FANDOM


TDRCambodia(27)

Blaineley zbierała muszelki na plaży, dopóki nie zaczepił jej Don.

Don: A czemu tak się rozbierasz dla Brandona?

Brandon: Próbuje wzbudzić w Szefie namiętnego wilka.

Don tylko niechętnie machnął ręką.

Don: A już nie mieliśmy tutaj łóżkowych wątków? Rozmawiałem z Annie. Mówi, że oglądalność programu jest w opłakanym stanie. Ten sezon do tej pory nie wbił top 10, a jest praktycznie na 34. pozycji.

Blaineley: To słabo. Przecież było tyle akcji, a sezon zbliża się ku końcowi. ;-;

Dało się słychać szum na plaży oraz piasek we włosach. Ta znowu zaczęła robić uwodzicielskie pozy do Brandona.

Blaineley: Szkoda, że tu nie ma Hatcheta. Chętnie bym mu pokazała, na co mnie stać. <3

Don: Obrzydliwe… *chrząknął* Ostatnio podczas Przygody w Dzikiej Kambodży nasi uczestnicy zabawili się w mafię. Większość z nich wykazała swoją kreatywność twórczą i za pomocą ulubionych postaci z różnych seriali próbowała odgadnąć, kto z nich morduje. Niestety, część zignorowała zabawę jak Dawid i nie podołała w zagadce. Heath jako morderca postanowił, że program opuści Sam. Jak wygląda jego taktyka od środka? Czy Aisha znowu będzie sprzeczać się z Dawidem? Dowiecie się tego w Przygodzie w Dzikiej Kambodży!

Zbliżenie na Dona i jego klasyczny uśmieszek na twarzy.

*czołówka*

Minęła kolejna noc. Tym razem żadnych ofiar, Heath nie atakował, bo robił to wczoraj, ale spał i chrapał, podobnie jak Owen. Pewien uczestnik postanowił wykorzystać tę okazję i jak na jego poczucie humoru, wydało mu się to bardzo zabawne. Chłopaków podglądały Bridgette i Lindsay.

[Zwierzenie] Bridgette: Lindsay wpadła na naprawdę świetny pomysł. Już się nie mogę doczekać, aż go wprowadzimy w życie.

[Zwierzenie] Lindsay: Zdałam sobie sprawę, jak to wyzwanie w mafii zbliżyło nas do siebie. Pomimo tego, że Heath wywalił Sama, nie mam mu tego za złe. Ktoś musiał opuścić program. Hej, w sumie to fajny skład, jak na finałową ósemkę. Jeśli nie ma wiecznie narzekających na cały świat Courtney, wrednej Heather czy naćpanych Latynosów jak Alejandro to wszystko staje się z automatu lepsze. :D

Lindsay i Bridgette wchodzą do pokoju chłopaków, gdzie od razu siadają przy stole. Obie miały także kawę i zaczęły ją pić (siorbać!) oraz się śmiać. To zbudziło Heatha, który uderzył się głową o deskę.

Heath: Cholera! Że też musiałem wybrać to piętrowe łóżko… ;-;

Z niepokojem spogląda na Owena, który zajął dla siebie największe łóżko.

Heath: Zapomniałem, że Owen jest wielki jak Mount Everest…

Po chwili jednak odwrócił wzrok w kierunku Lindsay i Bridgette. Przerażony od razu odskoczył na bok.

Heath: Co wy tu robicie? :O

Lindsay: Nudzimy się. Już od godziny spacerujemy, ale nie ma tutaj żadnego faceta, któy chciałby z nami pójść. ;u;

Heath: Są jeszcze Matti i Dawid, dziewczęta. Proszę przodem.

Wskazuje im drzwi, którymi przed chwilą weszły. Blondynki nie były tym faktem urażone. Wręcz przeciwnie, zaczęły chichotać.

Lindsay: Nie wiedziałam, że masz takie poczucie humoru. ;u;

Lindsay kontynuowała flirt z Heath’em. Jemu samemu niekoniecznie się to podobało. Przy tym wszystkim wtórowała Bridgette.

Bridgette: Tak po prostu chciałyśmy się z tobą przejść. Słyszałam, że niedaleko stolicy jest stadion olimpijski. Chciałbyś się przejść?

Heath: Niee, dziękuję. ._.

Lindsay: Co ty taki niechętny do wszystkiego? To tylko zabawa. :p

Nachalność Lindsay drażniła chłopaka.

Heath: Słuchaj. Zapytam prosto z mostu. Co ci się we mnie podoba, że tak mnie “podrywasz” od początku programu? Są inni chłopacy. Na przykład Dawid, Owen albo Matti. Czemu do nich nie zagadasz?

Lindsay zrobiła minę filozofa, po czym od razu odpowiedziała chłopakowi.

Lindsay: Dawid jest “po przejściach” z Aishą, Matti nie jest w moim guście, a Owen jest po prostu moim przyjacielem.

Bridgette: A ja jestem z Geoff’em. :D

Lindsay: Właśnie. Ty za to jesteś naprawdę i chciałabym ciebie bliżej poznać.

Heath: Widzę, że się strasznie nudzisz bez Tylera…

Zmarszczył brwi, co jeszcze bardziej ośmieliło Lindsay do “randki”.

Lindsay: Naprawdę. Bardzo uroczo wyglądasz, jak marszczysz te brwi. *u*

Zaczęła piszczeć ze szczęścia, a Heath znowu się położył i zatkał uszy poduszką, aby nie słyszeć jej pisków.

[Zwierzenie] Heath: Yyy, naprawdę ja nie chcę z nią być. Co jej jest?

[Zwierzenie] Lindsay: Domyślam się, że jestem nachalna w stosunku do Heatha, ale czemu nie? Tak po prostu chciałam sobie spędzić z nim czas. Niedługo koniec sezonu, a czuję, że mogłabym zostać przynajmniej z rok!

