FANDOM


RTW(8)

Blaineley była w łazience, a Brandon skorzystał z okazji i nagrywał ją, kiedy pudrowała nos i czytała gazetę.

Blaineley: PRZEPRASZAM, ale co ty robisz?

Brandon: No teraz pora na omówienie odcinka. Nie moja wina, że o tej godzinie sobie siedzisz po prostu w łazience i nic z tym nie robisz ;u;

Blaineley: Wyjdź!

Brandon przewrócił oczami.

Brandon: A co będzie z omówieniem odcinka?

Blaineley rzuciła w niego papierem toaletowym.

Blaineley: Żądam prywatności!

<Czołówka>

Stołówka

Pewni Siebie
Zdeterminowani

Wszyscy siedzą w stołówce i jedzą posiłek. Nagle przychodzi Blaineley.

Blaineley: Mamy gości! Cieszycie się? Chodźcie za mną!

Heather: Nie. Nikt się nie cieszy…

Phoebe (udając Heather): ...że jestem tu w programie, bo jestem żałosna i w ogóle :v

Heather: A weź się udław!

Phoebe przewróciła oczami.

Phoebe (PZ): Rozmawianie z nią jest naprawdę żałosne, a ciekawe co tam u mojej kochanej drużynki?

Zach w międzyczasie rozmawiał z Rhettem.

Rhett: Ja się tak czasem zastanawiałem, czy oni nie przesadzają z tymi strategiami >_>

Rozmowa Zacha i Rhetta skupiała się na antagonistach, a raczej na krytykowaniu ich.

Zach: Jak dla mnie najgorszym, w sensie najsłabszym antagonistą był Mal.

Rhett: Dla mnie osobiście Justin.

Zach: Mal to w rzeczywistości nikogo nie wyeliminował, no może poza Alejandro.

Rhett: Alejandro to dopiero irytujący człowiek. Taki najlepszy i w ogóle ;-;

Zach: Nie przepadam za takimi ludźmi. Potrafią szepnąć dobre słówka, pomóc w potrzebie, a potem i tak zaboli to dwa razy bardziej niż inny problem.

Rhett: Aż mi się przypomniała taka jedna piosenka, ale nie będę przy wszystkich przeklinał.

Phoebe: Chętnie posłucham.

Rhett machnął na nią ręką i poszedł.

Phoebe (PZ): Tak się bawić nie będziemy!

Phoebe: Masz mi w tej chwili odpowiedzieć!

Rhett: Jeeezu, nie mam zamiaru. Nie chcę się popisywać głupotą.

Phoebe (PZ): I tak się wystarczająco popisywałeś, robiąc ze mną sojusz. Teraz mogę namówić ich przeciwko tobie ^^

Fatih (PZ): Muszę na siebie uważać. Jestem teraz na celowniku.

Rhett wzruszył ramionami, zostawiając Phoebe lekko przytłoczoną. Od razu podeszła do Nastasi.

Phoebe: Heeej, Nastasia :3

Nastasia: Co tam? :3

Phoebe: Pamiętasz, jak zrobiłam dla ciebie sok?

Nastasia zaczyna się domyślać, o co jej chodzi.

Nastasia: I co w związku z tym?

Phoebe: A pamiętasz może, co wtedy obiecałaś?

Nastasia: Pomyślmy…

Specjalnie zaczęła dotykać palcem wskazującym na policzek dwukrotnie, potem wróciła do zwyczajnej pozy.

Nastasia: Nie.

Idzie zadowolona.

Phoebe (PZ): Zagłosowała na kogoś innego, a to oznacza zagrożenie dominacji. Czas przyjąć postawę defensywną i trochę szpiegować tamte trio, żeby mnie nie wyrolowało.

Anais w międzyczasie kończyły posiłek z Kate.

Trent: Dziewczyny.

Kate: Tak?

Trent: Chef tutaj przyjechał z innymi. Mogłybyście się pospieszyć?

Kate: Jasne.

Centrum Sztuki i Rzemiosła

Odłożyła jakiś różowy chleb, wstała i skierowała się tam, gdzie pozostała dziewiątka graczy. Anais dołączyła minutę później. Po jakimś czasie każdy znajduje się w… Centrum… Sztuki i Rzemiosła, nie, nie Badziewia i Syfu.

Szef: Witajcie wszyscy. Ktoś mnie pamięta?

Trent i Heather podnoszą rękę do góry.

