się do tego centrum handlowego. Szukała rumianku do herbaty, ale jednak pomyliła uliczki i znalazła się w sklepach odzieżowych. Najgorsze było to, że stan zdrowia nauczycielki Fahrenheit znacznie się pogorszył, a ona zamiast ziółek pokazała nam jak wygląda w tandetnych, czerwonych szpilkach. Koniec końców dyrektor wyrzucił ją ze szkoły za kradzież 150 dolarów oraz zabronił nam wychodzić podczas przerw.

Amy: U, mocne. U mnie w szkole mamy lekcje chemii, na których nauczyciel poprosił, abyśmy skosztowali szampana. Chłopacy wręcz ryknęli z radości (u nas większość już nawet miała pierwszy raz za sobą) i wypili zawartość kubka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby chwilę później pan profesor nie kazał nam napisać kartkówki z alkenów i na dodatek okazało się, że on dał im zwykłego szampana dla dzieci - Piccolo.

Zaczęły się śmiać.

Amy: Kiedy pobiłam się z Sam..Sam...Sammy? Tak, z Sammy w gimnazjum, to rodzice zaraz po zakończeniu tej budy zapisali mnie do prywatnej szkoły, gdzie najpierw trafiłam do klasy pełnej kujonów (tylko chłopaków), ale że się nie nadawałam, trafiłam do sportowej. Do tej pory będę wspominała, jak dziewczyny wchodziły do męskich szatni i każda z nich doprowadzała się do takiego stanu, że nawet trzech nauczycieli nie było w stanie interweniować.

Dakota: Co to za prywatne szkoły? ;-;

Amy: Nie wiem. Ale wiem, że gdyby rodzice mnie nie przepisali, nadal byłabym w 1o.

Dakota: Ja to nigdy się nie musiałam uczyć aż tak bardzo, ale też wybrałam najlepsze pod względem reputacji liceum. Tak mi się życie zmieniło…

Dziewczyny nadal rozmawiały w najlepsze.

Dakota: ...a potem wychowawczyni zabrała mi telefon, bo nie chciałam pójść na randkę z jej synem, o czym nawet nie wiedziałam, że są spokrewnieni…!

Pominąwszy rozmowę Amy z Dakotą, Sam zaczął się dogadywać z Dawidem. Obaj rozmawiali o swoich rozterkach sercowych.

Sam: Cześć, ziomek.

Dawid odbijał sobie piłkę od siatkówki.

Dawid: Co tam słychać? B)

Sam: Skąd masz piłkę? ;o

Dawid skończył odbijać piłkę i wziął się za rozmowę z maniakiem gier.

Dawid: A tak po prostu sobie odbijam. Do tej pory to była moja mała tajemnica, ale jak widać ktoś ją odkrył. Nie powiesz nic Szefowi? Dostałem tę piłkę od taty. ;u;

Sam: Jasne. Nie puszczam pary z ust. :D

Po chwili spoważniał i kontynuował swój wywód.

Sam: Widzę, że ty i Dakota ostatnio świetnie się że sobą dogadujecie.

Dawid: Meh.

Odkłada piłkę.

Dawid: Słuchaj, ziomek. Nie mam zamiaru tobie jej odbić. Życzę wam jak najlepiej ^^

Podchodzi do niego nieco bliżej.

Dawid: Nie ukrywam, że jednak Dakota bardzo mi się podoba.

Sam: Ma się ten dar xD

Dawid: Ja miałem już w życiu parę nieudanych związków, więc postanowiłem trochę z tym zaprzestać. Malutki flircik nie zaszkodzi, ale bądź pewny, że Dakota nie zrezygnuje z ciebie. Jeśli by to zrobiła, czułbym się z tym źle.

Dawid i Sam przybili żółwika.

Dawid: Idziesz ze mną do domku? Chciałbym już odnieść tę piłkę.

Sam: Jasne.

Przybili piątkę i poszli do domku, żeby odnieść ważną rzecz Dawida.

Przechodzimy na chwilę do Chrisa. Wyraźnie zdruzgotany chwycił za komórkę i postanowił jeszcze raz na spokojnie porozmawiać z Annie. Słyszy tylko bulgot.

[Telefon] Chris: Witam.

[Telefon] Annie: O, żegnam. ^^

Rozłącza się, co drażni Chrisa. Postanowił, że napisze do niej SMS-a. Dostaje jednak wiadomość jako pierwszy z emoji wanny i kropli. Annie brała kąpiel i chociaż nie było to pokazane, można było się domyślić tego po emotkach. Urażony od razu wybrał się na wyspę odkupienia. To była jego kolej, aby wymyślić zadanie na powrót. Miał on w tym swój własny cel. Pojawiwszy się na wyspie, zastał Bricka.

Brick: Jestem gotowy na wyzwanie.

Chris: Mam świetne wyzwanie, które wszystkim się spodoba ;)

Chris poszedł do Bricka.

Chris: Podoba mi się to, jak manipulowałeś innymi. Szkoda, że cię musiałem wyrzucić w Zemście Wyspy.

Chris zaczął uwodzić Bricka. Tak, brzmi to wyjątkowo absurdalnie, ale taka rzecz właściwie miała miejsce.

Chris: Wiem, że jako kadet musisz być fair, ale czy nie lepiej zrzucić z siebie ten obowiązek uczciwości? ;u;

Brick poczuł, że nie ma nic do stracenia.

Brick: Chciałem w ten sam sposób wyrzucić Dawn, ale jeśli załatwisz mi powrót, rozgromię wszystkich na twoich oczach >:)

Do Chrisa znowu dzwoni telefon. Była to Anne, ale odłożył swój sprzęt na stolik i dalej zaczął podrywać młodszego od siebie chłopaka.