Poprawia lewą brew.

[Zwierzenie] Lindsay: Oczywiście wtedy, kiedy skończą mi się wszystkie cienie do powiek, a sporo ich mam w zapasie. Nawet musiałam prosić stażystów, żeby wnieśli mi tę walizkę. Sama jej niestety nie przyniosę, ale pewnego dnia zrobię z niej haul. :3

[Zwierzenie] Bridgette: To miejsce jest naprawdę ciekawe do odpoczynku. Szkoda, że wyzwania, a już szczególnie te ostatnie są wyjątkowo męczące. Przynajmniej w tym wyzwaniu z lękami musiałam powiedzieć coś upokarzającego na swój temat. Lepsze to niż zjedzenie śmieci z kontenera. Takie rzeczy niestety też mają miejsce. Ludzie mają wyjątkową odwagę, której niekiedy zazdroszczę. :/

Heath: Powiem tak. Kathy mi się podoba jakoś bardziej.

[Zwierzenie] Heath: Powiedziałem to tak na szybko. Po prostu nie szukam miłości, mimo to myślałem, że w ten sposób spławię. Niestety się pomyliłem… I to bardzo…

Bridgette i Lindsay szybko wybiegły z domku. Od razu dało się słyszeć krzyki i wołanie dziewczyny, która “wpadła w oko” Heath’owi. Blondynki przyprowadzają zmęczoną dziewczynę.

Kathy: *ziewa* Czemu mnie zaciągacie pod domek Owena i Heatha?.... Jestem wystarczająco niewyspana. ._.

Lindsay: Będziesz miała randkę! :D

Kathy: Co będę miała? *nadal ziewa*

Lindsay: Spotkanko z Heath’em. No, pozwól jej usiąść, kawalerze. ;)

Heath westchnął, a Lindsay delikatnie popchnęła Kathy na Heatha.

Kathy: Lindsay… xD

Lindsay: Nie mów, że masz już jakiegoś chłopaka! :D

Kathy się delikatnie zaśmiała.

Kathy: Nie no, co ty. Gdybym miała, to bym powiedziała. :p

Bridgette: Nie musisz dziękować. xD

[Zwierzenie] Kathy: Nie mam za co im dziękować. *zaśmiała się* W sumie to zawsze było tak, że chłopacy potrafili nawet pobić się o moje względy, ostatecznie nie wybierałam nikogo. Takie to głupie z mojej strony, żebym wybierała sobie obiekt westchnień. Bardziej liczyłam na spędzanie czasu z przyjaciółkami, aniżeli znalezienie jakiejś miłości. Na wszystko przyjdzie czas. B)

Kathy: Słuchajcie. Trochę się już obudziłam…

Lindsay: Dobrze to wiedzieć. xD

Kathy: ...Wiem, że chcecie jak najlepiej dla mnie i uważam to za dobry żart. Mimo wszystko, co tam u was słychać?

[Zwierzenie] Kathy: Pomysłów na temat nie brakuje… Musiałam jakoś rozluźnić atmosferę. :D

Bridgette: Przygotowujemy się do nowego wyzwania. Jakiekolwiek ono ma być.

Kathy: Pewnie dzisiaj coś mocniejszego. Wczoraj graliśmy w Mafię, a Blaineley nie była w nastroju, więc pewnie dowali jakieś porządne. ;-;

Bridgette: Blaineley nie zna się na żartach. Ja z początku byłabym również zła na Geoffa, ale w życiu bym mu nie powiedziała, że się nie wypłaci.

Heath tylko wzruszył ramionami, widząc rozmawiające dziewczyny w pokoju. Najlepsze było to, że do rozmowy dołączył śpiący wcześniej Owen. Zaczął ziewać.

Lindsay: Patrzcie, kto wstał! ^^

Lindsay, Bridgette i Kathy podchodzą zadowolone do Owena. Heath’owi nieco ulżyło.

[Zwierzenie] Heath: Przynajmniej dały mi spokój na trochę. A w sumie… *strzelił facepalma*. Przecież one były we trzy, idioto. Gdybym zawiązał z nimi sojusz, Aisha mogłaby w końcu wylecieć. -.-

Dawid i Matti również spędzali czas w jednym pokoju. Matti czytał książkę, a Dawid odbijał piłeczkę od ściany i z powrotem.

Dawid: Co tam słychać, ziom?

Matti: A książkę czytam. Rozumiem, że rozterki z Aishą?

Dawid: Tia…

Nadal odbijał piłkę i skupiał na niej swój pusty wzrok.

Dawid: Myślę, że jestem teraz naukowcem i właśnie wybudowałem machinę czasu. Cofnąłbym czas maksymalnie o dwa tygodnie i wyobrażam, jak mówię do Aishy prawdę, że nic do niej czuję i myślę o niej jak o przyjaciółkę.

Nagle piłeczka spada na jego głowę.

Dawid: I tak się teraz czuję. Jak taki wielki kołek, że nie mogłem jej tego powiedzieć. Ona jest niestabilna emocjonalnie, że pewnie by wyjęła za chwilę młotek i dostałbym nim w twarz.

Matti kiwnął porozumiewawczo głową.

Dawid: Czuję się, jakbym znowu tkwił w toksycznym związku. Kiedyś liczyłem na to, że związek ze starą dobrą znajomą z podstawówki będzie dobry, ale ona jedyne na co liczyła, to kiedy będę poświęcał jej czas. Ilekroć szedłem na trening piłki nożnej, ona robiła taką siarę, że musiałem z nią zerwać na oczach wszystkich.

Matti wzdrygnął się tak samo, jak Chris po zobaczeniu Harolda w pierwszym odcinku Wyspy Totalnej Porażki.