Heather: Ooo, znowu przyszedłeś gotować? xD

Szef: Coś ci nie pasuje?! *wydarł się na nią przez megafon*

Heather (PZ): Niech on mi lepiej nie psuje humoru. Ci frajerzy wystarczą, abym się zdenerwowała.

Szef stanął sobie w kuchni.

Szef: Witajcie, wymoczki!

Lindsay: Szef powrócił! <3

Heather: Lindsiotka?

Z limuzyny wyszły cztery dziewczyny: Beth, Lindsay, Katie i Sadie. Cały czas trzymały się za ręce i były podjarane tym, jakim autem tutaj przyjechały na wyspę Wawanakwa.

Katie: Uszczypnij mnie Sadie, to musi być sen! <3

Sadie: Tak strasznie się cieszę, że Szef nabrał nas ze sobą! <3

Szef pił w międzyczasie kawę i wypluł ją, kiedy usłyszał. Podszedł do niej i lekko nią potrząsnął.

Szef: Jakim cudem wy się tutaj znalazłyście?!

Lindsay: No wiesz, Sherlocku...

Szef: Szefie -.-

Lindsay: Schowałyśmy się w walizce, a że Sadie nie mogła zmieścić się do takiej jednej wielkiej…

Szef zaczął z nerwów obgryzać paznokcie.

Lindsay: ...to po prostu wsiadła do tego bagażnika, a my tam siedziałyśmy w pustych bagażach ^^

Szef odetchnął z ulgą.

Lindsay: Ale przez przypadek raz Sadie kopnęła tę dużą walizkę, a potem była cała mokra.

Szef wybałuszył oczy i spojrzał na bagażnik. Czuł wilgotną walizkę i kiedy ją otworzył, zauważył całą zawartość w bitej śmietanie.

Szef: Dobra, ktoś będzie musiał za to zapłacić >:(

Sadie stała najbliżej Szefa i bardzo się bała tego, że zacznie na nią krzyczeć. Ku jej zdziwieniu ominął dziewczynę, wziął megafon i ryknął wprost na Blaineley.

Szef: BLAAAAAAAAAAAAAAAAAAINEEEEEEEEELEEY!!!

Blaineley wyrwała mu megafon i odłożyła na stół, który się po chwili zerwał. Stolik był drewniany, a także wadliwej konstrukcji, a megafon… do najlżejszych przedmiotów nie należał.

Blaineley: Czego na mnie wrzeszczysz?! To nie moja wina, że z tobą pojechały!

Odwróciła się jeszcze raz do dziewczyn.

Wyzwanie

Blaineley: Ale że już tu jesteście… Mam dla was bardzo ciekawe zadanie.

Szef: Ach, tak?

Spojrzał jeszcze raz na swoją walizkę.

Szef: Ja mam również wyzwanie dla ciebie, Blaineley.

Po chwili widzimy wkurzoną Blaineley, która opróżnia walizkę z rzeczy Szefa.

Blaineley (PZ): Zapamiętać, nigdy więcej nie namawiać ekipy do swoich celów ;-;

Szef powtórzył jeszcze raz polecenie do czterech uczestniczek, które tutaj przyjechały przez przypadek.

Szef: A więc spędzacie sobie czas z uczestnikami dzisiaj. “Dzień wolny”.

Aplauzy.

Darwin: To świetnie, mogę już stąd iść?

Szef zatrzymuje Darwina.

Szef: Uwierz mi, robiłem to samo, co ty i nie skończyłem dobrze.

Darwin nerwowo przełknął ślinę, jednak po chwili zasalutował.

Darwin (PZ): Nie mogłem się doczekać, aby zobaczyć Szefa. Zawsze był moim faworytem w programie. Taki antybohater, który rozbraja tym, że próbuje dostać główną rolę. To moja wielka fascynacja i wzór do naśladowania.

Szef pozwolił Darwinowi spocząć, a wszyscy ustawili się w szeregu.

Szef: Dzisiaj sobie rozmawiacie oto z czterema paniami. Dobranoc.

Odchodzi.

Katie: To co będziemy robić? ^^

Heather: Ja będę miała was totalnie w dupie, to na pewno.

Phoebe: A my wszyscy ciebie. Idź już stąd, bałwanico.

Heather: I bardzo dobrze.

Phoebe: Stul ten okropny pysk, bo twojego ryja w ogóle nie da się słuchać :)))

Heather wypina jej język.

Phoebe (PZ): Ona próbuje tutaj stworzyć nowy program pod tytułem Przedszkole Totalnej Porażki. Jej szare komórki są w ogóle w stanie stworzyć coś kreatywnego?