Chris: Of kors. Chodź tylko do sypialni, omówimy dokładnie wszystkie szczegóły. ;u;

Brick: Jasne, przystojniaczku. :3

Matti natomiast zajął się czytaniem książki, dopóki nie usłyszał tej "ponętnej" rozmowy. Na ten widok zrobiło mu się od razu niedobrze.

[Zwierzenie] Matti: Czyżby oni mieli ze sobą romans? Następni Tyler i Alejandro? Fuj. ;-;

[Zwierzenie] Brick: Pamiętam, jak Alejandro mi oferował taką "pomoc". Nie powiem, chętnie chciałbym tego spróbować.

Brick i Chris znaleźli się już w sypialni. Był to ich początek upojnych chwil, gdyby nie Matti, który udawał, że nic nie wiedział oraz jak gdyby nic wszedł do wielkiego domku. Miał trzy razy większą przestrzeń od tych, w których spali uczestnicy.

Matti: O, straszny hałas stąd dochodzi. xD

Chris poczuł się wyjątkowo urażony tym, że Matti raczył przerwać jego niecny plan.

Chris: No racja, wyzwanie. Czekaliśmy na ciebie.

Do Chrisa znowu dzwoni telefon. Matti wpadł na pomysł, aby bardziej zagrać na nerwach prowadzącemu.

Matti: Telefon dzwoni.

Chris: A niech sobie dzwoni, ja mam to gdzieś. Najważniejszy jest program!

Zaczął się śmiać. Nagle słyszy jakiś skoczny kawałek.

Katy Perry - Teenage Dream

Katy Perry - Teenage Dream

Anna Maria: Cześć :D

Chris podchodzi zdziwiony do Warwicka i Anny Marii. Z kolei oboje mieli ze sobą jeszcze dwóch ochroniarzy.

Chris: Um, trochę za wcześnie się tu pojawiliście. Wyzwanie jeszcze się nie zaczęło.

Warwick: Nie, ale ten program już ma dwa pozwy.

Chris: Co? ;-;

Anna Maria: No. Musimy teraz zabrać Bricka. Jest oficjalnie zdyskwalifikowany z programu oraz nie może do niego powrócić ;)

Chris: Żałosne. A kto tu was w ogóle wyznaczył?

Warwick: Annie :D

Chris: Co?

Odbiera telefon. Nagle słyszy głos producentki.

[Zwierzenie] Annie: Siemka, McLame. Stęskniłam się za tobą i tym, jakim jesteś lalusiem pederastą. :)

[Zwierzenie] Chris: Jak to dyskwalifikujesz Bricka? >:(

[Zwierzenie] Annie: Rozmawiałam z KRRiT. Wprawdzie prowadzącego (na chwilę obecną, bo czyn nie został wprowadzony w życie) nie da się wyrzucić, ale można ukarać zawodnika, który "nakłoniłby" cię do zabronionego czynu. Wobec tego Brick pojedzie sobie z moimi panami ^^

Dwaj ochroniarze szybko wychodzą ze statku, porywają Bricka i wrzucają. Jeden z nich szarpie się z Chrisem, ale Warwick szybko odpycha lalusia, dzięki czemu ochroniarze, prowadzący podsumowania i Brick w kaftanie bezpieczeństwa oraz z taśmą klejącą na ustach mogą bezpiecznie się oddalić. Na nic zdało się rzucanie butelkami z wódką przez Chrisa. Kiedy nie było już widać statku, Chris zaczął szlochać i rozpaczać. Matti na spokojnie wrócił do domku oraz zdezorientowany sytuacją, położył się na kanapie.

Matti: Szkoda, że na tej wyspie nie ma nikogo, z kim mógłbym porozmawiać.

Powrót do stolicy Kambodży. Blaineley i Szef, posprzątawszy ich kwaterę, omawiali zadanie.

Szef: Dzień dobry, uczestnicy! Jak tam nastrój?

Dakota: Mam nadzieję, że mi się szybko nie popsuje. ^^

Szef: Zależy od wyzwania.

Dakota niechętnie przewraca oczami.

Szef: Dzisiaj będziemy mieli wodny wyścig. Polega on na tym, że wszyscy na raz wskoczycie do wody i będziecie musieli płynąć aż do boi, na których znajdziecie klucze. Boje nie są rozmieszczone prosto, dlatego jeśli już znajdziecie boję z kluczem, możecie wziąć tylko jeden, następnie będziecie musieli znaleźć odpowiednią kabinę. Kiedy klucz będzie już pasował, będziecie musieli wziąć swój drewniany portret (Jezus Maria, ile nam to wszystkim zajęło, aby taki zrobić i aby go nie zniszczyć, serio, nie zrobicie tego; tutaj nie da się sabotować!) oraz zanieść go do nas. Uwaga, uwaga. Zwycięzca będzie miał przywilej odesłania kogoś do domu spośród trzech najwolniejszych zawodników. Nie lubimy wyzwań kończących się z ceremonią, a chcemy podnieść trochę dramaturgii. Gotowi? Zapraszam za mną!

Uczestnicy podążają za Szefem Hatchetem. Dave znalazł okazję, aby porozmawiać ze Sky.

Dave: Gratuluję ci poprzedniej wygranej. Mam nadzieję, że znowu uda ci się to wygrać. Wierzę w ciebie. ^^

[Zwierzenie] Sky: To była chyba najmilsza rzecz, jaką ktoś kiedykolwiek mógł mi powiedzieć. ^^

[Zwierzenie] Dawn: Przeczuwam, że Dave będzie próbował mnie przechytrzyć. Od kiedy on i Sky się normalnie ze sobą dogadują, stał się zbyt pewny siebie. Uważa się za wyjątkowo sprytną osobę. Niech ten hart go czasem nie zgubi.