Dawid: Miałeś kiedyś taką miłość, w której to dziewczyna ustalała reguły i kazała ci się podporządkowywać do praktycznie wszystkiego?

Matti: Wydaje mi się, że musisz odpocząć od tych związków.

Dawid: Wiem. Dlatego sporo myślałem nad tym czy byłoby lepiej, gdybym nie brał udziału w programie.

Matti: Hm. Wiem, że z Dakotą miałeś dobre relacje.

Dawid: Dakota była super, ale była bariera. Sam. Nie mam jej za złe wyboru, ale Aisha od razu się do niego przystawiła i jakoś się na tym skończyło. Sam nie wiem, czego ona chce.

Matti: Musisz z nią porozmawiać. Na szczęście tu już nie ma żadnych manipulatorów, więc na spokojnie powinniście szczerze gdzieś się spotkać oraz na spokojnie wyjaśnić wszystko.

Dawid: Gdyby to było takie łatwe…

Matti podszedł bliżej chłopaka i klepnął go po ramieniu.

Matti: Spokojnie. Aisha ma wybuchowy charakter, ale na pewno jest powód, dla którego się tak zachowuje. Znając ją z World Trip, ona nie jest świadoma swojej wredności. Coś musi być powodem diametralnej zmiany jej zachowania. Dodatkowo pamiętaj, jest kuzynką Dakoty, cząstka Dakoty znajduje się w Aishy i vice versa. :p

[Zwierzenie] Dawid: Matti naprawdę pomaga. Szkoda, że nie zauważył Aishy pierwszej i jej nie uspokoił. Tej dopiero się przyda jakaś poważna rozmowa.

Don skorzystał z głośników, aby powiedzieć o zbliżającym się wyzwaniu.

Don: Witam! Za dziesięć minut widzę was przy domkach. Wybierzemy się dzisiaj do lasu, w jedną z puszcz.

Matti: Ma jakąś specjalną nazwę?

Don: Sam nie mam pojęcia, ale wiem, jak tam dotrzeć, bo “odkryłem” to miejsce z tydzień temu.

Matti: No spoko. Chodźmy.

Wróćmy na chwilę do Kathy, Bridgette i Lindsay.

Kathy: Słuchajcie. Lecę prędko się przebrać. Będę za chwilę. :)

Bridgette: Jasne. Nie pospieszamy. :D

Lindsay: Ale Don mówił, że dziesięć minut.

Kathy: Postaram się jak najszybciej.

Od razu pobiegła do swojego domku. Szybko się przebrała oraz była ubrana w błękitną koszulkę, dżinsy oraz granatowe trampki. Najgorsze jednak było to, że kiedy miała już wyjść, nagle na nią wylała się woda.

Kathy: No nie! ._.

[Zwierzenie] Kathy: Pomyśleć, że wczoraj sporo się zastanawiałam, jak ułożyć tę fryzurę. Dawno nie rozpuszczałam włosów, a teraz znowu będę musiała spinać. Meh… Mam swoje standardy. ;-;

Kathy szybko wróciła, aby się przebrać oraz ogarnąć włosy. Minęło pół godziny. Don był wyraźnie rozczarowany spóźnieniem dziewczyny.

Don: Kathy, dwadzieścia pięć minut spóźnienia. Widzę, że się specjalnie “przygotowywałaś” do tego zadania, huh? -.-

Kathy: Ym, nie moja wina. Wiadro na mnie spadło.

Aisha: Niefart... ;)

Kathy spojrzała się dziwnie na Aishę.

Kathy: A co ty taka wesoła dzisiaj? Ostatnio cały czas się naburmuszałaś. Dodatkowo, po co ci bluza do lasu?

Aisha: Zimno mi.

[Zwierzenie] Aisha: *zdejmuje bluzę i pokazuje zadrapaną prawą rękę* Nabawiłam się lekkiej kontuzji podczas ustawiania tego wiadra nad drzwiami jej domku, ale było warto. Miło popatrzeć, jak “faworytka” publiczności dostaje burę za spóźnienie. ^^

[Zwierzenie] Kathy: Zgaduję, że coś ją musiało ugryźć i teraz się zachowuje, jakby postradała wszystkie zmysły. Tak jak Peter Parker, w przypadku ukąszenia przez pająka. A ona… nie wiem. Pszczoły? Komar? Te drugie to najgorsze już, co może być. Oby to była jednak pszczoła… ;-;

Don: Dzisiaj wybieramy się do lasu, abyście poczuli na własnej skórze, jak wyglądało życie Tarzana.

[Zwierzenie] Heath: Yyy….

Don: Bawiliście się w parku linowym? Coś podobnego, tylko że wam powiem, co tam musicie zrobić.

[Zwierzenie] Matti: Czy on powiedział park linowy? Kocham! <3

[Zwierzenie] Lindsay: Fajnie się tam bawiłam. Poznałam tam kiedyś przystojnego instruktora, który mi pomagał od początku do końca wspinać się po tych drzewach. Jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Aż się nie dziwię, że zakochał się w instruktorce. Pomogłam im zbliżyć się do siebie. Mogłabym być świetną swatką. :D

Uczestnicy są już w głębi lasu. Don zaczyna wyjaśniać wyzwanie.

Don: Dzisiaj będziecie musieli wspiąć się na to drzewo za pomocą lian. Będziecie musieli je przywiązać do siebie i w odpowiedniej długości będziecie musieli dostać się na to drzewo. Na samej górze znajduje się osiem papierowych kuleczek z waszą podobizną. To wyzwanie polega na tym, że cztery osoby, które zrzucą kulkę z wizerunkiem przeciwnika, będą bezpieczne. Osoba, która zrobi to pierwsza, będzie miała prawo wyboru spośród zagrożonej czwórki kogoś, kto opuści program.

Lindsay i Owen są przerażeni na wieść o zadaniu.

