FANDOM


Wyspa Totalnej Porażki - nowy rozdział - odcinek 12

Szef Hatchet: Ostatnio na Wyspie Totalnej Porażki - nastoletnie łajzy musiały obdarzyć siebie nawzajem zaufaniem podczas wyzwań takich jak przyrządzenie ryby fugu czy wspinaczka z asekuracją. Ta niezrównoważona ruda wiewióra wrzuciła mnie do sań, którymi miała zjechać, żeby wygrać. Słono za to zapłaciła, bo to właśnie ona została wyeliminowana przez swoją drużynę. A co za ułomne dziecko dziś wróci do domu? Chcecie wiedzieć?! To zamknąć się, siadać i oglądać! Przed wami Wyspa Totalnej Porażki!

<czołówka>

<Stołówka>

<Drużyny standardowo spożywają śniadanie.>

Geoff: No ziomy, to jak tam dziś samopoczucie?

Tyler: A, nie narzekam.

Duncan: Może być.

Heather: Ja nawet dobre. Sama sobie się dziwię.

Katie: Niby czemu?

Heather: Widziałaś mnie przedtem uśmiechniętą bez powodu? xD

Katie: No nie. xD

Heather: To już wiesz.

Leshawna: Ja się zastanawiam, co dziś nas czeka.

Duncan: Zapewne bardzo fascynujące wyzwanie...

Leshawna: Ciekawe, gdzie jest Chris. Zawsze w takich momentach się zjawia i psuje mi dzień.

Katie: Dziś go nawet nie widziałam.

Heather: Pewnie myśli, co za tortury dzisiaj dla nas przygotować.

<Hatchet wychodzi z kuchni i staje na środku stołówki.>

Szef Hatchet: Zamknąć się teraz! Słuchajcie wszyscy, za 10 minut spotykamy się w porcie, a niech ktoś tylko się spóźni, to pożałuje!

Duncan: Haha, groźnie to zabrzmiało, szefunciu. xD

Szef Hatchet: Groźny to ja będę dopiero potem. A teraz wynocha mi ze stołówki, patologiczne bachory!

Courtney: Ej, ej, tylko nie patologiczne!

Noah: I nie bachory!

Szef Hatchet: Podważacie moje zdanie wymoczki?!

Eva: Przestań się wydzierać zdziwaczały kucharzyno!!!

Szef Hatchet: WON!

<Pokój zwierzeń>

Leshawna: Dziś jesteśmy chyba skazani na tego popaprańca, cudnie...

Duncan: Śmiać mi się z niego chce. Myśli, że wzbudza u nas respekt, bo się go boimy. Nic bardziej mylnego.

<Port>

Szef Hatchet: Dobra gówniarze, słuchać mnie uważnie. Dzisiaj to ja będę sprawował funkcję prowadzącego, ponieważ Chris pojechał na urlop.

Courtney: To wspaniale, na jak długo pojechał?

Szef Hatchet: Po pierwsze - NA JEDEN DZIEŃ. A po drugie - NIE PRZERYWAJ MI, GDY MÓWIĘ!!!!

Courtney: Dobra, spokojnie...

Tyler: Heh, ty to potrafisz człowieka zdenerwować Courtney. xD

Courtney: Ciebie też mogę?

Tyler: Spróbować zawsze warto.

Szef Hatchet: ZAMKNIJ SIĘ JEDNO Z DRUGIM!!!! TERAZ JA MÓWIĘ!!!

<Pokój zwierzeń>

Courtney: Już mam dość tego idioty, a minęło dopiero 15 minut odkąd zastępuje Chrisa.

Tyler: No to trafiliśmy z deszczu pod rynnę... a tak zmieniając temat, Courtney super dziś wygląda.

Courtney: Zapomniałam dodać, że dziś Tyler mnie nie denerwuje i całkiem fajnie wygląda.

<Port>

Szef Hatchet: Dzisiejszy dzień będzie zawierał typowo militarne zajęcia. Pierwsze zadanie to drużynowe podnoszenie łodzi i ustanie z nią w jak najdłuższym czasie. Pierwszy frajer, który odpuści i zadzwoni dzwonem w tym porcie, zakończy tę część, potem przejdziemy do kolejnych. DOTARŁO?!

Wszyscy: Noo...

Szef Hatchet: A, zapomniałem. OD DZIŚ MACIE ZWRACAĆ SIĘ DO MNIE "PANIE KUCHARZU"! JASNE?!

Wszyscy: TAK PANIE KUCHARZU!

Szef Hatchet: No. To teraz pędem na plażę, PRONTO!