Wszyscy stoją już przed pomostem. Nie był to ten sam co z piątego odcinka, tylko odpowiednio mógł pomieścić całą osiemnastkę zawodników, łącznie z zawodnikami przy tuszy - Owen.

Amy: Zmieścimy się w jednym szeregu?

Bridgette: Wydaje mi się, że nie. :d

Pierwsze o miejsce zaczęły się pchać Aisha i Samey.

Samey: Możesz się przede mnie nie pchać? ;-;

Aisha: Bo co? Fikasz?

Tyler: Kłócicie się jak baby ;-;

Aisha i Samey zmierzyły go wzrokiem.

Aisha: Skaczę pierwsza, bo jestem w kolejności alfabetycznej.

Samey: Jasne. Już ci w tym pomogę! XDDDD

Samey zepchnęła Aishę z platformy i się zaczęła śmiać. Aisha nie pozostała jej dłużna i również wepchnęła ją do wody.

Aisha: Siedzimy w tym samym bagnie!

Amy: Mogłybyście chociaż raz się uspokoić?

Kathy zignorowała Amy i również wskoczyła. Wszyscy bez wyjątku dołączyli do nich zaraz po dziewczynach. Szef niechętnie spojrzał się na uczestników.

Szef: A czy ja gwizdnąłem, żebyście skakali? Wszyscy wyłazić z wody. NATYCHMIAST!

Niektórzy zaczęli jęczeć oraz burczeć pod nosem.

Aisha: Dzięki, SAMEY.

Samey: Ręka mnie boli przez ciebie. Boże, gdzieś ty się nauczyła tak szarpać? ;-;

Aisha: Popatrzyłam na ruchy od twojej siostrzyczki, którą teraz uważasz za jakiś autorytet, a nad tobą się znęcała przez osiemnaście lat :’))))

Samey nie chciała być nieuprzejma, dlatego od razu olała Aishę.

Aisha: A tak poza tym jestem niedysponowana, debilko. Prawie otruła własną siostrę i dumna ją udawała.

Samey wzięła głęboki wdech. Dakota od razu próbowała załagodzić sytuację pomiędzy dziewczynami.

Dakota: Aisha. Nie sądzisz, że powinnaś trochę ochłonąć? :d

Aisha: Jasne… -,-

Kopnęła w pobliski kamień i usiadła na trawie.

Aisha: Gorzej się czuję. Jakby Samey wygrała, to już od razu możecie mnie wyeliminować z programu…

Amy: Tyle, że to jest Sammy.

Tyler: Nie ma problemu.

Aisha położyła się na trawie i była wyjątkowo zmierzła.

[Zwierzenie] Aisha: Od tygodnia mam jakiś zepsuty humor. Niech ta dobra bliźniaczka mnie lepiej nie irytuje, bo wyjdę z siebie…

Od rzetelnego pomostu dzieliło ich zaledwie 0.8 kilometra. Był on dwa razy większy oraz miał specjalne tory do skakania, dosłownie takie same, jak na basenie. Aisha pomimo okresu zdecydowała się na wzięcie udziału w wyzwaniu.

Aisha: Dawn. Zazdroszczę ci, że ty nie musiałaś wykonywać wyzwania, jak ty dostałaś “krwawą niespodziankę”.

Dawn: Zdarza się.

Niechętnie spojrzała na Aishę.

[Zwierzenie] Dawn: Wiem, jaki ona ma problem. I to nie chodzi tylko o miesiączkę. To coś więcej. Zastanawiam się, czy jej czasem nie pomóc.

Szef: START!!!

Wszyscy na raz wskoczyli do wody. Zaciekawiona Blaineley zapytała go o szczegóły wyzwania.

Blaineley: Gdzie znalazłeś taki tor?

Szef: Byłem kiedyś instruktorem pływania. Przez piętnaście lat mojej służby mogłem w nagrodę zatrzymać stare tory od pływalni, którą przebudowali. Wiesz która? Ta, która zamieniła się nagle w jakiś pub dla kobiet ze spa i z makijażami.

Blaineley: Aaa.

Pokazuje mu kartę stałego pobytu.

Blaineley: Podpisałam deklarację, aby wyburzyli tamten kryty basen. Wybacz. :d

Szef: Luzik. Przez te cholerne stawy i tak już nie mogłem wykonywać tego zawodu. Dwa lata u kręgarza się opłacały, żebym zaczął pracować w więzieniu.

Blaineley: A tak z ciekawości się zapytam: jak zaczęła się twoja przyjaźń z Chrisem?

Szef: Z Chrisem?

Podrapał się po głowie.

Szef: Możesz go zapytać. Stoi tam.

Pokazuje mu na Chrisa, który miał całe zniszczone i podarte ciuchy oraz dwa lima.

Szef: A tak właściwie, co mu się stało? ;-;

Blaineley: Mam to gdzieś. Idę popatrzeć na naszych “podopiecznych”.

Szef: Dobry pomysł.

Blaineley usiadła na miejscu Szefa, a Hatchet prędko podbiegł do swojego druha.

Szef: Chris, chłopie! Co ci się stało?

Chris: Biłem się z ochroniarzami od Annie… Co za szmaciarze.

Wyjął z kieszeni kilkanaście zębów.

Chris: Już więcej do mnie nie będzie fikał, frajer. >:(

Szef: Wyglądasz na mocno obitego. Absolutnie musisz wrócić do domku. Obłożę cię kostkami lodu. Wyglądasz jak upiór.