Don: Mieliśmy grać w statki, ale Blaineley zabrała planszę i zaczęła do niej pozować.

Aisha: Dalej nie widzieliśmy tego filmu. Już długo coś od tego minęło, wiesz? -.-

Don: Trudno. W sprawie tego filmu, będzie on chyba dla ciebie bardzo motywującą rzeczą w wyzwaniu, Aisha. Szef go ogląda i zajada się popcornem.

Matti: Może tam nie ma nic ciekawego.

Don: Wiem. Finałowa czwórka będzie miała prawo do obejrzenia seansu.

Owen: Trochę to nie fair. Przecież Aisha i Matti mieli prawo obejrzeć, co się działo.

Don: Nie było okazji. Dobra, Heath, wygrałeś poprzednie wyzwanie, kto powinien zacząć?

[Zwierzenie] Heath: Miałbym szansę na porozmawianie z Bridgette, Lindsay i Kathy, ale z drugiej strony ta osoba może mieć więcej szczęścia niż rozumu. Mam dylemat, ale też inne wyjście.

Heath: Nominuję Owena. :)

Owen: Oj… Naprawdę muszę się wspiąć na to drzewo? Wiecie… Jestem dość… Ciężki.

Don tylko przewrócił nerwowo oczami. Rzucił Owenowi lianę.

Don: Ciągniesz tyle, ile potrzebujesz, czyli matematyka.

[Zwierzenie] Kathy: Czy on powiedział matematyka? Nienawidzę tego przedmiotu… *wzdycha* Znając moje obliczenia, na pewno wylecę za chwilę prędzej za Drogę Mleczną, a nie na drzewo przede mną.

Aisha: Gdyby był dłuższy lot, wyglądałoby to lepiej.

[Zwierzenie] Heath: To tak, jakby świnia była na huśtawce. Takie same rezultaty. Prędzej ta linia pęknie pod jego ciężarem. Powiedziałbym to na głos, ale dostałbym burę od lasek. Mam ochotę do nich zagadać. ;)

Kiedy Owen dobierał linę, Heath zaczął rozmawiać z Lindsay, Bridgette i Kathy.

Heath: Wiem, że byłem nieco opryskliwy rano, ale zawsze tak marudzę, jak się nie wyśpię. xD

Lindsay: Jest ci wybaczone.

Położyła rękę na jego prawym ramieniu i uśmiechnęła się. Na tę cała szopkę spoglądała Aisha.

Aisha: Umrę zaraz, jaki on cyrk urządza. XDDDD

Aisha próbuje ukryć to, że wypowiedzi Heatha bardzo ją rozśmieszają. W międzyczasie Owen ma nadal problemy z lianą.

Don: Będziemy czekać tak długo, aż nie spróbujesz.

Owen: No weź, ziom! Zajmie to sporo czasu!

Matti: Mogę mu pomóc?

Don: *wzdycha* Niech ci będzie.

Matti zaczyna ogarniać linę dla Owena. W międzyczasie Heath staje się wyjątkowo słodki dla Lindsay. Bridgette i Kathy są bardziej “trzeźwe”.

Heath: Zdałem sobie sprawę, że byłoby miło, gdybyśmy… zawiązali może jakąś malutką koalicyjkę, huh? ;u;

Te słowa od razu zniechęciły Kathy.

Kathy: Tak, tylko, że żadna z nas nie wchodzi w sojusze. Dziękuję za ofertę. :)

Sarkastycznie uśmiechnęła się i odparsknęła. Dawid w międzyczasie usiadł sobie na pieńku drzewa, dopóki nie oblazły go mrówki.

Dawid: *krzyczy*

Aisha zaczyna się śmiać.

[Zwierzenie] Aisha: Nareszcie… *śmiech* ...Znalazłam powód, dla którego będę się śmiała. Niekoniecznie z powodu tego, że go oblazły mrówki, ale ten Heath. Jejuniu. Ten debil naprawdę sądzi, że dziewczyny są kretynkami?

Kathy: Wiesz. Tak tylko tu przyszłam, aby sobie odpocząć od życia codziennego. W grze nie chodzi o strategię. Nie potrzebuję sojuszy, ale Bridgette i Lindsay, jeśli chcesz, możesz z nimi coś tam zawiązać.

Heath: Czyli się nie zgadzasz? :o

Kathy: Um, nie? To mi nie jest potrzebne do szczęścia. Spróbuj z kimś in…

Owen nagle spadł z drzewa. Dało się odczuć niemałe tąpnięcie ziemi.

Owen: Dobra… To mi nie służy.

Westchnął. Kolej Heatha.

[Zwierzenie] Heath: Więc Kathy bawi się w taktykę samotnego strzelca? Trudno, nie będę jej przecież błagał o zawiązanie sojuszu. Mam nadzieję, że we mnie nie celuje.

[Zwierzenie] Kathy: Po eliminacji Sammy jakoś otworzyłam szerzej oczy na całą sytuację. Aisha bardzo mnie irytuje, ale tak samo Heath. Nagle mu się “przypomniało”, że musi nas zapytać o sojusz. Mógł to zrobić rano. W sumie byłabym nawet ku temu przychylna, bo zależy mi na zostaniu w programie. To byłby nawet darmowy finał do finałowej trójki, a nie czwórki. To więcej niż pewne, że Heath wyleciałby przed nami. W życiu nie zagłosowałabym przeciwko swoim laskom na wyspie. :D

[Zwierzenie] Lindsay: To byłby pierwszy sojusz w tym programie. Po doświadczeniach z Heather chciałabym chętnie do niego wstąpić i pokazać, że też potrafię działać. ;D

Heath próbuje wspiąć się na drzewo. Kiedy to zrobił, spadł jednak w połowie drogi. Swojego szczęścia spróbowała także Lindsay, ale cały czas wisiała w powietrzu.

