FANDOM


Wyspa Totalnej Porażki - nowy rozdział - odcinek 2

Chris: Poświęćmy chwilę na przypomnienie poprzedniego odcinka. 22 nastolatków przybyło na wyspę Wawanakwa, aby zawalczyć o okrągły milion dolarów i sławę światową. Nawiązały się pierwsze znajomości, konflikty i przyjaźnie. Podzieliliśmy przyjezdnych na dwa 11-osobowe zespoły. Komu uda się przetrwać cały miesiąc w ekstremalnych warunkach? Jak potoczą się losy bohaterów? Wszystkiego dowiecie się oglądając Wyspę Totalnej Porażki!

<Czołówka.>

Chris: Witamy ponownie na Wyspie Totalnej Porażki. Przed uczestnikami pierwsze wyzwanie. Skok z 350 metrowego klifu. Jakie są ich wrażenia przed wykonaniem go? Spójrzmy.

<Pokój Zwierzeń>

Courtney: Pierwszy raz jestem w pokoju zwierzeń, w dodatku na survivalu. Nigdy wcześniej nie byłam na obozie letnim, mam nadzieję, że sobie tutaj poradzę.

Gwen: Żenada. Dowalili takie wyzwanie na początek? Ciekawe, co będzie dalej.

Owen: Ze strachu aż zgłodniałem. Dawno nic nie jadłem, chętnie wrzuciłbym coś na ruszt, hehe!

<Wyzwanie>

Chris: No dobra obozowicze, pierwsi skakać będą Okonie. Kto idzie na pierwszy ogień?

<Okonie patrzą na siebie z niepewnością.>

Duncan: Och... no dobra, ja zacznę. Nie będzie aż tak strasznie.

Chris: Zapomniałbym, musicie skoczyć do tego małego punktu oznaczonego bojami. Wokół tego jest bezpieczny obszar, potem jest jeszcze jeden obszar, większy ale możecie natknąć się tam na meduzy. Jeśli natomiast skoczycie dalej niż w te dwa obszary, radzę odmowić wam paciorek. Czają się tam śmiertelnie niebezpieczne, wygłodniałe rekiny ludojady. To tak dla pewności.

Duncan: Pff... czego się bać. Jeśli ja dam radę, to wy też musicie.

<Duncan skacze. Wskoczył do bezpiecznego obszaru.>

Duncan: Udało się!

Trent: Trafił! Super, to teraz ja. Uwaga!

<Trent skacze. On również trafil w najbezpieczniejszy obszar.>

Bridgette: Brawo! Czy mogę teraz ja?

Cody: Jasne, ależ proszę. xD

<Bridgette skacze. Także trafiła do dobrego koła.>

<Jako kolejni skok oddali: Eva, Cody, Courtney i Harold.>

Sadie: O kurde... nie, ja tam napewno nie skoczę! Nie bez Katie!

Katie: Dasz radę Sadie!

Sadie: Nie mogę! Wybaczcie drużyno! Przykro mi.

Chris: Dobrze, mamy siedmioro skoczków i jednego cykora. Gratulacje Sadie, jeśli cała drużyna wykona skok, będziesz ofiarą.

Sadie: No trudno, z drugiej drużyny napewno nie wszyscy skoczą.

Chris: Może. Cykory zjeżdżają schodami na dół. Dobra, jedziemy dalej.

Lindsay: Myślałam, że ta gra to jakiś pokaz talentów!

Chris: Heh... nie. To nie pokaz talentów.

<Lindsay skacze, wskoczyła w zły obszar.>

Wszyscy: Uwaga, rekiny!

Lindsay: Aaaaaa!

<Rekiny chcą ją zaatakować, ale wprost w nie rzucił kamieniem Geoff.>

Geoff: Won od niej, wy nędzne skurwiele!!

<Rekiny odpłynęły, a Lindsay bezpiecznie dotarła na brzeg.>

<Pokój zwierzeń>

Lindsay: Jakie to było słodkie! Muszę się dowiedzieć czegoś o tym blondasku!

Geoff: Chyba tylko głupi patrzałby, jak rekiny atakują innego człowieka. Musiałem coś zrobić, jakkolwiek zareagować!

