FANDOM


RTW(5)

Południe na wyspie Wawanakwa. Dookoła widzimy ekosystem. Blaineley stoi tam, gdzie zawsze. Pomost. Omawianie poprzedniego odcinka.

Blaineley: Poprzednio w naszym cudownym programie nasi uczestnicy nudzili się, więc postanowiłam ich trochę rozruszać, ale przez zadawanie im pytań ich samopoczucie pogorszyło się jeszcze bardziej, więc zrobiłam opcję “full relaks” i musieli taszczyć arbuzy do skrzyń. Pewni Siebie wygrali z kretesem, a Zdeterminowani musieli wyrzucić z gry Mike’a. Przykre. Kogoś wyeliminujemy tym razem? Dowiedzcie się, oglądając Totalną Porażkę: Powrót na wyspę Wawanakwa!

Widzi, że Brandon miał cały czas odwróconą kamerę na siebie.

Blaineley: Brandon! Odwróć kamerę!

Brandon: Sorry, byłem zajęty robieniem selfie.

Blaineley: BRANDON!!!

Ekran się ściemnia, pojawia się czołówka sezonu.

Kwatery

Pewni Siebie

W drużynie Pewnych Siebie zapanował miły nastrój po tym, jak zwyciężyli poprzednie wyzwanie.

Kate: Oby tak dalej! ^^

Anais: Właśnie, a nuż wszyscy znajdziemy się w połączeniu.

Trent: Byłoby super.

Heather przewraca oczami, ale tym razem nic nie mówi.

Trent: Wiecie, co Blaineley zamierza wymyślić teraz?

Darwin: Zdaje się, że jej szare komórki próbują stworzyć coś kreatywnego. xD

Trent: Możemy dać jej szansę.

Anais: Powtórzyła klasyczne zadanie z Wyspy oraz domyślam się, że te arbuzy były wymyślone na szybko.

Kate: Mnie zainteresowała bardziej taka inna rzecz. Skąd wytrzasnęli tyle arbuzów?

Trent: Może złożyli specjalnie zamówienie, w dzisiejszych czasach da się przemycić nawet bez problemu kotleta schabowego do więzienia.

Darwin: A tam czasem nie stoją bramki? Technologia i te sprawy. :d

Darwin wzruszył po chwili ramionami.

Trent: Akurat zrobił tak mój wujek, więc bez problemu.

Heather: To ty kogoś masz w pace? XD

Darwin: A powinnaś się wtrącać w nieswoje sprawy? Tak jak to zrobisz zawsze? Halo, zajmij się własnym życiem i daj nam porozmawiać w spokoju.

Heather ignoruje chłopaka, ale nadal koło nich stoi.

Darwin: Chodźmy gdzie indziej. Najlepiej jak najdalej od niej.

Trent: Spoko, nie ma sprawy.

Wstali z łóżek i zdecydowali się wyjść z domku.

Zdeterminowani

Przeciwna drużyna, głównie Fatih i Scarlett są smutni z powodu utraty członka sojuszu.

Scarlett (PZ): Przyćmili nas. Też mają sojusz, a czuję się, jakbym była w potrzasku.

Phoebe (PZ): Jedna osoba, która mnie działała na nerwy, właśnie ogląda ten program w telewizji. Właściwie dwie, bo też wyrzuciłam teoretycznie Sky. To tylko przestroga dla każdego, kto stanie na mojej drodze do wygranej.

Nastasia i Zach spali koło siebie, na co zwrócił uwagę Fatih.

Fatih: Nastasia.

Dziewczyna otworzyła oczy.

Nastasia: Tak, słucham?

Fatih: Wiesz, że śpisz na Zachu, prawda?

Nastasia: Serio?

Odwróciła się i obok niego widziała tylko głowę chłopaka. Natychmiast się odsunęła.

Nastasia: Co ja najlepszego wyprawiam. Wybacz, Zach. (please)

Phoebe strzeliła facepalma.

Phoebe (PZ): Nastasia, zgrywa mądrą, a w rzeczywistości to najsłabsze ogniwo w zespole. Idealny materiał do przejęcia kontroli w drużynie :)))

Nastasia (PZ): Tutaj nie przyjechałam dla miliona, ale raczej, żeby się świetnie zabawić w nowym towarzystwie. Tak naprawdę o nagrodzie dowiedziałam się, kiedy już znalazłam się w skrzynce na Wawanakwie. xD. Dodatkowa motywacja nigdy nie zaszkodzi, żeby zajść jak najdalej i nie narobić sobie wielkiego wstydu.