Heather (PZ): Skoro dzisiaj jest dzień wolny, to się poopalam. Przynajmniej przed Alejandro wyjdę na bóstwo.

Lindsay, Beth, Katie i Sadie zostały bardzo szybko zagadane przez Nastasię.

Nastasia: Co wy na to, żebym wymyśliła dla nas ciekawą grę? xD

Katie: A jak by się nazywała?

Nastasia złapała Zacha.

Nastasia: Wszystkie robimy kółeczko wokół przystojniaka :D

Wszystkie pięć dziewczyn siadają w kółku.

Sadie: Co teraz? :D

Lindsay: On jest spoko, ale nikt nie przebije Tylera! ^^

Zach: Heheh. :p

Nastasia: Każda z nas ma za zadanie wymienić jedną cechę, która się wam podoba w Zachu.

Sadie: Kto zaczyna?

Nastasia wskazała ręką na Sadie.

Nastasia: Możesz zacząć.

Sadie (PZ): W sumie to ma być niezła zabawa, miejmy nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe ^^

Sadie: Tyłek :D

Wszystkie dziewczyny zaczęły się chichotać.

Katie: Popieram Sadie.

Nastasia przewróciła oczami.

Nastasia: Kochane, każda po jednej cesze. xDDD

Lindsay i Beth ponownie zaczęły się uśmiechać do siebie.

Katie: Ja tam uważam, że podobają mi się jego dredy.

Zach pokazał kciuk w górę do Katie.

Lindsay: Jest mega słodki! ^^

Nastasia zaczęła zadowolona przewracać oczami, ale nie dawała po sobie poznać, że Zach bardzo jej się podoba. Kolej Beth.

Beth: Uważam, że ty i Zach pasujecie do siebie. Tworzycie taki ciekawy zespół :D

Nastasia (PZ): *hiperwentylacja* TAK, ON MI SIĘ PODOBA AŻ ZA BARDZO! <3

Nastasia złapała za rękę Zacha.

W międzyczasie Stewart próbował zagadać do Anais, która napiła się wody mineralnej.

Anais: Cieszę się, że można odpocząć przynajmniej ten jeden dzień.

Stewart zbliżył się do dziewczyny.

Stewart: Cześć ^^

Anais: Co tam u ciebie słychać?

Anais (PZ): Ostatnio Stewart postawił się Heather, więc myślę, że już nie będzie taki zły.

Stewart (PZ): Zobaczymy, czy uda mi się zagadać do niej.

Stewart: Uważam, że jesteś z najmądrzejszych osób w naszym zespole.

Anais: Niech zgadnę, Heather ciebie tutaj przysłała?

Stewart (PZ): Dobra, mam jej dosyć.

Stewart ucieka.

Anais (PZ): Nie dziwię mu się. Każdy, kto rozmawiał z Heather i spiskował po jej stronie, nie skończył dobrze. Nie będę nawet rozmawiała z nim, bo to nie ma żadnego sensu.

Anais dorzuciła cytryny do szklanki i wypiła całą zawartość. Potem wytarła twarz ręką i odłożyła kubek.

Anais: Nie ma to jak świeże orzeźwienie ^^

Zdecydowała się na powrót do drużyny. W międzyczasie gdzieś w powietrzu wisiała nowa strategia. Heather cały czas rozmawiała z Trentem.

Heather: Posłuchaj, wpadłam na ciekawy pomysł.

Trent: Tak?

Trent (PZ): W sumie nie wiem, komu by tu zaufać. Praktycznie nikogo nie znam oprócz Heather. Miejmy nadzieję, że pomoże mi się dostać do połączenia.

Heather (PZ): Czas wprowadzić nową strategię. Omamię Trenta wokół palca. Musi wiedzieć, że mu się podobał ten pocałunek :P. Powiem, że był całkiem szczery, a przynajmniej mogłam patrzeć, jak ta żałosna gotka cierpi. Nienawidzę ich wszystkich. Udowodnię im, że przyjechali tylko po to, aby zobaczyć, jakimi są porażkami.

Podle się uśmiechnęła.

Heather: Sądzę, że powinniśmy założyć sojusz. Oni mogą się zmówić przeciwko nam.

Trent: Kto?

Heather: No wiesz, Stewart pewnie namawia Anais i Kate do pozbycia się mnie. Wiem, że też chciałbyś mnie wyeliminować, ale pomyśl, będziesz ich następnym celem.

Heather pocałowała go w policzek, ten był zszokowany.