Chris i Szef wybierali się w drogę powrotną. Jeśli chodzi o wodny wyścig, na prowadzenie wysunęli się Sky, Lightning i Dawid.

[Zwierzenie] Samey: Jak ja mam wygrać takie wyzwanie na przykład, kiedy będzie taka finałowa siódemka? Od razu bym pewnie odpadła. Ja średnio się nadaję do pływania. :d

Na samym końcu znalazły się Aisha, Lindsay i Sierra. Aisha miała wielkie problemy z oddychaniem pod wodą, Lindsay tradycyjnie nie zrozumiała zadania, a Sierra - bliżej nieokreślony powód.

Aisha: Sierra, czemu nie płyniesz?

Sierra: Rozmyśliłam się trochę i jakoś nie mam ochoty. :d

Aisha: Na co nie masz ochoty?

Sierra: Na pływanie. W sumie to już mi nie zależy na tym programie.

[Zwierzenie] Aisha: To ma pewnie związek z jej chłopakiem. Liczę, że mogę jednak jej w czymś pomóc. :/

Sierra i Aisha nawet nie ruszyły się z miejsca.

Aisha: Czyżby chodziło o Cody'ego?

Sierra: Tak. Jeśli mam być szczera, boję się, że Brick zrobił mu krzywdę.

Aisha: Oj… Niefajnie. :d

Niechętnie się położyła.

Sierra: Wydaje mi się, że ty też się czegoś obawiasz.

Aisha: Meh. Mogę ci to powiedzieć na ucho.

Aisha zaczęła szeptać na ucho Sierry coś bardzo ważnego, co wprawiło ją w niemałe osłupienie. Wybałuszając oczy, poprosiła Aishę o więcej szczegółów, co potem zniesmaczyło obie dziewczyny.

Aisha: Najgorsze, że jeszcze nikt nie mógł z tym nic zrobić…

[Zwierzenie] Sierra: Jak ja jej współczuję! >:O. Trzeba być draniem, aby móc coś takiego zrobić!!! Oczywiście nie powiem tutaj, ktoś bardzo łatwo mógłby to wygadać… :|

Sierra przytuliła Aishę. Blaineley spoglądała na dziewczyny.

Blaineley: Dziewczyny, czemu nie płyniecie?

Aisha: Już mówiłam wcześniej. Jestem niedysponowana.

Sierra: A ja sobie popłynę.

Blaineley spogląda na Aishę z wyrzutem.

Blaineley: Pozostaje ci tylko liczyć na to, że nikt ciebie stąd nie wyrzuci.

Aisha: No zobaczymy. ._.

Pozostali płyną dalej. Sierra spotyka na swojej drodze Lindsay, która miała problemy z pływaniem.

Sierra: Mogę ci jakoś pomóc? :D

Sierra pomaga Lindsay, aby ta nie zachłysnęła wodą.

Lindsay: Zrobisz mi herbaty? Najlepiej abyś zaparzyła z miętą, coś czuję, że po tak intensywnym wysiłku wszystko będzie mnie bolało! >_<

Sierra: Nie, ale jeśli chodzi o pływanie to wyobraź sobie, że kąpiesz się w płatkach róży w wielkiej wannie.

Lindsay: To lubię. *u*

Nagle położyła się i zaczęła “dryfować” po wodzie.

Sierra: Uważaj tylko, jeśli natkniesz się na boję. Jak chcesz, to będę płynąć cały czas koło ciebie i cię informować o zdobyczach. :P

Lindsay: Jasne :D

Obie płyną, powoli doganiając Sama i Dakotę.

Sam: Pupa do góry, Dakota.

Dakota: Jasne.

[Zwierzenie] Dakota: Pamiętacie może, kiedy mieliśmy skakać z pomostu i wytrzymać jak najdłużej w wodzie?


Cody: Jak sobie radzisz, Sierra? xD

Sierra wynurzyła się na powierzchnię.

Sierra: Jest super!

Usłyszała gwizdek.

Blaineley: Minuta i trzydzieści pięć sekund! Trochę gorzej od Sky i Bricka, ale zawsze coś. Dakota?

Dakota spojrzała się dziwnie na wszystkich.

Dakota: Ja nie umiem pływać… :/

Sky: Oj, nic nie szkodzi. :/

Dakota: Trochę szkodzi, bo nasza drużyna…

Blaineley: To nie chcesz się zanurzyć? Chociaż tylko to…

Dakota: Przygotuje ktoś kij? :d

Szef: Niech będzie.

Pokazuje długą tyczkę.

Dakota wskoczyła do wody i próbowała wstrzymać oddech najdłużej, jak to było tylko możliwe. Po chwili jednak zaprzestała tej czynności i prosiła o wyciągnięcie.

Blaineley: Dziewięć sekund. Jest tak sobie, ale i tak mimo wszystko wasz zespół wytrzymał pod wodą 390 sekund, czyli razem sześć i pół minuty!

Wszyscy zaczęli bić im brawa. Lightning wziął głęboki oddech.

Lightning (PZ): Lightning musi wpaść na jakiś pomysł. Był ze swojej drużyny najlepszy w pływaniu ^^

Nagle pomost idzie do góry o sto metrów. Niektórzy są z tego powodu bardziej przerażeni.

Blaineley: Utrudnimy wam wyzwanie. Zaczynamy także rundę drugą, a każdy z was może zobaczyć dotychczasowe wyniki.


