FANDOM


Wyspa Totalnej Porażki - nowy rozdział - odcinek 3

Chris: Ostatnio na Wyspie Totalnej Porażki 22 uczestników przybyło na wyspę Wawanakwa, aby zawalaczyć o okrągły milion dolarów i międzynarodową sławę. Stanęli oni do pierwszego wyzwania - skoku z 350 metrowego klifu. Większość nie miała z tym problemu, jednak zdarzyły się osoby, któe stchórzyły. Ze względu na remis, urządziliśmy dogrywkę. Zadaniem drużyn było zbudowanie drewnianego basenu. Tu o niebo lepsza okazała się drużyna Zabójczych Okoni, a Wrzeszczące Susły musiały pożegnać się z ich pierwszym zawodnikiem. Zagrożeni byli Noah i Ezekiel, którzy od początku nie zyskali sympatii zespołu. Ostatecznie, to Ezekiel musiał udać się jako pierwszy do Portu Wstydu i odpłynąć Łódką Przegranych. A co dziś czeka naszych obozowiczów? I kogo odeślemy z powrotem do domu? Dowiecie się tego oglądając Wyspę Totalnej Porażki!

<czołówka>

Ranek, 7:00

<Chris przychodzi między domkami drużyn z megafonem. Podłącza pod niego głośnik i wciśka guzik. Sygnał słychać na całej wyspie, uczestnicy są przerażeni.>

<Domek Okoni, strona dziewczyn>

Eva: Jak tylko dorwę tego lalusia, to mu nogi z dupy powyrywam. Moje uszy!

Lindsay: Czuję, jakbym nie żyła. Która jest godzina?

Bridgette: Eeee... siódma rano.

Eva: Teraz to napewno mu nogi wyrwę.

Sadie: Dla mnie to w sumie lepiej, ale dla ciebie nie powinno, bo się nie malujesz.

Beth: Ja też się nie maluję.

Eva: A co ma do tego czy się maluję czy nie?

Sadie: No, ja spędzam pół godziny w łazience na robieniu mejkapu.

Courtney: Ja maluję tylko usta i czasem brwi.

Eva: A ja nic, nie lubię strojenia się.

Lindsay: Mogłabym ci pomóc to zmienić, kochana.

Eva: Nie trzeba.

Lindsay: Okej. Jak wolisz być brzydka i nie podobać się chłopakom...

Eva: Nie chcę mieć jeszcze chłopaka. Mąż z dziećmi po trzydziestce.

Courtney: Serio? Ja bym chciała tak około 25 lat. Myślę, że to odpowiedni moment.

Eva: Ale najpierw musisz znaleźć porządnego typa, a nie frajera, który zarucha i zostawi.

Courtney: To dla mnie oczywiste.

Bridgette: A propo łazienki... kto idzie pierwszy?

Beth: Mogę ja?

Eva: Nie. Ja.

Beth: Dlaczego?

Eva: Chcesz mnie zdenerwować?

<Beth się przejęła.>

Beth: Nie...

<Pokój zwierzeń>

Beth: Troszeczkę się jej boję... jest taka "męska", zachowuje się jak babochłop.

Eva: Nie lubię, gdy ktoś się mi sprzeciwia. Jeśli któreś z nich zacznie się stawiać, to inaczej sobie porozmawiam z nimi.

<Tymczasem w drugim domku...>

Noah: Jeśli tak mają wyglądać codziennie pobudki, to ja mam dość.

DJ: Możesz w każdej chwili zrezygnować.

Noah: Nie mam zamiaru. Nie jestem mięczakiem.

DJ: A mi się wydaje, że jesteś. A wy co sądzicie chłopaki?

Tyler: No tak.

Justin: Racja.

Geoff: No może trochę...

DJ: Widzisz?

Noah: Wasze zdanie mam głęboko w dupie.

Justin: Twój problem.

Geoff: Ziomki, nie wiem jak wy, ale ja idę do kibelka. Dwójka wzywa.

Justin: Fuj, oszczędź nam tych szczegółów.