<Wyzwanie.>

Beth: No słuchajcie, ja też nie dam rady. Boję się... wybaczcie!

Chris: Do schodów zapraszam, ósemka skoczków i dwa cykory. Został Owen. No stary, obowiązki wzywają.

Owen: No, ale... nie wiem...

Chris: To może dać twojej drużynie większe szanse na wygraną, pomyśl szybko.

<Cała drużyna dopinguje z dołu Owena.>

Beth: No dalej, skacz Owen!!!

Courtney: A ty dlaczego skandujesz? Przecież sama stchórzyłaś.

Beth: No tak, ale to nasz ostatni zawodnik. Dopingujmy go!

Cody: Ma rację. Dawaj stary!

<Pokój zwierzeń>

Courtney: Wydaje mi się, że Beth jest trochę hipokrytką. Wymaga od innych mimo, że sama tego nie zrobiła. Nie podoba mi się takie zachowanie. Ale cóż, nie będę narazie się tutaj awanturować.

<Wyzwanie>

<Owen robi 2 przysiady, zaciska pięści i.... skacze.>

Owen: Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

<Ląduje w bezpiecznym polu. Plusk z wody zalewa pół plaży, powodując także duży wstrząs odnotowany nawet na szczycie klifu.>

Owen: Tak! Tak! Juhu! Zrobiłem to! :D

Chris: Ta... Dziewięciu skoczków i dwa cykory. Zanotowane. Susły, wasza kolej!

Tyler: Ja pierwszy! Dla motywacji! Lecę!

<Wskakuje do wody. Ląduje w drugim polu, zostaje lekkko poparzony przez meduzę.>

Tyler: Ała! Ty mała larwo, niech no cię...

<Łapie meduzę, zostaje porażony drugi raz.>

Tyler: Ałł!

Chris: Ale przynajmniej skoczył.

Geoff: No to ziomy, czas na mnie. Oby i wam się udało!

<Geoff skacze. Ląduje w bezpiecznym polu.>

Geoff: O tak! Najs!

Izzy: Teraz Izzy! Chcieć szybować w powietrzu! Hahaha!

<Izzy skacze, ląduje na niebezpiecznym polu. Rekiny chcą ją dopaść.>

Izzy: Rekinki! Złapcie mnie potworki moje, haha! Łiiii!

<Naśladuje delfina, odgania w ten sposób drapieżniki i bezpiecznie dopływa do brzegu.>

Bridgette: Wow! Gdzie się tego nauczyłaś?

Izzy: A sama nie wiem, hah. Tak to jakoś wyszło!

Tyler: Jestem pod wrażeniem!

<Izzy wskakuje mu na plecy.>

Izzy: To teraz nieś królową zacny chłopcze!

<Pokój zwierzeń>

Izzy: Wiem, że jestem szalona, ale to przecież dobra cecha, mam rację? Jupi!

<Wyzwanie>

Noah: Ja tam nie skoczę, nie ma mowy.

DJ: A to dlaczego?

Noah: A dlatego, że nie mam ochoty zostać żywą przynętą na rekiny.

Katie: Skąd wiesz, że wylądujesz poza bezpiecznym obszarem?

Noah: Mam takie przeczucie. Moja intuicja nigdy mnie nie oszukuje. Nie skaczę i kropka.

Chris: W takim razie zapraszam do zjazdu schodami. O tędy.

DJ: Co za ciota.

Justin: Glizda, prawda?

DJ: Dokładnie. Irytuje mnie.

<Kolejnymi skaczącymi są DJ, Justin i Gwen.>

Katie: Ech... boję się.

Leshawna: Spokojnie, nie denerwuj się. Tak tylko się zniechęcasz.

Heather: Racja. Powinnaś pomyśleć o czymś przyjemnym. Wtedy lęk powinien ci trochę przeminąć.

Katie: Hmm... dobra, dam radę. Dla drużyny.

<Katie skacze i ląduje w bezpiecznym polu.>

Katie: Wspaniale!

<Jej drużyna bije brawa.>

Ezekiel: Laski, nie wiem jak wy, ale ja odmawiam skoku. Chris, mogę zjechać?