[Zwierzenie] Dakota: Sam i Dawid zaczęli uczyć mnie, jak powinnam pływać. Dawid jest tak zabójczo przystojny, że niekiedy zapominam o Samie… To jest ten największy błąd. Tak bardzo kocham Sama, ale uwielbiam też spędzać dużo czasu z Dawidem. Trzeba będzie na poważnie z nimi pogadać. Albo zapytać Amy? Coraz bardziej ją lubię, jest podobna do mnie z charakteru. :P

Część zawodników osiąga już pierwszy cel, jakim jest znalezienie specjalnych boi. Na prowadzenie wysunęli się Sky i Lightning, ale również Bridgette oraz Amy deptali im po piętach.

[Zwierzenie] Amy: Woda była takim żywiołem, który zawsze potrafił mnie uspokoić. Czemu by nie wykorzystać swoich zdolności?

Sky i Lightning znajdują pierwsze boje, co dekoncentruje nieco Bridgette oraz Amy.

Bridgette: Rozumiem, że następne będą dopiero po tych?

Amy: Możliwe.

Widzi następną boję, która jest dosyć daleko.

Amy: Umiesz szybko płynąć?

Pokazuje jej oddaloną boję.

Bridgette: Zobaczę, co da się zrobić.

Zaczęła płynąć w stronę końca celu, natomiast Amy kontynuowała pływanie prosto. Zaraz za nią są Dawid, Tyler oraz Owen.

[Zwierzenie] Amy: To Owen umie aż tak dobrze pływać? :O

[Zwierzenie] Owen: Kiedyś Noah mi powiedział, że dokonanie niemożliwego to metafora życia, dlatego nigdy nie wierzył do tej pory, iż kiedykolwiek nauczę się pływać, a ja tak dla zabawy zapisałem się na pływanie synchroniczne. Jak widać umiem pływać B)

Owen wyprzedził Amy i znalazł trzecią boję. Amy cały czas wybałuszała oczy, patrząc ze zdumieniem na Owena.

Dawid: Nieźle mu idzie. :p

Amy: Najwyższa pora, aby go dogonić. :p

Dawid: Spróbuj. :p

Amy: Może tak zrobię. :p

Oboje niechętnie przewracają oczami oraz kontynuują dryfowanie, aby nie odpaść. Dołączają do nich pozostali zawodnicy. Na samym końcu bez zmian Aisha, ale za nią już skład zagrożonej trójki nieco się zmienił, bowiem Sierra oraz Lindsay wyprzedziły Samey i Heatha.

[Zwierzenie] Aisha: Ja tam sobie siedzę na pomoście i sprawdzam, kto jak sobie radzi. Miejmy nadzieję, że nie dostanę syndromu Noah.

Aisha widzi Lightninga i Sky w drodze powrotnej.

Aisha: Czyżby Sky wygrała sobie immunitet drugi raz pod rząd?

Blaineley: Na to wygląda.

Sky spogląda zdezorientowana na Aishę.

Sky: Czyżby ona już skończyła wyzwanie?

Zdezorientowana przeciera swoje oczy i zdaje sobie sprawę, że właśnie straciła prowadzenie na rzecz Lightninga.

Sky: O nie! Tak łatwo się nie poddam! :)

Lightning: Powodzenia życzę. Może ci się powiedzie. ;)

Sky i Lightning biegną, aby jak najszybciej znaleźć swoje drewniane wizerunki. Zanim jednak to zrobią, przebierają się w standardowe ubrania - tak jakoś bez większego powodu. Dodatkowo Szef im nie powiedział, gdzie powinni szukać skrzyń. Lightning wpadł na bardzo dobry pomysł. Postanowił, że wespnie się na najwyższe drzewo w okolicy. Sky spoglądała najpierw na niego, a potem na fakt, że Lightning w sprawach fizycznych rzeczywiście może być kimś więcej niż geniuszem. Od razu otworzył skrzynią klucz i… znalazł swoją podobiznę.

Sky: Brawo :D

Lightning: Dzięki.

Lightning próbuje zejść, a Sky - oferuje mu pomoc.

Sky: Jeśli chcesz, pomogę ci z tą skrzynią.

Lightning: Lightning nie potrzebuje pomocy. Dzięki, koleżanko.

Lightning zdejmuje swój pasek od spodni, który byłby dobrym zamiennikiem sznurka. Dzięki temu mógł łatwiej przenieść skrzynię. Kiedy zszedł już do połowy, spodnie trzymane przez pasek spadły, a on sam zasuwał w białych bokserkach i z krótkimi jeansami na samym dole. Sky śmiała się z lekkiej nieporadności chłopaka.

Sky: Ubierz się. xD

Lightning zakłada ponownie spodnie i razem ze Sky szukają następnej skrzynki.

Lightning: Lightning oferuje ci pomoc. :P

Sky: To miło z twojej strony.

Uśmiechnęła się do niego, jednak nagle uśmiech zniknął z jej twarzy.

Sky: A czemu chcesz mi pomóc? xD

Lightning: Lubię uczciwą rywalizację, koleżanko. :D

Sky i Lightning zaczęli się śmiać.

Sky: Nie wiem, jak ci dziękować. xD

Lightning tylko wzrusza ramionami.

Lightning: Zobaczymy po prostu, kto szybszy. Co ty na to?

Sky: Jasne.

Od razu znaleźli następne drzewo ze skrzynią i to z podobizną Sky. Sky prędko wspięła się na drzewo, rzuciła Lightning’owi swoją skrzynkę oraz bezpiecznie zeszła.

Sky: To jak, możemy zacząć już bieg?