Zach również się obudził i przetarł oczy.

Zach: Głęboko zasnąłem chyba.

Spojrzał się na Nastasię, która zaczęła się rumienić na widok chłopaka.

Nastasia: Wybacz. Naprawdę nie chciałam.

Zach: Nic się nie stało :D

Całą rozmowę podsłuchiwał Rhett.

Rhett (PZ): Widziałem, jak się w niego wtulała, taka zadowolona. xDDD

Nastasia (PZ): Dobra, może mi się podoba Zach. Nie moja wina, że jest taki słodki ^^

Zach (PZ): Całkiem miło mnie się rozmawia z Nastasią. Kto wie, może nawiążemy bliższy kontakt :D

Nastasia i Zach nadal uśmiechali się do siebie.

Phoebe: To może już zejdziesz z niego? XD

Nastasia: Jeszcze pięć minut. ;u;

Phoebe (PZ): Rzygam czułościami. Zaczyna mi powoli brakować starego formatu show, gdzie kłótnie i emocje to był chleb powszedni. Przynajmniej jako jedyna zachowałam oryginalność.

Nastasia schodzi z chłopaka i zakłada okulary przeciwsłoneczne.

Nastasia: Któraś ma ochotę na opalanie się przed zadaniem?

Blaineley (głośniki): Możesz zapomnieć, Nastasia! Wyzwanie odbędzie się już za chwilę!

Nastasia: Ty to naprawdę odbierać korzyści ze słońca. Jakie to zadanie mamy do zrobienia?

Blaineley (głośniki): Przekonasz się. Jestem pewna, że tobie przypadnie do gustu najbardziej ^^

Wyzwanie

Pewni Siebie
Zdeterminowani

Dwunastka uczestników stoi przed dwiema platformami. Przed nimi widać olbrzymi słup obwiązany… najzwyklejszym w świecie drewnianym węzłem, w które ktoś włożył gumowe kulki.

Blaineley: Dzisiejsze wyzwanie nazwałam “bez intelektu nie ma siły”.

Scarlett: Popieram tezę, ale co ona ma wspólnego z wyzwaniem?

Blaineley demonstruje jej, jak powinna wykonać zadanie.

Blaineley: Otóż używając zębów, postarajcie się odwiązać jeden z węzłów na słupie. W ten sposób uzyskacie te oto kulki, które następnie będziecie musieli złapać i rzucić poprzez podskok, żeby gumowa piłka trafiła do dna kapelusza. Czy jesteście gotowi? Muszę wyjaśniać coś więcej?

Nikt nie odważył się podnieść ręki do góry.

Blaineley: I świetnie, tak powinno być w trakcie każdego zadania. Ahhh, gramy na punkty. Macie trzydzieści minut. Od teraz.

Brady włącza stoper, Blaineley zakłada okulary przeciwsłoneczne, odbiera koktajl kokosowy od Brady’ego i siada gdzieś w pobliżu, sącząc go z uśmiechem na twarzy. Obok gdzieś Nastasia niezadowolona wzrusza tylko ramionami.

Nastasia (PZ): Zazdroszczę jej, też chciałabym prowadzić własne show. ;u;

Drużyny zastanawiały się nad tym, kto pierwszy zacznie. W drużynie Pewnych Siebie trwała wielka dyskusja.

Heather: Nie będę za żadne skarby rozpoczynała pierwsza!

Kate: Bardzo mi przykro, ale musimy wygrać to wyzwanie :/

Heather: To sama zacznij, jak taka mądra!

Kate (PZ): Nie lubię Heather. Jest okropną wiedźmą ;-;

Heather (PZ): Czemu nawet takie idiotki jak Anais czy Kate muszą być bezużyteczne? -.-

Stewart: Myślę, że ja mogę zacząć ;)

Heather: Widzicie, jaki miły? ^^

Kate przewraca oczami.

Anais (PZ): To pewnie jej sojusznik. No trudno, pewnego dnia może otworzy oczy na to, że Heather chce go wykorzystać. Oczywiście wiemy w jakim słowa znaczeniu. :d

Heather (PZ): Pora na wykorzystanie mojej najnowszej strategii. Nie ma tej głupiej kretynki Gwen, nie ma stukniętej Courtney, owinę sobie Trenta wokół palca! >:)

Heather stanęła koło Trenta.

Heather: Cześć, Trent <3

Patrzyła na chłopaka maślanymi oczami. Ten tylko odwrócił się do niej lekko przerażony.