Lindsay: Nie ma mowy, że stamtąd spadnę! :d

Matti: Owen, mógłbym na barana?

Owen: Jasne. Wszystko mnie boli, ale…

Wstał i spełnił prośbę chłopaka. Po chwili Lindsay wpadła w ręce Matti’ego.

Lindsay: Dzięki. ^^

Matti i Lindsay schodzą z Owena.

[Zwierzenie] Owen: Jednak do czegoś się przydaję. xD

Bridgette zawaliła już za pierwszym, uderzając się o drzewo.

[Zwierzenie] Heath: Ale ona kaleczna… Tego bym się po niej nie spodziewał. :o

Większość prób kończy się niepowodzeniem. Rozpoczęcie następnej kolejki potwierdza tylko, że wyzwanie nie należy do przyjemnych. Heath w końcu jako pierwszy wspiął się na drzewo. Zadowolony wziął kulkę z Aishą i próbował ją wrzucić do wiaderka, ale nie trafił.

Don: A teraz musisz zejść na dół i wrzucić kulkę z powrotem. :D

Heath: Co to za pogięta zasada?!

Don: Jak te kartki, długo mi zajęło naklejanie na takie gniotki. No cóż, masz problem.

Heath schodzi z drzewa. Aisha zauważa swoje zdjęcie. Kathy podrapała się po brodzie.

[Zwierzenie] Heath: Ciężko jest chwycić kartkę z wizerunkiem osoby, którą chce się wyrzucić. Nie dość, że trzeba się wspiąć na samą górę, a to jest z jakieś czterysta pięćdziesiąt metrów, to jeszcze trzeba się dokładnie zastanowić, którą należy wyrzucić. Cały czas się bujasz. Już widzę cztery osoby wykonujące to wyzwanie… Co do Kathy, liczyłem na to, że się zgodzi. Tu praktycznie nic nie wchodzi w żadne układy, co mnie dziwi. Powinny być wielkie taktyki i spiski. A już zwłaszcza ona powinna umocnić swoją pozycję jako faworytka publiczności.

[Zwierzenie] Kathy: To zdecydowanie rzecz, której nie chciałabym robić w swoim życiu. Kolejne ekstremalne wyzwanie. Już samo wspięcie się na tak wysokie drzewo jest trudne, co dopiero złapać którąś z kartek i podczas huśtania się trafić do małego wiaderka. Cztery immunitety za wyzwanie - wygląda na to, że Don zamierza z nami tutaj pobyć przez conajmniej tydzień, aż się komuś nie uda. Niech zmniejszy wysokość tego drzewa, bo ja jedyne, co widzę na samej górze, to głowy zawodników! Może Heath z prośbą o sojusz nie był taki zły? Niepotrzebnie go tak spławiłam, ale zrobiłam to samo, co on.

[Zwierzenie] Heath/Kathy: Gdyby tylko pozbył/-a się Aishy, już od razu przystąpił/-abym z nim do współpracy bez większego zastanowienia… ;-;

Don widzi, że do tej pory tylko Heath’owi udało się dostać na samą górę.

Lindsay: Próbuję już czwarty raz. Jestem cała obolała. o_o

Bridgette: Ja do tej pory ani razu nie wspięłam się na drzewo. :/

Don był zirytowany z każdą wypowiedzią zawodników.

Matti: Jestem dosyć śliski podczas kontaktów z drzewem. Wczoraj w nocy padało i potrafię się nieźle do niego lepić. xD

Owen: A u mnie to szkoda słów…

Aisha: To już mocniej dostałam w ryj od Marcusa za to, że mu kupiłam na urodziny pluszowego misia. Przez tydzień się głowiłam, czemu następnego dnia po tym incydencie jest cały mokry i lepki… ;-;

Don postanowił odpowiedzieć na kilka zażaleń.

Don: Hm, w sumie racja. Tego nie przewidziałem.

Spojrzał się w górę.

Don: Faktycznie za wysokie to drzewo… ._.

Po chwili jednak wzdrygnął się na myśl o tym, co powiedziała Aisha.

Don: Fuj. Jak ci nie wstyd mówić takie rzeczy publicznie?

Aisha: Zderzyłam się po prostu z tym posranym drzewem.

[Zwierzenie] Aisha: Ono jest tak wielkie, że aż… tu wstaw nazwę przedmiotu, którego wyraz jest zbanowany w publicznej telewizji. Niestety, cenzurka. :|

Aisha: A co do tej lepkości… to tylko kawa. Oblał go kawą.

Szybko i nerwowo kiwnęła głową na tak. Po chwili wiatr zmiótł wszystkie kartki z gniazda. Część zawodników było zadowolonych, a Don oburzony.

Don: Super. >:(

Matti: Takie warunki pogodowe…

Don: Ja już nie mam pomysłu, co zrobić.

Zirytowany sobie poszedł, a uczestnicy za nim.

Don: Nie, nie, nie. Tu zostaniecie. Ja mam naprawdę proste wyzwanie dla was.

Poszedł, niezadowoleni uczestnicy usiedli na pieńku drzewa. Oczywiście nie tym, gdzie stacjonowały mrówki.

Dawid: Cóż, wygląda na to, że dzisiaj nikt nie odpadnie.

Aisha: Będzie wyzwanie zastępcze.

Matti: Oby nie było tak przekombinowane, jak to przed chwilą.

Heath zbliżył się do dziewczyn.

Heath: Kathy, mógłbym z tobą porozmawiać na osobności?

Kathy: Lindsay, idziesz ze mną?

Heath: Na osobności… -.-

Kathy: To nie idę w takim razie. (please)

Heath: Dobra, weź Lindsay… -,-

Kathy idzie z Lindsay i schodzą z Heath’em na ubocze.