Chris: Jasne, nikt ci nie broni.

Leshawna: Lamus. Dobra, która teraz?

Heather: Idź ty. Ja oddam decydujący skok. xD

Leshawna: Jak sobie tam życzysz.

<Leshawna skacze, lądując w polu z meduzami.>

Leshawna: Ał! Obślizgłe, wredne ohydztwa!

Chris: Została ostatnia zawodniczka! Jeśli stchórzy, to wygrają Okonie!

Heather: Nie ma mowy. Nie chcę być na wylocie już po pierwszym zadaniu.

Chris: Czyli skaczesz?

Heather: Tak. Życz mi powodzenia.

Chris: Nie. xD

<Heather skacze, ląduje w bezpiecznym polu.>

<Drużyna jest zadowolona.>

Chris: Mamy remis! Chciałem zakończyć dzisiejszy dzień po tym wyzwaniu, ale musi być teraz dogrywka. Przebierzcie się, spotykamy się przy ognisku za 10 minut!

<10 minut później...>

<Ognisko.>

Chris: Dogrywką w dniu dzisiejszym będzie zbudowanie minibasenu, w którym będziecie mogli spędzać wolne chwile. Drużyna, która wykona lepszy basen, wygrywa. Przegrani wyślą już dziś kogoś do domu. Już w pierwszy dzień eliminacja, no ale mówi się trudno.

Trent: Gdzie mamy jakieś narzędzia potrzebne do budowy?

Chris: Znajdziecie je w skłądziku. Tamtej małej chatce obok łazienki. Macie 2 godziny. Czas start.

<Dogrywka>

Tyler: Okej Susły, chodźcie na naradę drużynową.

Katie: Ale gdzie?

Tyler: Proponuję przed nasz domek.

DJ: Dobra. Tylko mamy chwilę, bo trzeba zacząć pracę.

Tyler: To będzie tylko chwila. Dosłownie omówienie planu i zbiórka materiałów.

DJ: Oki.

<W tym czasie ich przeciwnicy od razu przystępują do działań.>

Courtney: Okej. Mamy deski, młotki, piły, taśmy i kilofy. Czy coś jeszcze będzie potrzebne?

Duncan: Mam nadzieję, że umiecie wspołpracować? To znaczy, żadnego wyrywania sobie pił czy młotków i wspólna pomoc. Kto się do tego nie będzie stosował, to jeśli przegramy, wyleci.

Cody: To się rozumie.

Harold: No to co? Działamy!

<Mija godzina. Okonie mają prawie cały basen skończony, wystarczą drobne poprawki i wlanie wody. Natomiast u Susłów cieńko ze współpracą i niechlujnie urządzają akwen.>

Heather: Kurde, kolejna dziura.

Tyler: Nie martw się, jakoś to skleimy.

Ezekiel: A ja nie wiem, po co mamy się do tego przykladać. Ważne, że w ogóle to zrobimy i już.

Heather: Mamy się przykładać po to, żebyśmy to wygrali. Widziałeś basen tamtych? Przy nim nasz to jakieś wstrętne bajoro.

Noah: Fajnie, że gdy się staramy, to tak komentujesz naszą pracę.

Heather: Z twojej strony nie widziałam dużego poświęcenia.

Justin: Przestańcie się spinać. Zróbmy to, będzie dobrze. Niezależnie od wyniku będziemy mogli się tu pluskać przez cały miesiąc.

Ezekiel: W tym? Chyba kpisz.

Leshawna: Fuck! Znowu dziursko!

Gwen: Kiepsko to widzę, ludzie.

Geoff: Ziomy, spokojnie. Jeszcze to wygramy, bądźmy bardziej zorganizowani!

Leshawna: Została niecała godzina, chyba nie zaczniemy od nowa?

Geoff: Nie, nie. Poprawmy to po prostu.

<W drużynie Okoni współpraca szła dużo lepiej.>

Bridgette: Muszę wam powiedzieć, ze fajnie się z wami pracuje. Jesteście spoko ludźmi.

Trent: Dziękuje Bridgette. Też jesteś w porządku.