Trent: Siema.

Heather: Co tam u ciebie słychać? :D

Phoebe patrzyła na nią z pobłażaniem.

Phoebe: Myślę, że ja zacznę.

Fatih: Dobry pomysł.

Phoebe (PZ): Heather już odbija do reszty. Popatrzę na jej idiotyzm kiedy indziej, na razie muszę skupić się na wygranej wyzwania.

Phoebe i Kate ustawiają się do węzłów. Pierwsza z nich radzi sobie bardzo dobrze, podczas gdy druga ma problem z ugryzieniem.

Anais: Spróbuj z tym wyżej.

Kate: Właśnie jest problem, bo nie chce się ruszyć.

Heather: To może rusz tyłek, bo chcę wygrać to wyzwanie!

Darwin: Odwal się od niej. Ona przynajmniej coś osiągnęła, a ty tylko narzekasz. Jeśli taka mądra, zrób to lepiej!

Minęły trzy minuty od rozpoczęcia wyzwania. Phoebe zdobywa szklaną kulkę i odbija przez podskok. Niestety, nie trafiła do kapelusza.

Heather: Brawo :)

Phoebe: Wtryniaj się może do własnej drużyny! Jeszcze jedna odezwa do mnie lub do kogoś z moich kolegów i dostaniesz w ryj!

Heather i Phoebe zaczęły się awanturować.

Heather: Jakoś nie widzę, żebyś działała. xDDD

Heather w tym momencie dostała z całej siły w ryj od Phoebe.

Phoebe: Ostrzegałam :’)

Heather miała zamiar uderzyć Phoebe, jednak Anais z trudem ją powstrzymała.

Anais: Musisz w końcu przestać znęcać się nad ludźmi.

Heather wytrzeszczyła oczy w kierunku dziewczyny, ta od razu się jej przestraszyła.

Heather: I ty uważasz się za obrończynię, żałosna kretynko? Pluję na tak ułomne i słabe osoby, jak ty! Za cienka w uszach jesteś, aby ze mną rywalizować!

Anais spuściła głowę w dół, Heather była dumna ze swoich słów, Darwin bił jej sarkastyczne brawa.

Darwin: Zdurniałaś do reszty? >:(

Heather: Przy takich durniach to się nie dziwię, że można “zdurnieć”. Poważnie.

Zepchnęła go z pomostu do wody. Ten tylko wypluł zawartość wody, a z jego ust wyskoczyła jedna z ryb fugu, które zaraz po wypłynięciu rozwarła się i wskoczyła do wody.

Darwin (PZ): Zaraza pod tytułem Heather się rozprzestrzenia…

Upłynęło piętnaście minut. Po kilku kolejkach Pewni Siebie wrzucili 6 kulek, a Zdeterminowani 7. Do wyzwania na obecną chwilę przystąpili Stewart i Rhett.

Stewart (PZ): Aktualnie przegrywamy. Trzeba coś z tym zrobić.

Stewart, kiedy nikt nic nie wiedział, za pomocą szczypiec, które przemycił, rozbił jedną ze szklanych kulek, a kleista substancja wydostała się na pomost. Ku jego zdziwieniu, było to coś żrącego, ponieważ po kontakcie z drewnem wyżarło małą dziurę.

Stewart: Powinienem od razu wszystkie po bokach rozwalić.

Rhett odwiązał część słupa, ku jego zdziwieniu, pojawiła się zniszczona piłka.

Nastasia: Blaineley?

Blaineley: Tak?

Nastasia: A czy na pewno trafiamy tutaj na pułapki?

Blaineley: Em, nie. A czemu pytasz?

Nastasia: A chodź tutaj, to zobaczysz.

Blaineley niechętnie podeszła do drużyny. Zauważyła zniszczoną kulę.

Blaineley (PZ): TO BYŁA NAJRZADSZA KOLEKCJA KUL ŻRĄCYCH DO UDROŻNIANIA RUR! DZIĘKI TEMU W MOJEJ ŁAZIENCE ZAWSZE PACHNIAŁO! Kto ją rozwalił, obiecuję, że nie pozbiera się do końca życia >:(

Wzięła głęboki oddech, a przed zawodnikami robiła dobrą minę do złej gry.

Blaineley: Tak… *lekko dygocze jej oko*

Niezadowolona i lekko naburmuszona opuszcza uczestników i kładzie się na leżaku, z założonymi rękoma.