Geoff: Spoko. xD

<Stołówka>

<Drużyny siedzą na śniadaniu, czyli miski z breją.>

Chris: Dzień dobry obozowicze! Jak się spało?

Duncan: Zajebiście. Jeszcze nigdy nie miałem po spaniu takich zakwasów.

Chris: Będziesz tak się wysypiał do czasu, aż zostaniesz wyeliminowany. Cieszysz się, heh?

Duncan: A czy wyglądam na zadowolonego?

<Zaciska pięści.>

Chris: Spokojnie kolo, wyluzuj, tak tylko żartowałem. xD

Duncan: Mnie wcale nie jest do śmiechu...

Owen: Bridgette, mogę zjeść twoją porcję? Widzę, że nie jesz, hehe.

Bridgette: No jasne, proszę bardzo. Nie jestem głodna.

<Owen wziął jej miskę i połknął ją w całości. Drużyna jest tym zdegustowana.>

Courtney: Owen, wieprzu...

Owen: No co? Byłem głodny!

Chris: Czy jesteście gotowi na dzisiejsze wyzwanie?

Wszyscy: Nieeeeee...

Chris: Jest proste. Musicie okrążyć wyspę w truchcie, aż dotrzecie tu z powrotem na lunch.

Tyler: Bieganie? Super!

<Pokój zwierzeń>

Tyler: Uwielbiam lekkoatletykę, a bieganie to moje drugie imię! Byłem mistrzem w podstawówce i gimnazjum!

<Wyzwanie>

Chris: Dobra, do biegu... gotowi... start!

<Większość zawodników biegnie, jednak niektórzy wolą spokojnie iść.>

<Katie, Sadie, Beth i Lindsay>

Sadie: Katie, wiesz jaka moja drużyna jest fajna? Wszyscy są bardzo spoko!

Katie: U mnie trochę gorzej, ale nie narzekam. xD

Lindsay: Wyglądacie prawie tak samo. Jesteście siostrami?

Katie: Nie, tylko się przyjaźnimy od zawsze. Urodziłyśmy się w tym samym dniu, a nasze mamy leżały na tym samym oddziale.

Lindsay: Wow... fajnie tak.

Sadie: A żebyś wiedziała!

Beth: Dziewczyny, a co powiedziałybyście, żebyśmy stworzyły girlsband? :D

Katie: Girlsband? xD

Beth: No! To taka damska grupa muzyczna! Jak Sugababes i Pussycat Dolls!

Sadie: Ojejku, kocham ich kawałki!!!

Beth: Ja też!!!

Lindsay: Nie mam pojęcia, o czym mówicie, haha.

Katie: A ja nie lubię śpiewać. xD

Sadie: Daj spokój Katie, to świetny pomysł!

Katie: Ale...

Sadie: Nie ma żadnego ale, robimy to!

<Katie jest zirytowana.>

<Pokój zwierzeń>

Katie: Zaczyna mnie już drażnić zachowanie Sadie. Zachowuje się, jakby miała 3 latka i dowiedziała się, że pojedzie do Disneylandu...

Sadie: W czym Katie widzi problem? To super pomysł, w końcu będziemy sławne!

<Jakieś pół godziny później... kamera przybliża się do wlekących się ze zmęczenia Trenta, Cody'ego i Bridgette.>

Cody: W życiu nie byłem tak zmęczony... mam nadzieję, że to jedyne wyzwanie dzisiaj.

Trent: Marzę jedynie o położeniu się w ciepłym łóżeczku i słuchaniu muzyki. Ach...

Bridgette: A ja chcę sobie poserfować. Po to też przyjechałam.

Trent: Od ilu lat serfujesz?

Bridgette: Hmm... od czwartego roku życia.

Cody: Wow.

Bridgette: Po prostu to moje hobby, lubię to. Kocham delfiny i ogólnie nie skrzywdziłabym żadnego zwierzęcia. Mam za miękkie serce. Ciota trochę ze mnie. xD

Trent: Spokojnie, ja też lubię zwierzaki. To, że jesteś pokojowa, nie znaczy, że jesteś ciotą. xD

Cody: Czy ciota to nie jest określenie dla chłopaka, tak drążąc temat?