Lightning: Jasne. ^^

Sky i Lightning zaczęli się ścigać o to, kto pierwszy dotrze ze swoją skrzynią. Wyścig był wyjątkowo zacięty i jak na dwóch atletów przystało, szli łeb w łeb. Koniec końców pierwszy/-a na mecie pojawił/-a się…

...

...

...

...

...

...Lightning!

Sky zaczęła bić brawa chłopakowi. Lightning zadowolony wręczył swoją skrzynkę.

Szef: Mamy w ten sposób pierwszego bezpiecznego zawodnika, a na imię mu Lightning.

Lightning: Sha-boom!

Przybił żółwika ze Sky. Część zawodników również wychodziła już z wody i nadal z taką samą pewnością, że będą pierwsi. Aby się nie zdziwili…

[Zwierzenie] Bridgette: Ktokolwiek będzie na pierwszym miejscu. Ciężko się szukało tych skrzyń.

Amy cały czas szła z Bridgette.

Amy: Przepraszam, jeśli moje towarzystwo tobie przeszkadza. xD

Bridgette: Jest w porządku. ^^

Nadal szukają skrzyń, ale także boi - warto wspomnieć na osoby, którym idzie w wyzwaniu najsłabiej, ponieważ ktoś może odpaść z najgorszej trójki. Coraz więcej osób odnajduje boje, ale także napotka inne problemy, takie jak odległość od lepszych. Widząc, jak daleko mogą być niektóre, reszta zaczyna się denerwować.

Heath: Wyjaśnijcie mi, jaki to jest sens? My zasuwamy 26 kilometrów w dwie strony, a inni tylko 14 i już pewnie są na mecie!!!

Lindsay: Myślę, że trzeba było się spisać na wyzwaniu.

Heath wziął głęboki oddech i udawał, że nie słyszy Lindsay.

Lindsay: Aaa, a wiesz? Znalazłam sposób, abyś dopłynął tam szybciej!

Płynęła sobie na spokojnie aż do celu. Sam cały czas asekurował Dakotę. Oboje byli także na szarym końcu.

Dakota: Sam, kochanie. Ilu uczestników jest za nami?

Sam spogląda w tył. Za nimi widzi Samey, która bardzo się męczy oraz Kathy, Sierrę, Lindsay i Heatha.

Sam: Jesteśmy szybsi od pięciu osób.

Dakota: Fajnie. A co z Aishą?

Aisha moczyła sobie nogi w wodzie i spoglądała na Samey, która była na szarym końcu.

Samey: Byłoby miło, gdybym sobie popłynęła szybciej! Jezu…

Przez przypadek zachłysnęła się wodą. Przerażona Aisha mówi Blaineley o tym, co się stało.

Aisha: Samey chyba się zachłysnęła!

Blaineley: Boże… Przecież ja nie mam kwalifikacji!

Aisha zmierzyła Blaineley wzrokiem.

Aisha: Ja tam płynę.

Blaineley: A co z okresem?

[Zwierzenie] Aisha: Może ja i Sammy miałyśmy małą sprzeczkę przed wyzwaniem, ale halo, nigdy nie pozwoliłabym na to, żeby ktoś utonął w wodzie! Do tej pory zawdzięczam życie mojemu przyjacielowi… Wabi się Jose <3

Strzela facepalma.

[Zwierzenie] Aisha: Jakby co, to był J Balvin. I moje chore fantazje na jego punkcie, hihi XD ._. A teraz na poważnie, nie, ktoś mnie uratował, ale to było tak piękne, że w jego miejsce wstawiam sobie faceta, którego uwielbiam z całego serca. B)

Aisha podpływa bardzo szybko do Samey i nagle ją ratuje. Zdziwiona odtrąca jej rękę.

Samey: Co ty robisz?

Aisha: Próbuję ci pomóc. Zachłysnęłaś się wodą. Chodź, wyjdziemy na brzeg.

Samey odepchnęła Aishę.

Samey: Świetna pomoc. Pewnie kogoś namówiłaś, żeby się mnie pozbyli.

Nagle próbuje płynąć szybciej, a Aisha za nią. Szef widzi, że Samey cały czas próbuje wyprzedzić Aishę.

Szef: Czyżby Aisha została psem gończym?

Blaineley: Może wyprzedzą trójkę najgorszych?

Pokazuje Szefowi, jaka jest sytuacja z Samem, Dakotą, Sierrą, Kathy, Lindsay i Heath’em.

Szef: No nie powiem, na nic będziemy trochę czekać.

Blaineley: A jak wyglądało rozmieszczenie boi?

Szef: Jeśli skręcą gwałtownie w prawo, tam będzie ich… z kilka?

Blaineley: Nie chciałabym, aby tak bardzo się guzdrali.

Blaineley wzięła megafon.

Blaineley: NIE PŁYŃCIE PROSTO, BO SIĘ NIE OPŁACA. WIĘKSZOŚĆ BAKANÓW PO PRAWEJ STRONIE JEZIORKA. DZIĘKUJĘ, DOBRANOC. ŚCIEMNIA SIĘ I NIE BĘDZIEMY CZEKAĆ, AŻ PRZEPŁYNIECIE TAKĄ DŁUGOŚĆ.

Obok siebie widzi już Amy, Bridgette, Dawida oraz Szefa gratulującego im ukończonego wyzwania.

Blaineley: Pięć osób już “zakwaterowało” się i dzięki temu mamy jeszcze tylko dziesięć bezpiecznych miejsc. Dzisiaj to Lightning zwyciężył, więc to on będzie miał największy przywilej eliminacji jednego z uczestników.