Owen: Zgadzam się, jesteście ekstra wszyscy!

Eva: Nie dosładzajcie sobie, mamy zadanie do wygrania.

Bridgette: Spoko Eva, po prostu chcę, żebyście wiedzieli, że dobrze mi się z wami robi. To tylko mała wdzięczność.

Eva: Nie ma teraz na to czasu. Podziękowania będziemy sobie składać, gdy wygramy.

Duncan: Eva ma rację. To jest gra, a nie Moda na Sukces.

Beth: Oglądałam to! Bardzo fajny serial!

Eva: Ty takie dziadostwo serialem nazywasz?

Beth: Mi się podobało.

Harold: Nawet ja się pogubiłem w tej fabule. Tam każdy z każdym był małżeństwem. xD

Beth: E tam, i tak to lubię.

<Pokój zwierzeń>

Beth: Postaram się im już nie szkodzić, bo i tak zawiniłam w pierwszym wyzwaniu. Nie chcę wylecieć pierwsza, to obciach!

<Dogrywka>

Chris: Koniec czasu! Pora zobaczyć wasze konstukcje!

<Podchodzi do basenu Okoni.>

Chris: Brawo Okonie. Ten basen jest świetny, bardzo mi się podoba. Ciekawe, jakie cudo zaprezentują Susły.

<Podchodzi do basenu Susłów.>

Chris: Mhm... A co to za wystający szczebelek?

<Pociąga za element, powodując całkowite rozerwanie się basenu.>

Susły: Ech...

Chris: Ups... Przepraszam bardzo. No dobrze, pora ogłosić wyniki. Zwycięzcami pierwszej konkurencji są Zabojcze Okonie!

<Okonie się cieszą.>

Bridgette: Tak! Oby tak dalej! Brawa dla nas!

Trent: Dobra ekipa!

Sadie: Drużynowy uścisk?

Owen: Pewnie, juhu!



<Pokój zwierzeń>

Eva: Nienawidzę przytulania. Ale co mam zrobić, nie będę ich jeszcze krytykować. W końcu wygraliśmy pierwsi.

<Dogrywka>

Chris: Wrzeszczące Susły - dzisiaj zjebaliście sprawę. Spotkamy się jeszcze raz wieczorem. Jedno z was już dziś pożegna się z walką o milion dolarów.

<Okonie są smutne.>

Chris: No, a teraz zapraszam do stołówki. Pyszna wątrobianka!

Szef: Tak jest, a niech ktoś zacznie wybrzydzać...Biada!!!

<Wyciąga siekierę. Zawodnicy są przerażeni.>

<Stołówka>

<Wrzeszczące Susły>

Katie: I co teraz robimy?

DJ: Wskażemy tego, który powinien odejść.

Noah: Słucham więc propozycji.

Heather: Może ty Noah? Nie spisywałeś się dzisiaj.

Noah: Ja?! Jestem genialnym strategiem, doprowadzę nas do serii zwycięstw!

Tyler: Ta... takich dzisiejszych "zwycięstw"?

Noah: Po prostu to pierwszy dzień. Nie mam dziś nastroju, powinniśmy wyrzucić kogoś innego.

Ezekiel: Jakąś laskę. Z nimi daleko nie zajdziemy.

<Dziewczyny się wkurzyły.>

Leshawna: Coś ty powiedział?!

Gwen: Powtórz to.

Izzy: Izzy jest teraz zła! Lepiej jej nie drażnij bardziej, bo się to źle dla ciebie skończy!

Ezekiel: Ale ja mam rację. Ogólnie to wydaje mi się, że ja powinienem dostać nietykalność. Jestem z nas wszystkich najmądrzejszy. Wiedzieliście, że na świecie jest 195 państw?

Noah: He, nieprawda. 198. Dane się zmieniają.

Ezekiel: Co ty pieprzysz?!

Leshawna: Za chwilę to ja pieprznę ciebie... po czym stwierdzasz, że jesteś od nas mądrzejszy?

Ezekiel: Takie rzeczy się widzi.

Katie: A bezczelność też się widzi? Bo ja właśnie zauważyłam.