Heather: Wiesz, że bardzo się o ciebie martwię >_>

Trent: Naprawdę? :d

Heather: Tak. Nigdy tego nie mówiłam, ale podkochiwałam się w tobie.

Na twarzy Trenta pojawił się uśmiech.

Heather: Wiesz, że sytuacja z Gwen jest niestety przekreślona, ponieważ... pewnie ma innego chłopaka. Chciałbyś ze mną chodzić, prawda? :D

Trent: Wiesz...

Spojrzał się na nią trochę zawstydzony.

Trent: Nie wiem czy będę w stanie ci zaufać.

Heather: Spokojnie. Obiecuję przy-pauzować i zrobić, co tylko zechcesz.

Heather kontynuowała podlizywanie się Trentowi. Kiedy jej gra trwała w najlepsze, Phoebe sobie obserwowała Rhetta, który pływał w wodzie.

Phoebe (PZ): Coś tu trzeba zrobić.

Fatih przechodził koło mostku i nagle Phoebe go zaczęła zaczepiać.

Phoebe: Co powiesz na sojusz?

Fatih trochę przestraszył się Phoebe. Wyglądało to tak, że chłopak sobie przechodził ścieżkami i nagle, znienacka wyskakuje mu Phoebe z propozycją sojuszu. Przyszły kucharz, lekko zaskoczony, odskoczył na bok.

Fatih: Musisz mnie tak straszyć? ;-;

Phoebe spojrzała się na niego innym, dziwaczniejszym wzrokiem.

Phoebe: Co powiesz na to, aby dzisiaj pozbyć się Nastasii, jeśli przegramy?

Fatih spojrzał się na Phoebe, jak na wariatkę. Po chwili jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech.

Phoebe: Co cię tak śmieszy?

Fatih machnął jej przed oczami.

Fatih: Żartujesz sobie? xD Ty, ja i sojusz? Jesteś już całkowicie niepoważna!

Phoebe: TO TY ŚMIESZ MÓWIĆ MI NIE?!??!?!!? JAK?!

Fatih: Bo NIE oznacza NIE. Dobranoc, hipokrytko.

Odsuwa jej się z pola widzenia.

Phoebe: Terrorysta!

Fatih przewraca oczami.

Fatih (PZ): Przyzwyczajenie...

Zbliżała się godzina osiemnasta. Nastasia zaczęła grać na gitarze z dziewczynami i śpiewali najróżniejsze piosenki.

Nastasia: Czas, żeby każda z nas przedstawiła najbardziej interesujący gatunek muzyczny.

Katie: Uwielbiam R&B!

Sadie: Ja również, moją ulubienicą jest Beyoncé!

Lindsay: Moją jest z kolei Shakira!

Nastasia: Shakira to nie jest gatunek muzyczny! xD

Lindsay: Od dzisiaj jest.

Zaczęła się śmiać.

Gdzieś obok, niedaleko stołówki, siedział sobie Darwin i spoglądał w jedno zdjęcie, które wprawiło go w zły nastrój.

Darwin: Bardzo mi przypominasz Adrienne :/

Podszedł do obrazka, a łza kapnęła mu po policzku. Dotknął zdjęcie kobiety przedstawionej na portrecie.

Darwin: Ciekawi mnie, czemu Szef powiesił tutaj twoje zdjęcie. Pewnie też stracił kogoś bliskiego.

Darwin usłyszał, jak otwierają się drzwi i był lekko przerażony. Drzwi zostały otworzone przez Szefa Hatcheta.

Szef: Ktoś tutaj coś mówił?

Darwin: Ja, Szefie.

Odrzekł cicho i potem zamilknął, spuszczając wzrok na podłogę.

Szef: Rozumiem ciebie doskonale. Też straciłeś ukochaną osobę?

Darwin: Tia...

Usiadł na krześle przy stole.

Darwin: I to niejedną :<

Skierował twarz w stronę stołu i cały czas markotnie na niego zerkał podczas rozmowy z kucharzyną.

Szef: Posłuchaj...

Odwrócił się do chłopaka.

Szef: Byłem podobny do ciebie.

Szef (PZ): Wiem, jak to brzmi. Byłem jak DJ, ale Darwin też ma coś w sobie z cichego chłopaka, który nie potrafi wykorzystać swojego daru.

Darwin: W sensie porównujesz mnie do DJ'a, co nie?