Blaineley: 10 minut do końca… wrzucajcie więcej… ._.

Kolej Scarlett. Ta odwiązała jeden z węzłów, a kulka, którą miała złapać, rozbiła się. Dźwięk tłuczonego szkła spowodował, że Blaineley wściekła wyparowała do rudej kujonki.

Blaineley: JAK MOGŁAŚ ZNISZCZYĆ MOJE CENNE PIŁKI DO UDROŻNIANIA RUR?!

Zach: Przepraszam… do udrożnienia… czego? xD

Nastasia: No do rur takie kule. Wtedy nie wali tak w kiblu.

Kate gdzieś obok zaczęła się śmiać i otarła łzę.

Kate: Naprawdę?

Blaineley: Od tej chwili, jeśli ktoś zniszczy jedną z kul, jego drużyna traci 2 punkty. Koniec tego dobrego.

Usłyszała kolejny dźwięk tłuczonego szkła. Sprawcą była Anais.

Blaineley: ZASTRZELĘ!!!!!! MACIE DWA PUNKTY MNIEJ, PEWNIACZKI!

Użyła cudzysłowu przy słowie “Pewniaczki” i wściekła zaczęła drzeć się na całą wyspę.

Blaineley: BRADY! LEŻAK! TUTAJ!!!

Wskazała mu palcem, gdzie powinien postawić leżak. Blaineley chciała już go skrzyczeć, ale potknęła się o niego i wpadła do wody. Heather zaczęła się śmiać.

Heather: Dobrze ci tak :DDDDD

Blaineley wynurzyła się. Uczestnicy mieli okazję zobaczyć ją z rozmazanym make-upem na twarzy.

Blaineley: Właśnie dzięki tobie, Heather, twoja drużyna przegrała wyzwanie.

Darwin: Gratulacje, właśnie skazałaś siebie na eliminację ;)

Heather (PZ): Uwierz mi, że nie byłabym taka pewna.

Kamery uchwyciły, jak Heather mąci przy jedzeniu. Dosypała tam jakiejś posypki i z podłym uśmieszkiem odeszła.

Heather (PZ): Najwyraźniej wszyscy zapomnieli, ale to ja byłam pierwszą antagonistką w tym programie. Tę lalunię znam już doskonale i wiem, co się stanie, gdy zje za dużo “syfolini” ;). W show trzeba być kreatywnym i wygrać za wszelką cenę, o czym najwyraźniej - niestety - wszyscy zapomnieli. Teraz wystarczy omamić Trenta, bo Stewart już jest w moim sojuszu, rozdzielić głosy Anais, Kate oraz Darwina, a jedno zagrożenie pojedzie do domu.

Heather opuściła stołówkę, Blaineley wzięła się za jedzenie.

Blaineley: To spaghetti jest niesamowite, Brady!

Brady uśmiechnął się.

Brady: Specjalne robione dla ciebie.

Blaineley odczuwała, że nagle jest zmęczona.

Blaineley: Nie wiem, ale mnie to zwala z nóg…

Zmrużyła oczy i padła na twarz, oczywiście jej twarz znalazła się w misce spaghetti. Przerażony Brady szybko podniósł głowę Blaineley, całą umazaną sosem i makaronem. Za pomocą chusteczek, przetarł facjatę Mildred i zaniósł do łóżka.

Brady: Chyba wydaje mi się, że bez niej musimy odwołać ceremonię…

Gdzieś obok stała Heather.

Heather (PZ): Jak już mówiłam, wszystko zgodnie z planem. Jestem przygotowana na wszystko, tym razem na pewno zdobędę ten milion! Już widzę swoje imię na tej walizce, czuję, jak ją odbieram i śmieję się w twarz tym wszystkim porażkom, które myślą, że mają ze mną szanse! *śmiech*

Phoebe, zadowolona z porażki przeciwników, obmyśliła nową strategię.

Phoebe: Rhett, chciałbyś ze mną porozmawiać?

Rhett: Nie ma problemu.

Chłopak przykucnął blisko dziewczyny.

Phoebe: Powiedz, co tam u ciebie słychać?

Rhett: Wygraliśmy wyzwanie :D. Idę spać.

Chłopak ruszył do własnego łóżka, ale Phoebe go odsunęła od niego i zaczęła uwodzić.

Phoebe: Może tego nie ukazuję zbyt często, ale dla mnie jesteś najprzystojniejszy ze wszystkich chłopaków ^^

Heather podglądała to, co Phoebe wyczyniała z Rhettem. Sam fakt, jak Phoebe namiętnie dotykała chłopaka po klatce piersiowej, sprawił, że antagonistka miała odruchy wymiotne.