Malutka przerwa i ściemnienie ekranu. Kiedy widzimy ich z powrotem, do bezpiecznej piątki dołączyli Owen i Tyler. Kathy, Jocelyn i Dawn szukali swoich skrzyni, a niektórym na chwilę obecną wydawało się, że czas jest nieograniczony - w teorii tak, a w praktyce…

Samey: Oddawaj mi ten klucz!

Aisha: Gdyby nie ja, nawet byś tu nie dopłynęła!

Aisha zaczyna płynąć szybciej od Samey.

[Zwierzenie] Aisha: Jestem pewna, że już nie będę mogła ukończyć zadania jako pierwsza, ale też zdałam sobie sprawę, że nie powinnam dać tak łatwo się wyrzucić. Mimo iż przeciekałam krwią przez całe wyzwanie, pomimo dyskomfortu udowodniłam, że stać mnie na wiele.

[Zwierzenie] Samey: Aisha mnie irytuje… Do takiego stopnia, że jeszcze chwila i wyjdę z siebie. -.-

Lindsay, Sierra i Heath również dopłynęli do boj. Były tylko dwie. Heath wepchnął się przed dziewczyny i zabrał klucz sprzed nosa. Lindsay parsknęła na niego i wypięła mu język.

Lindsay: A pomyśleć, że mi się podobał… Kolejny niereformowalny. >_>

Widzi, że jest tylko jeden kluczyk.

Lindsay: Oj, to kto go weźmie? :d

Sierra: Ty możesz wziąć. :D

Lindsay: Serio?

Sierra: Tak. Zasługujesz bardziej na to, aby grać dalej. Takie po prostu moje zdanie na ten temat. Nie musisz zadawać pytań, wystarczy przyjąć ten skromny gest.

Lindsay: Dzięki!

Przytuliła Sierrę i od razu wzięła kluczyk.

Sierra: Dobra, ja też postaram się nie zawalić tego wyzwania.

Płynie dalej, aby wreszcie znaleźć kluczyki. Szef i Blaineley spoglądają na zaciętą rywalizację, która powinna skończyć się już niebawem. Coraz więcej osób ukończyło wyzwanie i jest bezpieczne - nieistotne jest, jakie zajęli miejsce, najważniejszy jest fakt dalszego udziału w programie. Wyzwania nie wykonali jeszcze: Dawn, Sierra, Lindsay, Heath, Aisha i Samey.

Blaineley: Patrz na to, Szefie. Zostały tylko trzy bezpieczne miejsca.

Szef każe jej spojrzeć na wodę. Heath był ostatnią osobą, która z niej wyszła.

Blaineley: Zapowiada się ciekawa rywalizacja. Brandon, pokażesz nam, jak wygląda sytuacja pomiędzy pozostałymi?

Wszyscy, którzy ukończyli wyzwanie, siedzieli już na trybunach oraz oczekiwali pozostałych. Kiedy Dawn się zjawiła, niektórzy zaczęli buczeć. Dawn olała narzekających i usiadła na spokojnie.

Blaineley: Tylko dwa bezpieczne miejsce. Ciekawe, kto je zgarnie.

Aisha otworzyła krzaki, w których były dwie skrzynie. Obok siebie widziała także Lindsay.

Aisha: Chodź tutaj.

Puknęła Lindsay w ramię i pokazała jej skrzynię. Obie otworzyły je, a następnie znalazły swoje podobizny. Przybiły piątki i cichaczem udały się z nimi do Blaineley i Szefa. Samey oraz Heath również znaleźli skrzynie - z wyjątkiem Sierry, która rysowała sobie podobiznę Cody’ego przy drzewie.

Sierra: Spędziliśmy tyle wspaniałych chwil na tej wyspie. Nie były one długie, ale pamiętaj, że zawsze będę o tobie myślała.

Przytuliła podobiznę Cody’ego, a następnie nadal poszukiwała skrzyni.

[Zwierzenie] Szef: Zdałem sobie sprawę, że zapomniałem o jednej skrzyni. Na czymś musiałem siedzieć, aby pilnować tych dzieciaków. A potem to nie wiem, co z nią zrobiłem. xD

Cała czwórka biegnie wprost do mety. Jednak bezpieczne miejsca lokują…

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...Aisha i

...

...

...

...

...

...Lindsay!!!

Samey i Heath byli niezadowoleni z obrotu tej sytuacji.

[Zwierzenie] Samey: Aisha szybsza ode mnie? Wrrr!

[Zwierzenie] Heath: Dałem się pokonać Lindsay? WRRR!

Szef: Te dwie panie zalokowały się może prawie na końcu, ale również są bezpieczne!

Wskazał palcem na Samey i Heath’a.

Szef: Natomiast ci Państwo już są zagrożeni oraz jedno z was może odpaść.

Blaineley: Wiecie co? Kogoś brakuje.

Nagle Blaineley obrywa jakąś skrzynią w głowę. Zjawia się niski kurdupel.

Wściekły mieszkaniec lasu: E! WY! WEŹCIE SOBIE TE SKRZYNIE I WYPCHAJCIE SIĘ NIMI! ZEPSULIŚCIE MOJĄ PLANTACJĘ!

Szef: ROBIENIE TAKIEJ “DZIAŁKI” NA TYM TERENIE JEST ZABRONIONE, NĘDZNY DZIECIAKU!!!

Wściekły mieszkaniec lasu: Jakiej plantacji, dziadu?!

Szef: M A R I H U A N A. Taka tam “przysługa” od prowadzącego.

Wściekły mieszkaniec lasu: Co prowadzisz? Totalną Porażkę! Boże, uwielbiam ją! I to są zawodnicy Totalnej Porażki? A występuje tu może Courtney?!