Szef: Skąd. Chodzi o to, że poznałem miłość życia. Nazywała się Candace i jak widzisz to zdjęcie, miała piękne blond włosy. Słynęła ze swojego nieskazitelnego uśmiechu. Potrafiła sprawić, że we mnie, we wojowniku potrafiło bić serce kochanka. Niestety, pewnego dnia zamierzałem z nią iść na zamek, wyjechać na dzień do stolicy i zwiedzić, ale nagle, kiedy wsiedliśmy do pociągu, zmarła. Chorowała na serce. Po pierwszym przystanku rozpaczliwie poszukiwałem szpitala, aby ją uratować i niestety... PRZEZ SZPITAL JĄ STRACIŁEM!!! T_T

Zaczął płakać. Darwinowi było bardzo przykro, ale nie wiedział, jak dokładnie się zachować.

Darwin: Bardzo współczuję pańskiej straty.

Szef: Dzięki, chłopie. Mało kto mnie zrozumiał, ale kiedy ją straciłem, pomyślałem, że trzeba coś ze sobą zrobić. Zacząłem pracować w więzieniu i walczyć z przestępczością. Stąd też trafiłem na kontakty z Chrisem McLeanem...

Darwin: Właśnie. Skoro miałeś kontakty z Chrisem, to czy nadal się z nim widujesz?

Szef: Nie. W sumie nawet nie wiem, czemu nie prowadzi tego programu.

Darwin: Ciekawe czy tutaj wróci.

Szef: Wiem, że jeśli Chris będzie na tej wyspie, a Blaineley prowadziłaby program, gwarantuję, że nie będzie dla nikogo przyjemnie. Radzę ci, żebyś uważał i nikomu nie ufał. Każdy chce milion, każdy zwykły, prosty uczestnik sądzi, że ma szanse, a i tak odpadnie.

Darwin: Dziękuję za radę. Nie sądziłem, że mi to powiesz.

Szef: Tutaj właśnie przydaje się zaufanie. Musisz sprawdzić ludzi, wystarczy, że coś ci się w kimś nie podoba, a ten już od razu musi być podejrzany. Pamiętaj o tym.

Darwin: Dziękuję.

Przybili żółwika i Darwin z lekkim uśmiechem na twarzy opuścił jadalnię.

Godzina dwudziesta. Nastasia, Beth, Lindsay, Katie i Sadie miały na głowach przyczepione karteczki.

Nastasia: Czy jestem powiązana jakoś z jedzeniem?

Katie: Tak.

Nastasia: Czy to jedzenie może zawierać mięso?

Sadie: Tak.

Nastasia: Czy jestem podawana w różnych rodzajach?

Lindsay: Tak.

Nastasia: Jestem jakimś fast-foodem?

Beth: Tak.

Nastasia: Hmmm, czy jestem kebabem? :D

Beth, Lindsay, Katie i Sadie: TAAAAK!!!

Wszystkie dziewczyny zaczęły bić brawa. Blaineley razem z Brady'm przychodzą do dziewczyn.

Blaineley: Koniec czasu wolnego. Goście wracają do domu.

Katie i Sadie zaczynają zawodzić.

Blaineley: Ale zanim wy stąd pojedziecie...

Zadowolona wyjęła megafon.

Blaineley: UWAGA UCZESTNICY TOTALNEJ PORAŻKI: POWROTU NA WYSPĘ WAWANAKWA! ZBIÓRKA PRZED OGNISKIEM ZA 10 MINUT! KTO NIE PRZYJDZIE, ZOSTANIE WYRZUCONY Z PROGRAMU!

Po dziesięciu minutach wszyscy zawodnicy zjawili się na ognisku. Goście jeszcze byli, Szef Hatchet się nie zwijał. Beth jednak zaczepiła Brady'ego.

Beth: Kochanie, tak bardzo za tobą tęsknię :<

Brady: Ja za tobą również. Nudzi mnie to miejsce, a Blaineley wzięła mnie dlatego, że nie mogła skontaktować się z Szefem.

Szef: Słucham?

Brady: Chyba się będę stąd zmywał.

Blaineley: Słucham?

Spojrzała z wyrzutami na chłopaka.

Blaineley: Ty mi tutaj jesteś potrzebny!

Brady: Otóż nie. Pojawił się Szef, więc nie mam obowiązku być dłużej twoim zastępcą. Powodzenia z programem.

Całuje się z Beth.

Blaineley: Trudno... Hej, dziewczyny. Mam dla was takie pytanie.

Widzi, że uczestnicy są pogrupowani w drużyny.