Heather: To jest obrzydliwe…

Nie wytrzymała i zwymiotowała gdzieś w krzakach. Phoebe wyjrzała przez okno i zauważyła tylko ją, wymiotującą. Potem dodała szeptem: “Dobrze ci tak, szmato.” i wróciła do motania Rhetta.

Scarlett i Fatih grali kolejną partyjkę w pokera. Zamiast żetonów, postanowili, że będą grać kamieniami. Różowe kamienie przykładowo oznaczały liczbę dziesięciu żetonów, a pomarańczowe trzydzieści.

Scarlett: Mam dwie pary, a ty?

Fatih: Ja z kolei mam kolor, czyli wygrywam ^^

Scarlett: Teoretycznie zachowuję 10% z tej rundy, ponieważ mam coś na obronę.

Fatih: Nom, w sumie tak.

Scarlett: Grasz jeszcze jedną partię?

Fatih: Jeśli jesteś chętna, to pewnie.

Fatih rozdaje karty.

Ceremonia

Pewni Siebie

W drużynie Pewnych Siebie trwała ceremonia. Pozostała szóstka oddała głosy i cierpliwie czekała na Blaineley, która się jeszcze nie pojawiła.

Anais: Gdzie jest Blaineley?

Heather: Mam to gdzieś, byle byście się tylko nie pospieszyli z tym oddawaniem głosów.

Darwin: Jestem pewny, że odpadniesz.

Heather: Mam gdzieś twoje zdanie, porąbany gocie.

Darwin: Gdybym był gotem, nie odzywałbym się tak często. Nic do nich nie mam, ale trochę daleko mi do gotów.

Heather wypięła mu język.

Darwin: Ależ ty dojrzała.

Przejął się gestykulacją Heather, oczywiście ironicznie.

Anais: Co zrobimy, kiedy wyleci stąd Heather?

Kate: Myślałam o zorganizowaniu przyjęcia :p.

Anais: Bardzo dobry pomysł!

Jedyną osobą, która siedziała cicho, był Trent. Chłopak najwyraźniej się nad czymś zastanawiał.

Trent (PZ): Rozmawiałem sporo z Heather. Nie to, że nagle stała się wielką moją przyjaciółką, ale w sprawie Gwen... ma bardzo dużo racji. Nie jesteśmy już ze sobą, a jeśli jej tu nie ma, nie ma też szans, abyśmy powrócili do siebie.

Blaineley nadal się nie pojawiała.

Heather: A gdzie ona jest?

Darwin: Pewnie nie może się nacieszyć naszymi głosami.

Heather: Twoimi na pewno. ;’)

Darwin: Oj, nie odwracaj kota ogonem, złotko.

Heather pokazała mu środkowego palca, na co Darwin nie zwrócił uwagi.

Darwin: Skończyłaś cyrk czy już możemy świętować to, że odpadłaś?

Heather: Pożałujesz tego!

Darwin: A gadaj sobie ile chcesz.

Heather zerwała kawałek jego koszuli.

Darwin (PZ): Żałosne….

Wypadły mu nożyczki z kieszeni, a Heather je wzięła i dalej niszczyła mu koszulę. Chłopak ją odtrącił delikatnie od siebie, ta w międzyczasie otworzyła nożyczki, te skierowały się blisko jej kucyka i… Przez przypadek ucięła sobie ten kucyk.

Heather: AAAAAAAAA! WYGLĄDAM OKROPNIE!

Zerwała kolejną część koszuli Darwina, a Darwin zdenerwowany odepchnął szajbuskę od siebie. Dziewczyna upadła na pień drzewa i zaczęła grozić Darwinowi. Anais i Kate nie kryły tego, że kibicowały chłopakowi. Stewart jedynie przewrócił oczami.

Stewart (PZ): Nie wiedziałem, że w mojej drużynie są zwierzęta. Heather jest idiotką >:(

Stewart: Gratulacje, zbłaźniłaś się ;-;

Heather: NIE MÓW, ŻE JESTEŚ PO JEGO STRONIE! JESTEŚ NICZYM BEZE MNIE!!!

Stewart: Ach, tak? To już wolę być “nikim” niż być znienawidzony przez cały obóz.

Odwrócił się od Heather i czekał cierpliwie na Blaineley z wynikami.