Trent: A ja nie wiem.

Bridgette: Ja też nie wiem. Gdzie jesteśmy?

Cody: Pewnie blisko już celu.

Bridgette: Mam nadzieję. Dość mam tego biegu, to męczące.

Trent: Ta, może krótka przerwa?

Cody: Spoko.

<20 minut później, stołówka.>

Chris: Mamy czternastkę, została siódemka. Czekamy na Leshawnę, Owena, Noah, Sadie, Beth, Katie i Lindsay.

<Zjawiają się Lindsay, Beth, Katie i Sadie.>

Sadie: Dotarłyśmy! Eeeek!

Beth: Wspaniale, nareszcie!

Lindsay: Obyśmy nie były ostatnie.

Katie: Chris, wyniki proszę.

Chris: Brakuje trzech zawodników.

<Zjawia się Leshawna.>

Leshawna: Uff... w końcu mi się udało.

Heather: Gdzieś tyle była? Przegraliśmy.

Leshawna: Kurde. Sorry...

Gwen: Nie, brakuje jeszcze Owena i Noah, mamy szansę wygrać.

Heather: A no tak, coś mi się jebło. Przepraszam xD

Leshawna: Wporzo, nic się nie stało laska.

<Dociera również Noah.>

DJ: Masz kurwa szczęście, że dotarłeś przed grubasem.

Noah: Daj ty mi spokój, wielkoludzie z implantami.

<DJ się wkurzył i przyłożył Noah w brzuch.>

DJ: Dalej nazywasz to implantami?

Noah: Ał... pogięło cię do reszty?

DJ: Zacząłeś.

Noah: Jprdl.

Geoff: Ziomy, skoro Owena jeszcze nie ma, to znaczy, że wygraliśmy!

<Susły się cieszą.>

Chris: Nie tak szybko! Bieg nie był punktowany, hehehe.

Gwen: Coś ty powiedział?

Chris: To była tylko rozgrzewka.

<Zjawił się wreszcie Owen.>

Owen: Matko, no wreszcie...

Duncan: Ciesz się klucho, że bieg nie był punktowany.

Owen: No nie, pierdzielisz... i po co ja się tak męczyłem? Ach!

Eva: Przynajmniej zrzuciłeś kilka kilo, tłuściochu.

Bridgette: Grzeczniej się nie da?

Eva: Nie, nie da. Ja z reguły nie kłamię, jestem tylko szczera.

<Pokój zwierzeń>

Bridgette: Niech ona lepiej spojrzy w lustro. Wygląda jak meksykańska zapaśniczka.

<Wyzwanie>

Chris: A teraz... kto jest głodny?

<Odsłania stół pełen różnego normalnego jedzenia. Są na nim kurczaki, spaghetti, pizze, makowiec, indyk, lody waniliowe z polewą czekoladową, itp.>

<Pokój zwierzeń>

Owen: Chyba jednak warto było się pomęczyć. Jeden z najpiękniejszych widoków w moim życiu!

<Wyzwanie>

<Wszystko było zjedzone, zostały same ściepy i puste talerze.>

Chris: Najedzeni? To teraz zapraszam was na główne wyzwanie, jakim jest bezsennotlon!

Owen: Bezsennotlon?

Harold: Główne wyzwanie?

Heather: Od razu powiedz, czy będzie po tym jeszcze jakaś niespodzianka...

Chris: Nie, to już ostatnie, hehe.

Beth: A na czym będzie polegać?

Chris: A co wnioskujesz z nazwy?

Beth: Dobra, już wiem...

Chris: Zawodnik, który jako ostatni nie zaśnie, wygra wyzwanie dla swojej drużyny. Będzie ciekawie, hah.

Harold: Myślę, że ten bieg i obżarstwo to taki twój niecny plan, dzięki któremu trudniej nam będzie zasnąć... zapewne się nie mylę.