<Wszyscy pobiegli na plażę.>

<Pokój zwierzeń>

Heather: Dobra. Już mi się ten dzień nie podoba. Dobrego humoru nigdy za dużo...

<Wyzwanie>

<Drużyny podniosły łódki i stoją tak już z pół godziny.>

Duncan: Już się tu nudzę. Panie Kucharzu kochany, opowie nam pan jakąś ciekawą historię z pana życia?

Szef Hatchet: Chętnie, posłuchajcie o wojnie, w której brałem udział.

Heather: To pan brał udział w jakiejś wojnie?

Szef Hacthet: TAK, brałem. I NIE PRZERYWAJ MI MAŁA.

Heather: Dobra...

Szef Hatchet: Było to dokładnie w 1986 roku. Zostałem wysłany do Afganistanu, aby pomóc walczącym muzułmanom walczącym przeciwko Związkowi Radzieckiemu...

<Mijają godziny, Szef kończy swoją historię...>

Szef Hatchet: I tak 15 lutego 1989 przybyłem z powrotem do Stanów, skąd pochodzę.

Trent: Oł, więc jest pan amerykaninem, tak?

Szef Hatchet: Tak. Wyemigrowałem do Kanady w 1990, żeby raz na zawsze odciąć się od tych strasznych wspomnień. Miałem wtedy 17 lat.

Heather: I że niby miałeś 13 lat, gdy wysłano cię na wojnę? Jasne. xD

Szef Hatcher: KOLEŻANKO, CZY KTOŚ CIĘ PROSIŁ O ZDANIE?!

Heather: Dobra, weź zluzuj majty gościu...

<Szef zrobił się czerwony ze złości.>

Szef Hatchet: Za chwilę skończą się te żarty, gdy wyślę cię do domu...

Heather: Milczę.

Duncan: To jak długo już tutaj stoimy?

Szef Hatchet: 6 godzin.

Duncan: JA PIERDOLĘ.

Szef Hatchet: BEZ WULGARYZMÓW!!! KULTURY TROCHĘ!!!

<Pokój zwierzeń>

Duncan: Czułem, jak nogi wchodzą mi do tyłka... co za męka.

<Wyzwanie>

Katie: Nie no naprawdę, ja się poddaję... mam dość stania tu, jak jakaś idiotka.

Geoff: Katie, nie rób tego!

Tyler: Właśnie, bo przegramy!

Katie: I ile mam jeszcze czekać? Zmęczona jestem.

Eva: Idź, idź, frajerko.

Katie: Wolę być frajerką, niż wyglądać, jak ty. Rzygać mi się chcę, jak na ciebię patrzę.

Eva: TEGO JUŻ ZA WIELE!!!

<Rzuca się na Katie. Wszyscy dopingują anorektyczcę, czym jeszcze bardziej drażnią Evę.>

<Pokój zwierzeń>

Eva: Ta pokraka nie będzie komentować mojego wyglądu! >:(

Katie: Kiedy ja powiedziałam prawdę, serio rzygać mi sie chcę, jak ją widzę.

<Wyzwanie>

Szef Hatchet: OBIE ZOSTAJECIE WYWALONE Z KONKURENCJI!!!! Reszta zawodników zapraszam do stołówki. TERAZ!

Courtney: Pięknie... dzięki Eva.

Eva: Stól się!

<Bridgette chce coś jej powiedzieć, ale po chwili decyduje się odpuścić i machnęła na to ręką.>

<Pokój zwierzeń>

Bridgette: Pomocy, utknęłam w przedszkolu...

<Stołówka>

Szef Hatchet: Ponieważ nie jestem potworem, możecie zeżreć posiłek przed tym zadaniem.

Tyler: No... ale gdzie jest jedzenie?

Szef Hatchet: A w tych kubłach obok was. Smacznego!

Leshawna: Nie tknę tego...

Heather: Ani ja.

Courtney: Dla mnie to obraza naszej godności.

Noah: Ty i tak jej nie masz.

Courtney: Zamkniesz się, czy rzucić w ciebie tym kubłem?

Noah: Pf...

Bridgette: Przestań tak sapać, bo mnie oplułeś.

<Opluł ją w twarz, po czym dostał w pysk od Trenta.>

Trent: Teraz ja splunę na ciebie.

<Opluł go, Bridgette kopnęła w krocze i też opluła.>

Bridgette: Jej... dzięki Trent.

Trent: Nie ma sprawy Bridge, dla ciebie wszystko. :)

Bridgette: Próbuj dalej.

<Pokój zwierzeń>

Bridgette: Fuj. Nienawidzę tego Noah. Trent natomiast zachował się bardzo fajnie. Może ma w sobie coś z prawdziwego mężczyzny?