Geoff: Luz ludzie. Spokojnie, bez nerwów. Przecież nie musimy przejmować się jego opinią.

Ezekiel: Dziś może jednak nie zagłosuję na dziewczynę.

Gwen: No to ciekawe na kogo?

Ezekiel: To tajemnica.

DJ: Jeśli tak ma wyglądać nasza drużyna i tak mamy działać razem, to ja podziękuję. Idę się położyć. Do zobaczenia na eliminacjach.

Noah: Świetnie. Coś czarno widzę przyszłość tego zespołu.

Gwen: Ja też idę. Elo wam.

<Pokój zwierzeń>

Tyler: No i drużyna się posypała... co mogę powiedzieć, tak też czasami bywa. Spróbujemy jeszcze jakoś się zgrać, gdy wyeliminujemy dzisiaj jedną nędzną osobę. Mam nadzieję, że wtedy załoga zacznie się dogadywać.

Ceremonia eliminacji

<Przy ognisku zasiada 11 Susłów.>

Chris: Obozowicze. Witam na pierwszej ceremonii eliminacji na Wyspie Totalnej Porażki. W tej grze symbolem bezpieczeństwa będzie zwykła, puszysta pianka. Kto ją otrzyma, będzie bezpieczny do następnej ceremonii. Kiedy wyczytam wasze imię, odbierzcie swoją piankę. Obozowicz, który nie dostanie pianki, musi udać się do Portu Wstydu, wsiąść do Łódki  Przegranych i odpłynąć. Dla tego gracza program się skończy. A powrotu nie będzie. NIGDY. Gotowi?

Susły: Tak!

Chris: Pierwsza pianka trafi do...

..

...

...

Tylera.

Tyler: Super!

<Tyler odbiera piankę.>

Chris: Drugą piankę otrzymuje...

...

...

...

Justin.

Justin: Fajnie.

<Justin odbiera piankę.>

Chris: Trzecia pianka jest dla...

...

...

...

Katie.

Katie: O, supi! Jeszcze nie odpadnę, hehe.

Chris: Kolejna pianka wędruje do...

...

...

...

Gwen.

Gwen: Uff. Udało się.

Chris: Dalej...

...

...

...

Geoff.

Geoff: Super, dzięki ziomy! :D

Chris: DJ.

DJ: No, brawo. Dobra decyzja.

Chris: Heather.

<Zadowolona Heather odbiera piankę.>

Chris: Leshawna.

Leshawna: Phew... już coś podejrzewałam. xD

Chris: No i Izzy.

Izzy: O tak! Izzy jest szczęśliwa! Yeah!

<Na tacy została tylko jedna pianka.>

Chris: Oto ostatnia pianka tego wieczoru. Zostali tylko Ezekiel i Noah. Ezekiel za swoje seksistowskie uwagi i zbyt duże mniemanie o sobie, a Noah za irytowanie zespołu.

Noah: No to się pakuję.

Chris: Ostatnia pianka wędruje do...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

<Obydwoje są przejęci.>

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

Noah.

Noah: Co? Serio? Uff... odetchnąłem z ulgą.

Ezekiel: Poważnie? Wybraliście mnie?! Porażka!

Chris: Nie trudno im się dziwić. Sam bym się zdenerwował. Pora udać się do Portu Wstydu, Zeke.

Ezekiel: Weź mnie nie dołuj. A wam mam do powiedzenia tylko jedno - jesteście bandą popaprańców! Nara!

<Ezekiel odchodzi do Portu Wstydu.>

Chris: Reszta może zjeść swoje pianki. Zostajecie. Oczywiście... narazie.

<Port Wstydu>

Ezekiel: Och, po co ja się tu w ogóle zgłaszałem... beznadzieja.

<Wchodzi do Łódki Przegranych i odpływa z wyspy.>

Chris: Na dzisiaj to już wszystko. Co wydarzy się nastepnym razem? Jakim ekstremalnym wyzwaniom będą poddani nasi uczestnicy? I kto zgarnie okrągły milion baksów? Odpowiedzi na te pytanie odnajdziecie, oglądając Wyspę Totalnej Porażki!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.