Heather (PZ): Wszystko mam pod kontrolą. Co za debile :)

Stewart (PZ): Heather potraktowała mnie jak jakiegoś śmiecia. Mam nadzieję że w porę się zorientowałem i mnie nie wywalą. Byłby to wstyd odpaść przed połączeniem drużyn.

Ku zdziwieniu wszystkich przychodzi Brady.

Trent: A gdzie Blaineley?

Brady: A tak szczerze to nie wiem sam. Jedno jest pewne, nie mam dostępu do waszych głosów.

Szok.

Stewart: Jak to nie masz naszych głosów? ;-;

Brady: Wiem, zróbmy publiczne głosowanie.

Heather zaczęła się pocić.

Heather: Yyy… To ja głosuję na… Anais.

Reszta: Heather.

Brady: Heather, twój los został przesądzony.

Darwin się uśmiechnął pod nosem.

Brady: Ale…

Kate (PZ): No zawsze jest to ale!

Brady: …Los chciałby cię oszczędzić.

Wszyscy byli zdezorientowani. Okazuje się, że Heather nie odpadła.

Heather: Doprawdy? <3

Wyjęła wodę i zgasiła ognisko.

Heather: Dziękuję za wszystkie głosy. Jesteście wspaniali. :D

Stewart (PZ): SUPER!!!!! >:( ;'))))

Brady rozpalił ognisko po raz kolejny.

Stewart: Zostajemy tutaj? -,-

Darwin: Czemu by nie? ._.

Zdjął z siebie resztę koszuli i wrzucił ją do ogniska, aby bardziej zapłonęło. Na szczęście miał na sobie jeszcze fioletową koszulkę i z założonymi rękami usiadł na pieńku drzewa. Kate spojrzała się na niego i zarumieniła.

Kate (PZ): Darwin jest taki słodki… <3333. Wcześniej nie zwracałam na niego uwagi, ale teraz tak mi się spodobał ^^

Kate przysiadła się do Darwina.

Kate: Hej :D

Zwróciła uwagę na jego owłosione ręce i mały zarost na brodzie. Położyła się na nim.

Darwin: Wszystko w porządku? :/

Kate (PZ): Mam to do siebie, że chłopcy ustawiają się do mnie kolejkami, aby móc ze mną chodzić. Nie moja wina, że tak na nich działam. Ale Darwin to zupełnie inna para kaloszy. Bardzo mi się podoba i imponuje jako człowiek <3

Kate: Nie. Jak chcesz, to mogę zejść. ^^

Darwin: Jakbyś mogła :p.

Podrapał się po głowie, a ta zeszła z niego. Nadal nie mogła się oprzeć jednak wyglądowi chłopaka.

Kate (PZ): Czemu mam jakąś barierę w sobie, która nie pozwala mi na normalną rozmowę z nim ._.? Darwin tak mi się podoba, ale jak mam do niego zagadać?

Kate: Lubisz grę w tenisa?

Darwin: Rugby wydają się lepsze.

Kate (PZ): *facepalm* Wychodzę na totalną idiotkę :/

Wszyscy udali się do domku. Brandon za pomocą kamery zrobił zoom na Brady’ego.

Brandon: Powiedz kwestię końcową.

Brady: A jaka ona jest?

Brandon: Meh.

Wyłącza kamerę. Dochodzi do śnieżenia, zaciemnienia, a w ostateczności pojawiają się napisy końcowe.

Odcinki Totalnej Porażki: Powrotu na wyspę Wawanakwa
Przed połączeniem Wracamy na Wawanakwę, co może pójść nie tak? | W poszukiwaniu idealnej strategii | Klucz podstawą zwycięstwa | Jak Heather jest miła, to ja jestem księżniczką | Bez intelektu nie ma siły | Sojusznicy są jak Tamagotchi | Podsumowanie I: Nie wierzę w istnienie tej wyspy! | Magia przyjaźni? Pomyliłam programy? | Im więcej, tym nie zawsze lepiej | Woda to główny aspekt życia | Właśnie zniżyłam się do twojego poziomu
Po połączeniu Połączenie? My i tak nie działaliśmy zespołowo | Mnie ballady kojarzą się z muzyką, a tobie? | Podsumowanie II: Wyspa drugiej szansy | Konkurs talentów albo cyrk beztalenci | Dezorientacja, impuls oraz konsekwencje | Wędruję po Wawanakwie | Kolejka, tura, runda, partia czy seria? | Taktyka dopracowana na ostatni guzik | Ostatni dzień na tej wyspie
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.