Trent: Nie pozwolę, aby ta szkapa stawiała się na dziewczynę, tymbardziej na Bridge. Nie ze mną te numery.

<Wyzwanie>

<Niektórzy zdołali znaleźć i zjeść resztkę czegoś do jedzenia.>

Szef Hatchet: Drugą częścią tego wyzwania będzie napisanie wypracowania! Na temat, jak bardzo mnie lubicie i za co.

Wszyscy: O_O

Duncan: A no to bułka z masłem. XD

Courtney: Akurat...

Szef Hatchet: PISAĆ!

<Po godzinie od rozpoczęcia Szef zbiera od uczestników kartki.>

Szef Hatchet: Widzę, że niektóre wymoczki się nie postarały... sprawdźmy to.

Duncan: Proszę przeczytać moje panie kucharzu!

Szef Hatchet: Dawaj no to.

Duncan: Spodoba się panu! Starałem się! <3

Szef Hatchet: "Kocham pana kucharza, uwielbiam go, ubóstwiam... jest najwspanialszą istotą chodzącym po tym świecie! Mój najcudowniejszy autorytet! Żarcik. Jest tępym, przestarzałym, grubym, żałosnym i wkurwiającym mitomanem."

<W tym momencie Hatchet przestał czytać i zrobił się fioletowy ze wściekłości.>

Szef Hatchet: SŁUCHAJ NO TY PEDALSKI, WYKOLCZYKOWANY GÓWNIAKU. CHCESZ ZOSTAĆ ODESŁANY Z POWROTEM DO TEGO POSRANEGO POPRAWCZAKA?!

Duncan: Nie. xD

Szef Hatchet: TO JESZCZE JEDEN WYBRYK, A POŻEGNASZ SIĘ Z PROGRAMEM NA ZAWSZE!!!!!

Duncan: Dobra, nie truj dziadziu.

Szef Hatchet: TAK POGRYWASZ?! DOBRA.

<Chwilę później...>

<Duncan został zamknięty w celi.>

Szef Hatchet: Posiedzisz tu sobie do rana.

Duncan: Mhm...

<Szef zauważył śpiących Trenta i Tylera.>

Szef Hatchet: EJ, WY UŁOMY, KTÓRZY ZASNĘLIŚCIE - WYLATUJECIE Z KONKURENCJI. RESZTA O 5 ZBIÓRKA NA TORZE PRZESZKÓD.

Heather: Torze przeszkód?

Szef Hatchet: Tym koło portu.

Geoff: Aaa...

<Pokój zwierzeń>

Heather: No to jest nas 4-3. Mamy nadal przewagę, którą musimy jeszcze dociągnąć, żeby wygrać. Oby się udało, inaczej nie wiem, jak to będzie.

Bridgette: No i Trent już wypadł. Walczymy jeszcze z Courtney i Noah. Ech... chętnie zawaliłabym to wyzwanie, ale wtedy z pewnością odpadnę. Postaram się jednak zwyciężyć.

<Następnego dnia... 05:00.>

<Wyzwanie>

Szef Hatchet: CZY WSZYSCY WSTALI?!

Geoff: Dwa, trzy, cztery... tak, wszyscy są.

Duncan: To była moja najgorsza noc w tym programie. Ałć.

Szef Hatchet: Także uważaj sobie, bo to było ostatnie ostrzeżenie dla ciebie.

Duncan: Luz.

Heather: Na czym polega to wyzwanie?

Szef Hatchet: Musicie pokonać cały tor przeszkód, osoby, które nie dadzą rady - WYPAD.

Leshawna: Mam nadzieję, że nie jest taki straszny.

Szef Hatchet: Skąd... JEST BARDZO STRASZNY.

Noah: Mnie to nie przeraża.

Szef Hatchet: Zaraz zacznie.

<Szef włączył wszystkie pułapki, jakie krył tor. Uczestnicy przełknęli ślinę.>

Szef Hatchet: No to... powodzenia!

<Zawodnicy rozpoczęli bieg.>

<Każdy pokonuje wszystkie przeszkody, jednak kilka osób nie dało rady ukończyć toru: Noah wypadł przy ruchomych piaskach, Leshawna nie mogła wskoczyć na murek, a Geoff zwichnął nogę, dlatego Szef odesłał ich do domu.>

Szef Hatchet: No, to zostaliście w czwórkę! Idźcie się umyć i zapraszam na decydujące starcie! TYLKO SZYBKO!