[Zwierzenie] Lindsay: Jejku, czyżby chcieli mi coś oświadczyć? Są tą parą czy nie? :D

Lindsay i Kathy słuchają tego, co Heath ma im do powiedzenia.

Heath: Dziewczyny, powiem wprost. Nie jestem zainteresowany miłością, a liczę na jakieś malutkie nawiązanie współpracy. Jedno. Aisha. Myślę, że powinniśmy w końcu ją wyeliminować, bo jej zachowane jest wręcz kategorycznie irytujące. Nie mogę znieść jej głupoty. Jest tak wredna, że non stop ma problem do każdego z nas. Kathy, chciałbym cię ostrzec, bo ona sama w ciebie celuje, odkąd się dowiedziała, że nie jest lubiana przez widzów.

Kathy: To akurat wiem. Wydaje mi się, że stoi za eliminacją Sammy. Cały czas była skonfliktowana z Jocelyn.

Heath: To dopiero otworzyło mi oczy, że mamy do czynienia z rąbniętą psycholką.

[Zwierzenie] Kathy: Jedyna rzecz, w której się zgadzamy. Aisha potrafi być naprawdę nieznośna.

Don nagle przyszedł ze stołem i z puszkami. Z kieszeni bluzy wyjął trzy gumowe piłki.

Don: Wyzwanie tak na szybko, bo straciliśmy sporo czasu antenowego przez to słabe zorganizowanie. Będziecie rzucać piłkami w puszki, aby zyskać nagrodę. W waszym przypadku to nietykalność. Osoba z najgorszym wynikiem opuści program. Macie do zbicia czterdzieści pięć puszek, w każdym rządku jest o jedna mniej. Macie tylko trzy rzuty. Jestem pewny, że nikt z was nie zbije wszystkich. Najgorzej będzie to ustawiać. Zaczniemy od Owena, bo sobie najgorzej poradził, więc damy mu szansę się zrehabilitować.

[Zwierzenie] Owen: Na całe szczęście jestem dobry w zbijaka. ;D

Owen zaczął rzucać piłkami w puszki. Zbił na początku dwadzieścia jeden, co zaskoczyło samego Dona.

Don: Jak on to zrobił?

Owen: Spędzało się czas w barach na takich grach. ;)

Heath zmarszczył brwi i zaczął zgrzytać zębami. Owen zestrzelił następne osiem, po czym trzy się przewróciły i na sam koniec strącił pięć puszek.

Don: 39 punktów! Wynik nawet zadowalający. Teraz Aisha. Będę wybierał losowo.

Aisha: O, strzelanie do celu. Bardzo to lubię. :)

Aisha zaczęła strzelać do puszek. Na początku strąciła dziesięć, potem osiem i dwadzieścia.

Don: 38 punktów. Pewnie nie każdy potrafi strzelać w puszki, więc powinnaś być z siebie zadowolona. Niestety, wymyśliłbym bardziej kreatywne, ale się niestety nie da… Takie na ostatnią chwilę. Miałem to przeprowadzić podczas starcia Bricka z Matti’m, ale nam przerwano. Mówiąc o Mattim, czas na ciebie.

[Zwierzenie] Matti: Przynajmniej nie muszę już strzelać z łuku. :P

Matti radził sobie przeciętnie. Na początku zestrzelił tylko cztery puszki. Heath nadal rozmawiał z Bridgette i Lindsay.

Heath: Dziewczyny, musicie dać z siebie wszystko. Nie pozwolę, aby któraś z was opuściła program. :)

Pocałował Lindsay w rękę. Dla pewnej osoby było to już za wiele i niezadowolona lekko pchnęła Heatha.

Aisha: Wiesz co, ta twoja “szarmancka” postawa nikomu nie odpowiada, Heath. Zachowujesz się, jakbyś mial jakąś manię na Kathy i Lindsay.

Stanęła bliżej dziewczyn.

Aisha: Dziewczyny, byłybyście zadowolone tym, że jakiś facet was maca po rękach?

Kathy: Zaraz, o czym ty mówisz? On ją tylko pocałował w rękę. Przecież to nie koniec świata. xD

Lindsay: Właśnie. Ostatnio się strasznie wredna zrobiłaś.

[Zwierzenie] Aisha: CO?!?!??!?!?!?!?!?!??!?!?!?!?!

Lindsay: Aisha. Uważam ciebie za dobrą znajomą. Proszę, mogłabyś zmienić nieco swój temperament i się uspokoić?

Kathy: Chociaż na trochę, żebyś nie odpadła teraz przez swoje zachowanie. Taka dobra, koleżeńska rada.

Aisha wzięła głęboki oddech.

Lindsay: Ja tak zawsze robię, kiedy się denerwuję. :D

Matti skończył zadanie.

Don: 24 puszki. No cóż, przynajmniej Owen i Aisha są bezpieczni. Owen, na razie prowadzisz. Która z dziewczyn powinna…

Lindsay: Ja chcę!

Lindsay podeszła do puszek.

Lindsay: Ale one są daleko od siebie. :/

Don: Takie wyzwanie.

Lindsay: Właśnie one powinny być bliżej.

Aisha: Co ty gadasz? Weź w końcu rzucaj. ;-;

Kathy zaczyna bić sarkastyczne brawa Aishy.

[Zwierzenie] Kathy: To jest znak. Wszyscy się od niej odsuwają przez jej apodyktyczne nastawienie do każdego. :)

[Zwierzenie] Aisha: Czemu nikt nie chce ze mną rozmawiać? ;-;

Lindsay niechętnie rzuciła piłkami.