Blaineley: Która drużyna w tym sezonie podoba wam się bardziej? Ta z niebieskim logiem czy ta z zielonym?

Dziewczyny: Ta, w której jest Nastasia.

Blaineley pokazała im zielony kolor.

Zdeterminowani

Katie: Tak, ona :D

Blaineley: Ooookej.

Heather: Co okej?

Nastasia: Dla mnie wszystko. Dzięki :)

Lindsay: Nie ma za co. Fajnie, że mogłyśmy spędzić z tobą czas.

Lindsay, Beth, Katie, Sadie, a potem Brady wsiadają do auta i odjeżdżają.

Szef: Ten prymus Brady zakosił mi auto!!!

Blaineley: Spokojnie, nie powinien ci go rozwalić. ;-;

Chrząknęła.

Blaineley: Dzisiejsze wyniki są jasne. Wyzwanie...

Heather: Zaraz, to było wyzwanie?!

Blaineley: Nooo, taki trolling z mojej strony. ;D. Zadanie wygrali Zdeterminowani!

Heather zemdlała.

Blaineley: Tak, Pewni Siebie. Dzisiaj wasza pewność siebie zgubiła was, dlatego pozbędziecie się jednego członka drużyny.

Anais (PZ): To mi się śni. Najpierw mieliśmy dzień wolny, a teraz pozbędziemy się najbardziej wkurzającej postaci z tego programu? Ekstra ^^

Ceremonia

Pewni Siebie

Część uczestników była zadowolona, że będą musieli wyeliminować jednego członka drużyny.

Blaineley: Oddaliście głosy, podjęliście decyzję, a osoba, która dostanie najwięcej głosów pożegna się z programem.

Heather (PZ): To jest kpina!

Blaineley: Spójrzmy, pierwszy głos oddany na... Heather.

Ta nie może uwierzyć w to, co słyszy.

Blaineley: Dwa głosy na Heather.

Kate i Anais podniosły kciuk w górę.

Blaineley: Trzy głosy na Heather.

Stewart obawiał się wyników głosowania.

Blaineley: Jeden głos na Stewarta.

Heather zmierzyła wzrokiem chłopaka.

Blaineley: Drugi głos na Stewarta.

Chłopak nerwowo przełknął ślinę.

Blaineley: Ostatni głos jest na... HEATHER! Heather opuszcza program stosunkiem głosów 4-2!!!

Heather: NIEEEEE!!! TEN PROGRAM JEST USTAWIONY!

Rzuciła się na Blaineley, ale Szef ją obezwładnił.

Stewart: Gra skończona, pokrako.

Heather: Życzę ci, abyś przeżył w swoim życiu największy koszmar.

Stewart: Jednym z nich było poznanie ciebie. Dobranoc.

Pomachał jej na pożegnanie, Szef zaniósł Heather do Łódki Przegranych, gdzie bez przerwy wrzeszczała.

Trent (PZ): Uh oh, nieciekawie to wygląda :d

Blaineley: To się wydarzyło! Heather odpadła bardzo szybko i nie zajmie dobrego miejsca! W programie mamy jeszcze dziesięciu innych zawodników, którym fani Heather mogą kibicować na dwa sposoby: zwycięstwo albo klęska. Kto odpadnie następny? Jaki sens miała rozmowa Darwina z Szefem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w kolejnym odcinku Totalnej Porażki: Powrotu na wyspę Wawanakwa!

Zaciemnienie.

Odcinki Totalnej Porażki: Powrotu na wyspę Wawanakwa
Przed połączeniem Wracamy na Wawanakwę, co może pójść nie tak? | W poszukiwaniu idealnej strategii | Klucz podstawą zwycięstwa | Jak Heather jest miła, to ja jestem księżniczką | Bez intelektu nie ma siły | Sojusznicy są jak Tamagotchi | Podsumowanie I: Nie wierzę w istnienie tej wyspy! | Magia przyjaźni? Pomyliłam programy? | Im więcej, tym nie zawsze lepiej | Woda to główny aspekt życia | Właśnie zniżyłam się do twojego poziomu
Po połączeniu Połączenie? My i tak nie działaliśmy zespołowo | Mnie ballady kojarzą się z muzyką, a tobie? | Podsumowanie II: Wyspa drugiej szansy | Konkurs talentów albo cyrk beztalenci | Dezorientacja, impuls oraz konsekwencje | Wędruję po Wawanakwie | Kolejka, tura, runda, partia czy seria? | Taktyka dopracowana na ostatni guzik | Ostatni dzień na tej wyspie
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.