Chris: Dokładnie tak! Bystrzacha z ciebie Harold. xD

Gwen: No to nieźle, ciekawe ile czasu zajmie nam wszystkim zasnięcie.

Harold: Jeśli logicznie by to obliczyć, to wnioskuję, że jakąś godzinę maksymalnie.

Noah: To źle wnioskujesz, bo ja napewno wytrwam dłużej.

Harold: Przekonamy się.

Chris: Dosyć tego ględzenia, chodźcie przed ognisko.

<Chwilę później...>

Chris: Dobrze, jesteśmy w komplecie. Co mogę powiedzieć, zaczynamy odliczanie!

<Pokój zwierzeń>

Harold: Te wyzwanie to jakaś porażka. Grunt, że szybko się skończy.

Noah: Jestem wytrzymały, myślę, że mogę to wygrać. Raz nie spałem 3 dni, ponieważ leciał bez przerwy maraton Pamiętników Wampirów. Nie mogłem przegapić ani jednego odcinka.

<Wyzwanie>

<Minęło 8 godzin - 19.30.>

<Odpłynął pierwszy zawodnik - Owen. 10-10>

Chris: Twoje obliczenia się nie sprawdziły Haroldzie, do tej pory tylko Owen przegrał. xd

Harold: Sam jestem w lekkim szoku...

<Pokój zwierzeń>

Harold: Dziwne. Zawsze moje obliczenia się sprawdzały. Czyżbym się... pomylił?! Nie, to niemożliwe.

<Wyzwanie, 22:00>

<Katie i Sadie zasnęły. 9-9>

Chris: Narazie tylko trzy osoby zjebały wyzwanie. Ciekawi mnie, ile z nich wytrzyma do rana.

Chef: Hej Chris, może zamówimy pizzę?

Chris: O, z przyjemnością. Dzwoń!

<Uczestnicy są sfrustrowani.>

Courtney: No pewnie, idźcie. My tu ledwo żyjemy, a ci jeszcze pizzę zamawiają. Może najlepiej jedźcie ją przy nas.

Chris: Że też na to nie wpadłem. Dzięki Courtney!

Courtney: ...

<Pokój zwierzeń>

Courtney: Chris zachowuje się zdecydowanie gorzej niż w telewizji. Denerwuje mnie.

<Wyzwanie, 24.00>

<Cody, Beth, Lindsay i Tyler zasnęli. 8-6.>

Chris: Pora na kołysankę!

<Wszystkim zaczyna się chcieć spać coraz bardziej.>

Chris: Dawno, dawno temu... byly nudne czasy... w których żyli nudni ludzie... gdzie wszystko było nudne...

<W tym samym czasie Chef zaczął sypać w uczestników proszkami nasennymi. Leshawna, Justin, Bridgette i Harold usnęli. 6-4>

Izzy: Nie poddam się... Izzy nigdy nie odpuszcza, dam radę!

<Po chwili spada z siedzenia i usypia niemal natychmiast. 5-4>

Eva: Mięczaki.

<Pokój zwierzeń>

Eva: Ten cały bezsennotlony, to moje najgorsze doświadczenie życiowe. Bylo ich naprawdę sporo, ale to coś przebija je wszystkie.

<Wyzwanie, 8.00.>

<Przez 8 godzin przegrali Geoff, Heather, Trent i Courtney. 3-2>

Chris: Co z wami obozowicze... jeszcze nie zasnęliście? xD

Duncan: Tak cię to bawi? Masz szczęście, że nie mam siły, bo inaczej dostałbyś wpierdol.

Chris: Wierzę ci, chłopie. xDD

Gwen: Zabawne.

Chris: Z mojej perspektywy oczywiście!

Eva: Ale z naszej nie, więc zamknij pysk.

Chris: Dobra... piątka pozostałych, czyli Gwen, Noah, DJ, Eva i Duncan zostają ze mną. A reszta - won pod prysznic, bo zajeżdżacie potem i szczochem.