<Duncan, Heather, Bridgette i Courtney poszli się umyć.>

<Pokój zwierzeń>

Bridgette: Teraz już musimy wygrać, żeby tylko to nie było zadanie z wiszeniem do góry nogami...

<Wyzwanie>

Szef Hatchet: Ostatnie wyzwanie to zwis do góry nogami w jak najdłuższym czasie!

Bridgette: KURWA.

Szef Hatchet: CO?!

Bridgette: Nic... ech...

<Po chwili cała czwórka wisi już do góry nogami.>

Szef Hatchet: Żeby umilić wam czas, mogę wam tylko opowiedzieć, co dzieje się, gdy wisimy do góry nogami. Krew przepływa do mózgu, co może być bardzo niebezpieczne, mogą pojawiać się zawroty głowy, uczucie nieważkości, odruchy wymiotne...

<Duncan i Bridgette spadli. Courtney i Heather nadal się trzymają.>

Courtney: Urgh... poddaj się!

Heather: Chyba żartujesz, nigdy!

<Mijają kolejne minuty, Courtney w końcu spada.>

Heather: TAK!

Courtney: NIEEE!

Szef Hatchet: Susły wygrywają!!!

Susły: HURRA!!!

Bridgette: No to zajebiście...

<Drużyna Susłów niesie Heather na rękach, laska jest wyraźnie podjarana.>

<Pokój zwierzeń>

Courtney: Jeśli dziś nie odpadnę, to obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wygrać. Nie będzie takiego pokazu porażki, jak dzisiaj.

Bridgette: No to mamy problem. Muszę coś zrobić, żebym nie odpadła.

<Ceremonia Eliminacji>

<Zawodnicy już siedzą przy ognisku. Chris wchodzi z piankami.>

Chris: Dobry wieczór Okonie! Znów się tu dziś spotykamy, haha! Jesteście ciekawi, kogo odeślecie do domu?

Okonie: ...

Chris: Mam dziś cudowny humor, nic mi go nie zepsuje! Ale mniejsza o to, wymienię bezpiecznych zawodników...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

Trent!

Trent: Tak! Phew...

Chris: ...

...

...

...

...

....

...

...

...

...

...

...

...

...

Noah!

Noah: Wow, ja jako drugi.

Chris: ...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

Eva!

Eva: MACIE SZCZĘŚCIE!

Chris: Courtney czy Bridgette? Którą dziś odeślecie jak najdalej?

Trent: A Bridgette to za co jest zagrożona? -.-

Chris: No nie wiem... Ostatnią piankę dzisiejszego wieczoru otrzymuje...

...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...

...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...



...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...



...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...

...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...

...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...

...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...

...

..

...

...

...

...

...

....

...

...

...

...

COURTNEY?!

Courtney: TAK! WSPANIALE! <3

Bridgette: Spodziewałam się.

Chris: Serio? Ja jestem w szoku. No trudno, Port Wstydu na ciebie czeka!

<Bridgette wstaje i bez słowa opuszcza obóz. Kilka osób idzie ją pożegnać w Porcie.>

Leshawna: Trzymaj się dziewczyno, ode mnie nigdy nie dostałabyś głosu!

Bridgette: Wiem, dzięki.

Heather: Szkoda, że musisz odejść. Spoko z ciebie laska.

Bridgette: Heh, z ciebie też. Pa.

Trent: Bridgette... tak mi przykro... :(

Bridgette: Ech... dobra, być może tego pożałuję, ale...

<Całuje go.>

Trent: OH! Jesteś cudowna! <3

Bridgette: Ty też nie jesteś jednak taki zły, będę za tobą tęskniła. I za wami dziewczyny też. Wygrajcie to, wykończcie tą moją nędzną drużynę. Paaa!

<Leshawna, Heather i Trent kiwają jej na pożegnanie.>

Trent: Ech... :(

Leshawna: Nie załamuj się Trent, będzie ok.

Heather: Ale z drużyną to życzę ci powodzenia. XDD

<Leshawna krzywo na nią spojrzała.>

Heather: Dobra, sorki.

Trent: Może jakaś zemsta na nich, co wy na to? :>

Leshawna: Co masz na myśli?

Trent: Wywalenie Evy, Noah i Courtney, rzecz jasna. >:)

Heather: Podoba mi się ten plan. Tylko jak go zrealizujemy?

Trent: Już ja na to znajdę sposoby.

<Pokój zwierzeń>

Trent: Pożałują, że są takimi zerami... biedna Bridgette. :(

<Port>

Chris: No to została ostatnia dziesiątka! Które z nich pożegnamy następnym razem? Czy Trent pomści swoją miłość? Dowiecie się tego oglądając Wyspę Totalnej Porażki!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.