Lindsay: Swoją drogą ta piłka mogłaby być twardsza. Równie dobrze mogłabym rzucać taką dla dzieci. Taki sam rezultat. :/

[Zwierzenie] Lindsay: Znajomy mi mówił wszystkie techniki strzelania. Kiedyś uparłam się na wielką maskotkę i raz mi się udało. Tutaj się nie da, to jest trochę ustawka. :/

[Zwierzenie] Aisha: Niech się ta paniusia Kathy nie zesra, bo jeszcze jej kolej nie nadeszła, a ja już jestem bezpieczna. Frajerka. Cały czas milutka i uśmiechnięta. Najgorsze jest to, że Heath zaczął bałamucić Lindsay. Jak ona mogła jemu uwierzyć? ;-;

[Zwierzenie] Lindsay: Nie chciałam tego mówić dziewczynom, ale nie przepadam za Aishą. Bałam się ich reakcji, ale dzięki Heatherowi i Kathy zrozumiałam, że mogę im zaufać. Aisha jest naprawdę wredna i małostkowa.

Kolej Heatha. Poradził sobie średnio z puszkami.

Don: 19 puszek. Gdzie się uczyłeś tak rzucać?

Matti kontynuował rozmowę z Dawidem.

Matti: Wygląda na to, że zostaniemy w programie. Ja i Aisha. Jeszcze tylko ty.

Dawid był wyjątkowo pewny siebie i spoglądał na to, jak radzi sobie Bridgette.

Dawid: Bułka z masłem. Cały czas chodzę z ziomkami po takich lunaparkach i rozwalam każde stoisko z puszkami wokamgnieniu. Miejmy nadzieję, że ta piłka nie była za miękka, bo ciężko się takimi rzuca.

Dawid zrobił zamknięta postawę.

Matti: O, to spoko. Jeśli ci się uda, porozmawiasz z Aishą dla swojego kumpla?

Dawid: Zobaczymy, co się da zrobić.

Don: 41 punktów. Wysuwasz się na prowadzenie. Zostało tylko dwoje zawodników. Dawid i Kathy. Zaprosimy kolegę, bo faceci zaczęli pierwsi.

Dawid założył okulary przeciwsłoneczne i podszedł bliżej puszek. Aisha od razu zwróciła uwagę na Dawida.

[Zwierzenie] Aisha: Wygląda naprawdę super. Przez to całe zawirowanie z Kathy i Lindsay już nie wiem, co robię. Ale Dawid mi się podoba i to mega. B)

Dawid uśmiechnął się i wystarczyła tylko jedna piłka, aby strącić wszystkie puszki za jednym zamachem. Zawodnicy byli zszokowani techniką chłopaka.

Don: 45 strąconych puszek tylko jedną piłką?! Koleś, to co zrobiłeś, było niesamowite!!! :O :D.

Dawid: Naprawdę? Drobnostka.

Zadowolona Aisha rzuciła się na szyję Dawidowi. Ten się tylko zaczął śmiać i ją odstawił.

Dawid: Wolnego, malutka. Nie zapominaj, co było ostatnio. xD

Aisha: Meh. Zachowywałam się jak kretynka, ale przez to, że byłam dość zwariowana. Nadal taka jestem. Przy mnie nie da się nie oszaleć. xD

Dawid: W sumie… xD

Aisha: Wiesz, po prostu miałam przed program parę takich akcji, które spowodowały, że nie jestem sobą. Ciężko byłoby mi to powiedzieć wprost, ale… szaleję z miłości. Do ciebie. Tak cię kocham, że mogłabym skoczyć nawet z najbliższego mostu, aby wyrazić mój szaleńczy stosunek do ciebie. Dla mnie jesteś bohaterem, Dawid. A to, że się tak wypięłam za twoje akcje, meh, przy mnie jesteś takim aniołkiem. B)

Pstryknęła go w nos.

[Zwierzenie] Kathy: To było chyba najpłytsze wyznanie miłosne, jakie usłyszałam w swoim życiu. Wazelina na maksa… ;-;

[Zwierzenie] Heath: Połknie haczyk za 3… 2… 1…

Aisha i Dawid zaczęli się całować. W międzyczasie, dziewczyna miała pewne zamiary. Wzięła jedną z gumowych piłek i zastąpiła ją podróbką: lżejszą oraz taką, że może nią pokierować powiew wiatru.

Aisha: Cudowny jesteś. <3

[Zwierzenie] Kathy: Jestem zdekoncentrowana przez to, co ona wyprawia. ;-;

Aisha nadal wtula się w Dawida.

Don: Wspaniale, tylko jakby twój chłopak raczył oddać piłki Kathy.

Heath: O ile nie zerwą ze sobą następnego dnia. Aisha jest z tego bardzo znana.

Aisha: Ty za to jesteś znany, że pracujesz w radiu i umiesz wyciągać tylko brudy z ludzi. Mógłbyś w końcu dać mi szansę, abym się ogarnęła. Od teraz tak będzie. Będę miła, tak samo jak w World Trip. Po prostu ciężko jest mi się odnaleźć po paru wydarzeniach. :)

Heath: Tia…

[Zwierzenie] Heath: Zaraz, zaraz… -.-

Kathy przystępuje do zbijania puszek. Strąciła najpierw siedem i potem osiem. Został jej ostatni rzut. Wyciąga piłkę, która w rzeczywistości została podmieniona przez Aishę. Heath postanowił wesprzeć dziewczynę.

Heath: Spróbuj teraz trafić w środek, zbijesz ich jak najwięcej.

[Zwierzenie] Heath: Wystarczy, że rzuci jakkolwiek… Ja i tak już jestem skończony jednak… Mam nadzieję, że dziewczyny dokończą moją i swoją misję.

Aisha: Y, a nie lepiej trafić w dolną? W ten sposób wszystkie z góry się wysypią.

Heath: Nie, kotek. W środek. Najwięcej możliwości, aby spadło dużo puszek.

Aisha: Mam dwa razy więcej punktów.

Heath: I co z tego?

Kathy chciała posłuchać Heatha, ale Aisha przeszkadzała jej w skupieniu się na celu.