Amy, Dakota, Dawid, Heath, Kathy, Lindsay, Owen, Sam, Samey i Sky: NIE.

Wściekły mieszkaniec lasu: Nie dorastacie jej do pięt!!! Ani jej, ani Sierrze, ani Cody’emu!!!

Ni stąd, ni zowąd da się słyszeć głos Sierry.

Sierra: Czy ktoś mnie wołał?!

Biegnie do nich bez skrzynki, ale widzi swoją tabliczkę z imieniem, a następnie mieszkańca Kambodży.

Sierra: Kojarzę wszystkich, dlaczego śmiem twierdzić, że to ty wypowiedziałeś moje imię, prawda? :v

Wściekły mieszkaniec lasu: No, a jak myślisz? :DDDD

Biegnie, aby przytulić Sierrę.

Wściekły mieszkaniec lasu: Ty i Cody jesteście najfajniejszymi zawodnikami w programie!

Oboje tulą się do siebie.

Sierra: Imię?

Wściekły mieszkaniec lasu: Joe. :D

Nagle ucieka.

Joe: MAAAAAAMAAAAAAA!!! POZNAŁEM SWOJĄ FANKĘ!!!!!!!

Piszczy jeszcze głośniej niż Sierra.

[Zwierzenie] Samey: Ten pisk to mógłby sobie darować ;-;

Szef: Ok. Po tej dziwnej sytuacji czas wrócić na ziemię i ogłosić wyniki. Wyzwanie wygrał… Lightning!

Lightning: Sha-boom!

Amy, Dakota, Dawid, Kathy, Lindsay, Owen i Sky zaczęli bić mu brawa.

Szef: A naszą zagrożoną trójką zostali… Samey, Heath i Sierra.

Samey cały czas mierzyła wzrokiem Aishę.

[Zwierzenie] Samey: Mam bardzo zły humor dzisiaj. Może ona ma okres, ale wszystkich zdążyła już zirytować, głównie mnie. Niech jeszcze się okaże, że opuszczam program. -.-

Jesteśmy na ceremonii eliminacji. Wszyscy delektują się piankami (oprócz zagrożonej trójki, ku gwoli ścisłości) i oczekują na werdykt Lightninga.

Lightning: Siemka wszystkim. Lightning dzisiaj poprowadzi bardzo ekscytującą ceremonię.

[Zwierzenie] Heath: Jeśli dobrze liczę, to już moje trzecie zagrożenie w tym programie.

Lightning: Powiem wam szczerze, że Lightning nie lubi wybierać, kto ma wylecieć. Lightning zawsze odrzuca osoby, których Lightning nie lubi, ale z wami to…

Drapie się po głowie.

Lightning: Lightning was nie zna.

Widzi Samey.

Lightning: Ale za to Lightning wie, że ta blondyna dobrze dogaduje się z siostrą. Współpraca jest czasami lepsza od pracy indywidualnej. Także niech… Amy będzie bezpieczna.

Amy & Samey: Sammy. XD

Samey odbiera przedostatnią piankę.

Lightning: Lightning podjął już właściwy wybór. Pożegna się z nami…

...

...

...

...

...Sierra.

Sierra nie była zaskoczona tym widokiem, wręcz zadowolona. Cieszyła się tym, że opuszcza program.

Sierra: Uff. Przetrwałam już trzynaście odcinków, także to już jest coś.

Blaineley: Jak to trzynaście?

Sierra: Podsumowania są zazwyczaj co pięć odcinków i również są brane pod uwagę w produkcji. Biorąc pod uwagę, ile dni już jesteśmy na tej wyspie, na pewno były już z dwa. Wszystko mam w notesiku.

Pokazuje Blaineley swój dzienniczek.

Sierra: Widzisz? Ja tu notuję dosłownie wszystko, co myślę.

Samey: Naprawdę? :D

Sierra: Tak. Głównie to, co myślę o uczestnikach oraz takie tam moje myśli.

[Zwierzenie] Dawn: O ile zakład, że 95% swojego brudnopisu poświęciła na rysunki z Cody’m? XD

Sierra zabiera swój notesik.

Lindsay: A może… Emmm, wstawisz myśli na swojego bloga?

Sierra: Jasne!

Wyrywa karteczkę i daje ją do rąk Lindsay.

Sky: Lindsay, mogłabym?

Lindsay: Jasne. ^^

Daje jej kartkę i Sky zachowuje ją dla siebie. Sierra mówi jeszcze jedno słowo przed spłukaniem.

Sierra: Ej, uwaga na Chrisa… Intuicja mi podpowiada, że on wszystkich oszu...

Nagle zjawia się Chris i spryskuje Sierrę za wyspę. Wszyscy są na niego źli.

Chris: No co? Czas dla niej minął. Antenowy też powoli się zresztą wyczerpuje.

Blaineley: Na to można było poczekać.

Chris: Nie, lepiej posłuchajmy twojego ględzenia. :v

Blaineley zawahała się czy nie użyć zraszacza na niego, ale jednak dała z tym spokój.

Szef: Pozbyliśmy się wielkiej świr…

Blaineley łypnęła na niego okiem.

Szef: ...niętej pozytywnie idolki geeka i w ten sposób na wyspie mamy…

Blaineley rysuje liczbę na palcach.

Szef: ...siedemnastu dzieciaków, którzy liczą na to, że jedno z nich wygra ten program. Czy macie takiego samego faworyta, począwszy od pierwszego odcinka? Ja mam i nadal bierze udział. No nic, oglądajcie dalej z taką samą chęcią nasz program - Odkupienie Totalnej Porażki: Przygodę w Dzikiej Kambodży!

Zaciemnienie i napisy końcowe.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.