Noah: Harold, i co? Widzisz, wytrzymałem do rana, a ty do północy.

Harold: Jestem pod wrażeniem.

Duncan: Ej kujonie, skoro taki jest z ciebie matematyk, to ile wytrzymam jeszcze twoim zdaniem?

Harold: Oby jak najdłużej. Mamy zadanie do wygrania.

Eva: A ty je zjebałeś. Gratuluję.

Harold: Dlatego liczę, że wasza dwójka przetrwa, inaczej przegramy.

Duncan: Módlcie się, żebym wytrzymał do końca.

Gwen: Ej McLean, daj łyka tej kawy, błagam cię.

Chris: Nie, nic nie dostaniecie.

DJ: A co ze śniadaniem?

Chris: Posiłek po wyzwaniu, prawda Chefie?

Chef: Tak. ZAMKNĄĆ MORDY I NIE NARZEKAĆ ALBO WYPAD.

Chris: Dobrze, widzę, że za długo wytrzymaliście. Jesteście twardzi, nie powiem. Ale pora to zakończyć, dlatego... przeczytamy całą historię Kanady. To raptem 280 rozdziałów, 4793 strony małym druczkiem.

Wszyscy: CHYBA CIĘ POJEBAŁO.

Chris: Też was kocham!

<Pokój zwierzeń>

Gwen: Mam dość tego show. A to dopiero trzeci dzień...

<Wyzwanie>

<12:00, przeczytano aktualnie 9 rozdziałów i 127 stron. Wypadli DJ, Duncan i Gwen.>

Chris: No to została dwójeczka.

Eva: Zapomniałam, że mam przy sobie MP4. Włącze ją i jakoś wytrzymam.

Noah: To nie fair! Odbierz jej ją!

Chris: Sorki, odtwarzacze nie są zabronione.

<Pokój zwierzeń>

Noah: To pewnie znowu przegramy. Jprdl.

<Wyzwanie, 13:30>

Chris: Krótka przerwa na sikanie. Ktoś jest chętny?

Eva: Ja.

Noah: Ja nie.

Chris: Dobrze, idź Eva, kamerzysta będzie ci towarzyszył.

Eva: Och... zostań przed kiblem. JAK WEJDZIESZ, TO JUŻ NIE ŻYJESZ, DOTARŁO?!

<Kamerzysta kiwa twierdząco głową ze strachem.>

<5 minut później...>

<Eva odleciała w łazience.>

Chris: Komunikat! Eva nie wytrzymała i poległa podczas przebywania w toalecie. A to oznacza, że dziś zwycięzcami wyzwania są Susły! Brawo Noah.

<Ledwo przytomny Noah wstał i od razu się przewrócił, kalecząc sobie twarz.>

Chris: Oj, stażyści!

<Dwie godziny później...>

<Stołówka, Okonie>

Courtney: No i co teraz... kogo wyrzucamy?

Eva: Yyy... to wy się zastanówcie, a ja idę się położyć. Wiem jedno, ja nie zasłużyłam na eliminację. Jeśli mnie wykluczycie, to jesteście perfidnymi świniami.

Duncan: Przypilnuję ich, spokojnie.

<Pokój zwierzeń>

Duncan: Po tym wyzwaniu Eva zyskała mój szacunek. Dobra, umoczyła, ale i tak wytrwała z naszej ekipy najdłużej. A kogo ja bym chciał wykopać? Mimo, że dziś tak naprawdę nikt nie zrobił nic złego, to pewność siebie tego okularnika mnie drażni. Może przekonam resztę, żebyśmy wywalili Harolda?

<Stołówka>

Harold: Nie mogę uwierzyć, że popełniłem błąd. Do tej pory nigdy się nie myliłem.

Duncan: A może specjalnie wprowadziłeś nas w błąd, żebyśmy przegrali? Co chciałeś tym osiągnąć?

Harold: Co ty wygadujesz?! Ja jestem uczciwy!

Duncan: Jasne, a ja jestem grzeczny.