Aisha: To zabawne, że chcesz się wyeliminować i sprawić, że Kathy zostanie w grze. xD

Heath: Trudno. Na to zasługuje. A teraz strzel w…

Aisha: ...dół, aby dostać więcej punktów.

Heath: W środek.

Aisha: W dół.

Heath: W środek.

Aisha: W dół!

Heath: W środek…

Aisha: WEŹ WRESZCIE RZUĆ TĘ PRZEKLĘTĄ PIŁKĘ, KAŻDY CI POWIE, ŻE NAJLEPIEJ TRAFIĆ W RÓG I WSZYSTKO Z GÓRY SPADNIE!!!

Kathy: Ale czego krzyczysz? Uspokój się. Miałaś być przecież miła.

Aisha: Przecież Heath chce pogrążyć samego siebie. Wsparcie ci niepotrzebne?

Kathy: Od ciebie nie. Posłucham właśnie jego. :)

Zamachnęła się i próbowała trafić w środek, jednak się przeliczyła i piłka poleciała za puszki, powodując uśmiech na twarzy Aishy, która biła jej brawa.

Aisha: Niezły środek.

Kathy: To twoja wina. Rozproszyłaś mnie i nie mogłam się skupić.

Aisha: Co z tego? To ja rzucałam? xD

Lindsay: Przecież wy się lubiłyście. ;o

[Zwierzenie] Aisha: Yyyy, totalna idiotka. Akurat Heath miał rację, bo jak Kathy zestrzeliła puszki z lewego rogu, wystarczył środek i miałaby tylko parę puszek do zbicia. Mogłaby nawet mnie przebić, ale tak to posłuchała debila, i dno z tego ma. Za nią nie będziemy tęsknić w ogóle. Jak tylko Don potwierdzi eliminację, robię wielką imprę, na której zapraszam samą siebie. :DDDD

Don: I Kathy - 17 puszek. Niestety, to jest najgorszy wynik. Musisz opuścić program.

Kathy spuściła głowę w dół.

Aisha: Te piłki akurat szybko lecą.

Kathy: Nie. Ta była jakoś wyjątkowo miękka.

Lindsay: Też tak miałam.

[Zwierzenie] Aisha: Dałam jej tą tenisową od Dawida. Dziwnym trafem miał ją przy sobie w kieszeni, więc ta eliminacja zasługuje na wielki aplauz!

Zaczyna bić sama sobie brawa.

[Zwierzenie] Aisha: Odpadła ta wiecznie miła i przemądrzająca się kreatura. Ze mną się nie zadziera. Teraz tylko pogrążyć Heatha i oficjalnie skończyć na zawsze z tą “złą Aishą”. Czasem trzeba być najgorszą zołzą, aby wyeliminować własne ofiary. Obiecuję. Popularność wskoczy mi jak nic. ^^

Kathy: Cóż… Eluwa ludu. Miło mi się z wami grało, nie z wszystkimi niestety *spojrzała na Aishę, która wypięła jej język*, ale tak czasami bywa.

Przytula Lindsay i Bridgette oraz przybija piątkę z Heath’em, Mattim i Owenem, jednak po chwili szybko zostaje spryskana przez Aishę, która trzymała węża. Lindsay była wściekła na Aishę.

Lindsay: Jak możesz być wredna w stosunku do Kathy?! Myślałam, że przyjaźnimy się i stanowimy jakąś zgraną paczkę, jednak ty ostatnio jesteś tak apodyktyczna i złośliwa, że nie mam ochoty być więcej twoją przyjaciółką!

[Zwierzenie] Aisha: Nie musisz. Kto powiedział, że mam się przyjaźnić ze wszystkimi? Jak ma ochotę tak adorować Kathy, to niech jej pomnik jeszcze postawi. Idiotka. xD

Aisha: Nie zrobiłam tego specjalnie. Po prostu przypomniałam Donowi, że tak odpada każdy. :/

Lindsay: Wcale nie! Specjalnie ją spryskałaś, bo żywisz do każdego z nas nienawiścią! Obiecuję ci, że następnego dnia odpadniesz TY!!!

Wskazała na nią palcem.

Lindsay: To jest Aisha! Była miła przez cały poprzedni sezon, a teraz zgrywa się, a jej zawiść jest tak wielka, że widzi tylko czubek własnego nosa! Zapamiętajcie to sobie!

Kopnęła w drzewo i zesmutniała, idąc z daleka od dziewczyny. Od Aishy odchodzą także Owen i Bridgette, chcąc pocieszyć dziewczynę.

Aisha: Przecież nie zrobiłam tego specjalnie. Jak Heath na przykład spryskał Sky, to też nic wielkiego się nie stało, a Lindsay była jej przyjaciółką.

Heath szybko zwiał. Dawid od razu pocieszył Aishę.

Dawid: To tylko gra w sumie.

Dawid i Aisha zaczęli się całować. Don podrapał się po głowie.

Don: Dobra. Ja już zupełnie nic nie rozumiem. Szef i Blaineley są w “separacji”, a Aisha nadal w akcji i wywaliła swojego nemezis, pogrążając się w oczach pozostałych zawodników. Czy długo będę radził sobie sam? W sumie to mogę, tamta drama jakoś nie psuje tego programu. Czy Lindsay zrobi jakiś ruch oporu przeciwko Aishy w zemście za eliminację jej przyjaciółki? Pokrętne relacje wyjaśnią się (może?) w następnym odcinku Przygody w Dzikiej Kambodży!

Zaciemnienie i napisy końcowe.

Ciekawostki

  • To najszybciej napisany odcinek przez autorkę w tym sezonie. Stworzenie go zajęło jej tylko trzy godziny.
  • Szef Hatchet pojawił się w tym odcinku, ale nie powiedział żadnego słowa.
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.