Lindsay: Wątpię.

Courtney: To był przecież sarkazm.

Lindsay: Aaa... nie zorientowałam się. xD

<facepalm Duncana>

Duncan: A wiecie wy co? Głosujcie jak chcecie, ide się legnąć, bo czuję się, jakbym miał za moment zaliczyć zgona.

Harold: Chyba mu nie wierzycie?

<Drużyna milczy.>

Bridgette: Mam propozycję. Przemyślmy to, bo ja narazie nie umiem myśleć, tak się nie wyspałam.

Trent: Bridgette ma rację. Proponuję to samo.

Wszyscy: Oki.

Ceremonia eliminacji

<Okonie siedzą przy ognisku.>

Chris: Okonie, witam was na pierwszej ceremonii eliminacji waszej drużyny. Na tej tacy mam 10 pianek, symbolizują one wasze bezpieczeństwo w programie. Kiedy wyczytam wasze imię, zgłoście się po piankę. Obozowicz, który nie dostanie pianki, musi udać się do Portu Wstydu, wsiąść do Łódki Przegranych i odpłynąć. Powrotu nie będzie. NIGDY. Pierwsza pianka trafia do...

...

...

...

...

Trenta.

Trent: Tak!

<Trent odbiera piankę.>

Chris: Drugą piankę otrzymuje...

...

...

...

...

Cody'ego.

Cody: Super!

<Cody odbiera piankę.>

Chris: Teraz zapraszam...

...

...

...

...

Bridgette.

Bridgette: Uff...

<Bridgette odbiera piankę.>

Chris: Następną piankę dostanie...

...

...

...

...

Lindsay.

Lindsay: Hurra! :D

<Lindsay odbiera piankę.>

Chris: Kolejna pianka wędruje do...

...

...

...

...

Owena.

Owen: Juhu!

<Owen odbiera piankę.>

Chris: Courtney, zapraszam.

Courtney: Udało się.

Chris: Sadie, również zostajesz.

Sadie: Cudownie!

Chris: Duncan.

Duncan: Dobra robota.

Chris: Przedostatnią piankę otrzyma...

...

...

...

Beth.

Beth: Już się denerwowałam... super!

<Na tacy zostaje jedna pianka.>

Chris: Obozowicze, a oto ostatnia pianka tego wieczoru! Zostali już tylko Eva i Harold. Ostatnią bezpieczną osobą jest...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

<denerwują się>

...

...

...

...

....

...

...

...

....

...

...

...

...

....

...

...

...

Eva!

Eva: Ulga... macie szczęście.

<Eva odbiera piankę.>

Harold: CO? Ja? Dlaczego?!

Chris: Zapytaj drużyny.

Duncan: Już ci mówiłem w stołówce. Sorry.

Harold: To nie fair! Nic wam nie zrobiłem, nawet nie zaszkodziłem drużynie, a wy mnie wyrzucacie bezpodstawnie! Żal!

Eva: Przymknij się już i spadaj stąd głąbie.

Harold: Z przyjemnością! Nara! Obyście już tylko przegrywali!

<Harold odchodzi do Portu Wstydu, odpływa Łódką Przegranych.>

Chris: Reszta może dziś zjeść swoje pianki. Zostajecie. Oczywiście... narazie.

<Pokój zwierzeń>

Eva: Duncan zaproponował mi, żebym go wykluczyla, więc to zrobiłam. Widzę w nim potencjał na złego gościa. Twardy jest.

Duncan: Trochę to było nieuczciwe, ale cóż... Eva przynajmniej przyda się drużynie. Tamten kujonek nie wykazał się narazie, więc poniósł karę. To nic osobistego.

<Ognisko>

Chris: Na dziś to wszystko widzowie! Co wydarzy się następnym razem? Kto w tym sezonie będzie grał rolę antagonisty? Typuję na ten moment 3 osoby. Wszystkiego dowiecie się oglądając kolejne odcinki Wyspy Totalnej Porażki!

<zaciemnienie>

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.